Trufle z malibu, czyli o wiecznym braku satysfakcji

Chyba nikogo już nie zdziwi, że wolny dzień w tygodniu wykorzystałam na przygotowanie trufli. Po ostatniej serii trufli z likierem Baileys zaczęłam myśleć, że to jest Moja Ukochana Trufla. To nieskromne, jednak subiektywnie uznałam, że miała ona wszystko, czego od trufli oczekuję i dlatego wolałam na początku poświęcić dzień właśnie jej, a nie jakiejś skomplikowanej niewiadomej. Ale jak dobrze, że są przy mnie ludzie, którzy umieją przywołać mnie do porządku. Bo nigdy, przenigdy nie wolno uznawać, że osiągnęło się truflowy ideał.
Czy trufle z malibu są lepsze od wersji z Baileysem – nie wiem. Są pyszne, a biały krem prezentuje się cudnie na tle ciemnej czekolady. I były większym wyzwaniem logistycznym (nie ufajcie białej czekoladzie, naprawdę..). I właśnie o to czasami w kuchni chodzi. Lubię wyzwania, i to bardzo. Nawet ezoteryczny przewodnik, który dawali w dodatku do styczniowego Zwierciadła, powiedział mi, że jestem “Czarnym Bzem”, który uwielbia stawiać sobie bardzo trudne do zrealizowania cele. Przewodnik poszedł do kosza, ale prawda jest taka – na dłuższą metę nie umiem zadowolić się prostszym rozwiązaniem czegokolwiek. I dlatego też wiem, że w ogólnym rozrachunku nie byłabym z siebie zadowolona, gdybym została przy moich ukochanych baileysowych truflach.
A swoją drogą, też je przygotowałam tego samego dnia, żebym na wszelki wypadek miała się czym pocieszyć, gdyby Projekt Malibu nie wypalił.

Składniki (na około 30 trufli):

Nadzienie:
180ml gęstej śmietany (użyłam Rama Cremefine)
25g masła
250g białej czekolady
60-70ml malibu
Polewa:
250g czekolady – wykorzystałam 2 gorzkie i pół białej, ale decyzja należy do Ciebie. Wybrałam gorzką ze względu na wyjątkowo słodkie nadzienie i wydaje mi się, że to jest bardzo trafne rozwiązanie.
1. Przygotuj nadzienie łącząc w garnku śmietanę i masło. Doprowadź do wrzenia, a następnie szybko dodaj pokruszoną czekoladę. Wyłącz palnik i mieszaj masę przez około 3 minuty, powoli, aż czekolada całkowicie się roztopi. Powoli dolewaj malibu. Jego ilość dopasuj do własnego gustu – po prostu spróbuj..
2. Przelej masę do płaskiego naczynia, ostudź i wstaw do lodówki na około 2 godziny.
3. Wyjmij masę i wstaw ją do miksera/blendera na około 2 minuty. Dzięki temu stanie się bardziej puszysta i lekka. 
4. Przełóż masę z powrotem do płaskiego naczynia i wstaw, tym razem do zamrażarki, na około 3 godziny. Im dłużej masa będzie w zimnie, tym łatwiej będzie uformować kulki. Przy białej czekoladzie, najlepiej ten czas wydłużyć maksymalnie i na przykład po uformowaniu kulek dodatkowo wstawić je jeszcze na noc do zamrażarki. Biała czekolada o wiele trudniej i dłużej przyjmuje zwartą formę, stąd potrzebujesz więcej cierpliwości, a później większego tempa przy oblewaniu kulek czekoladą..
5. Tuż przed wyjęciem naczynia z zamrażarki, zacznij topić czekoladę na polewę. Najlepiej robić to nad naczyniem z wodą – pamiętaj tylko, żeby dno naczynia z czekoladą nie dotykało wody. Podgrzewaj wodę powoli, nie dopuszczając do gotowania – czekolada wtedy zacznie się zbrylać zbyt szybko. 
6. Wrzucaj uformowane kulki szybko do roztopionej czekolady, obtaczaj je w masