Mój Tata zawsze powtarza, że suma stresów musi być stała. Wierzę w tę jego mroczną maksymę, więc wyobraźcie sobie, jak bardzo musiałam się odstresować i zachwycić Barceloną, skoro karmiczne wyrównanie poziomu stresu wymagało zgubienia aparatu fotograficznego w jednym z barów, tuż przed powrotem. Moje małe elektroniczne dziecko jest już bezpieczne w domu, ale co najbardziej istotne – nawet z takimi przygodami nie jestem w stanie gorzej wspominać tego wyjazdu. Chcę wracać tam kiedy tylko się da, czekając z utęsknieniem na kolejną promocję na loty 🙂

Trasa jedzenia była mocno uzależniona od trasy wycieczki, którą musiałyśmy skondensować do niezbędnego minimum, pozwalającego na poczucie niepowtarzalnego klimatu miasta przy jednoczesnym relaksie i komforcie dla nóg. To ostatnie brzmi nader praktycznie, ale  posiadam długą historię zajeżdżania się na wyjazdach w imię Poznawania i Doświadczania, do momentu, kiedy doświadczam tylko skrajnego zmęczenia.

Drink na powitanie

Mapka gastronomicznej Barcelony jest więc bezpośrednio skorelowana z miejscami, które według mnie są konieczne do zobaczenia. Ale po kolei. Zakładając, że Wasz lot może przebiegać podobnie do naszego – w oparach alkoholu sąsiadów i turbulencjach, proponuję od razu po przylocie znaleźć dobrego dostawcę lokalnego wermutu. Nie wino, nie sangria, tylko wermut jest tym, co pije się w Katalonii. Bardzo gorąco polecam Casa Varela, spokojną knajpkę, w której możecie do swojej szklanki wermutu (nie kieliszka, bynajmniej) zamówić zarówno proste i baaardzo typowe dla regionu kanapeczki z oliwą i pomidorem (pan con tomate), jak i tatara z tuńczyka błękitnopłetwego. Wszystko świeżutkie i nie tak drogie, jak na lokalne warunki. Dla zainteresowanych dalszym zgłębianiem tematyki wermutu, zapraszam pod ten link, gdzie znajduje się obszerne zestawienie miejsc do odwiedzenia.

L1010733.JPG

Kawa i ciastko na dobry początek dnia

W świetle dnia za to, rozpoczynamy pełnoprawne zwiedzanie od kawy, jak inaczej. Ryzyko wpadki jest niewielkie, bo kawę się tu lubi i ceni. Polecam un cortado, lub jeszcze lepiej, po katalońsku: un tallat. To coś dla mnie – dużo mocnej kawy, mało mleka, urocza mała szklanka. Mój typ na ten pobyt – Bracafe , działające od 1929 roku przy Carrer de Casp, niedaleko Placa de Catalunya – jednego z głównych punktów orientacyjnych i wypadowych Barcelony.

L1010756.JPG

Zakładając, że pierwsza część dnia mija Wam na spacerowaniu i piciu kawy, polecam dodatkowo relaks z cronutem. Cronut to połączenie donuta (pączka z dziurką) z croissantem, z dodatkiem różnych konfiturek czy posypek. Na własne oczy widziałam, jak w gnieździe cronutów, czyli nowojorskiej cukierni Dominique Ansel, te okrągłe dziwolągi wyprzedawały się tuż po otwarciu o 8 rano. Ani razu nie udało mi się ich tam dorwać, jednak w Barcelonie znajdziecie je w Choc. Zupełnie szczerze – to po prostu okrągły, bardzo, bardzo dobry croissant, z imponującymi wariantami polew i posypek. Przecudny jest wystrój cukierni – maleńkie wnętrze zachowało strop i fragment ściany w stylu art deco, któremu towarzyszą góry trufli, czekolad, pączków. A donaty wiszą na drewnianych hakach, jak grzechotki. I espresso też mają super, nie macie więc wymówki, żeby ominąć to miejsce.

Targ dla turystycznych uciech

Parę minut spaceru dzieli Choc od słynnego targowiska La Boqueria – tłocznego, głośnego i tak obłędnie fotogenicznego, że nigdy nie spojrzycie już z szacunkiem na polskie, domorosłe konstrukcje z łubianek truskawek. Można się oczywiście zarzekać, że to marketing, a te kolorowe soczki są wręcz metaforą obłudy i żerowania na zmęczonych turystach, jednak wszyscy wiemy, że to działa. I naprawdę dobrze smakuje. Na tyłach targu znajdziecie niesamowite bary ze świeżymi owocami morza, więc jeśli nie przeszkadza Wam tamtejszy gwar, nie oglądajcie się na nikogo i z dumą i smakiem noście plakietkę Turysty w tym miejscu, nie pożałujecie.

20160511_100902269_iOS

Lody na wszystko

A potem, uciekając z głównego deptaku La Rambla traficie na ciasne uliczki dzielnicy gotyckiej, w której znajdują się Lody. I to takie, do których wróciłyśmy następnego dnia, mimo  dłuuugiej listy alternatywnych miejsc do zobaczenia. Wróciłyśmy do smaków, które tak mnie powaliły, że nie chciałam nawet jedząc ruszyć się ze skromnego wnętrza lodziarni, żeby nie rozpraszać się podczas jedzenia. Takie rzeczy i emocje nie dzieją się w moim życiu codziennie. I espresso też mają super 😉

L1010787L1010668

 

Nachosy i sangria na pocieszenie

Co dalej, kiedy już jesteście odpowiednio zasłodzeni? Spacer wzdłuż i wszerz dzielnicy, do portu, do pawilonu Mies van de Rohe, no i  metrem do Sagrada Familia. Ten ostatni widok boli tak bardzo, tak mocno przeszkadza każda nowa wieżyczka postawiona “na wzór” projektu Gaudiego, że będziecie potrzebować garnka sangrii, aby przeboleć ten widok. Przynajmniej ja potrzebowałam i znalazłam. W knajpce tex-mex o nazwie Chill Bar, z nachosami tak dobrymi, że po raz pierwszy od 15 lat dorównały smakom, które pamiętam z zamkniętej (skandal) krakowskiej restauracji meksykańskiej przy Św. Tomasza. Żeby uniknąć przydługiej dygresji, po prostu usiądźcie pod parasolem, zamówcie sangrię i nachosy i delektujcie się słońcem i nieprzyzwoicie grzesznymi smakami.

L1010699

El Nacional na zmianę percepcji

Myślę, że nachosy dadzą Wam takiego energetycznego kopa, a sangria tak szeroki uśmiech, że będziecie w stanie spokojnie dotrwać do późniejszego wieczora na relaksującym spacerze choćby po parku Guell (polecam spacer, nie polecam płacenia za ujrzenie tamtejszej jaszczurki Gaudiego – jestem zbulwersowana tymi nowymi zasadami gry w zwiedzanie parku).

Wieczorem wróciłyśmy na Passeig de Gràcia, do miejsca, które na stałe zmieniło moje postrzeganie tzw. branży restauracyjnej. Mowa o El Nacional – 2 600 m2 odrestaurowanej powierzchni, podzielonej na otwarte strefy restauracyjne i barowe, z której każda specjalizuje się w innym elemencie klasycznej kuchni iberyjskiej. Na temat samej przestrzeni mogłabym napisać oddzielny post – El Nacional to budynek wybudowany w 1889 roku, ex-teatr, ex-salon samochodowy, ex-garaż, z przepięknym stropem, tzw. volta catalana. Jego schemat został stworzony i opatentowany przez architekta z Valencii – Rafaela Guastavino, a później wielokrotnie wykorzystywany  architekturze, choćby w nowojorskim dworcu Grand Central.

Przebywanie w takiej przestrzeni, praktycznie złotej, świetlistej, z mnóstwem roślin i niepowtarzalnych kafli, mogłoby w zasadzie przytłoczyć zmęczonego życiem turystę, jednak tak się jakimś cudem nie dzieje. Może to duża liczba wydzielonych i różnorodnych stref,  może to po prostu ludzie, którzy ewidentnie przychodzą tam “w cywilu”. Mam takie nieprzyjemne warszawskie skojarzenie, że tam, gdzie w knajpie pojawia się złoto/miedź/kamień, od razu jak spod ziemi wyrasta grupa Pięknych Ludzi gotowych, żeby pokazać Ci Twoje marne miejsce. Tutaj moje adidasy czuły się świetnie, a jeszcze lepiej, kiedy dostałam wermut oraz zestaw wędlinek, serków i owoców morza na talerzu. Ceny są tutaj wyższe niż w innych dzielnicach miasta, ale nie odbiegają od klasycznych stawek w centrum. Bardzo polecam na celebrację końca wycieczki, początku wycieczki, ładnej pogody – czegokolwiek.

L1010725

Food Tour na plotki z Bruno

Na koniec mam jeszcze jedną rekomendację – wycieczki szlakiem ukrytego barcelońskiego jedzonka.  Prowadzi je mój bardzo dobry znajomy, Bruno, który mieszka w Barcelonie i jest najbardziej interesującym, dobrym i miłym Portugalczykiem, jakiego kiedykolwiek poznałam. I teraz otworzył własny biznes i prowadzi wycieczki gastronomiczne o nazwie Lunchbox Barcelona. Mieszkał kilka lat w Polsce, którą zdążył pokochać i przyznaje się otwarcie do tęsknoty za Warszawą. Mieszkając w Barcelonie. Ale miłość nie wybiera i od kilku lat, po karierze jako kucharz i szef kuchni, oprowadza ludzi po ukrytych skarbach barcelońskiej gastronomii, pokazując jednocześnie jej nowe oblicze. I jest po prostu typem kumpla, którego każdy chce mieć. I to on uratował mój aparat 🙂

20160511_100723612_iOS

Na mapce znajdziecie więcej proponowanych lokalizacji na jedzenie i picie, ale postanowiłam opisać Wam moją ostatnią trasę ze względu na jej kompaktowość. Zostawiam Wam też zaznaczone miejsca do zobaczenia, może się Wam przydadzą. A po więcej szczegółów zgłaszajcie się do mnie śmiało, jeśli poczujecie taką potrzebę przed kolejną podróżą 🙂

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s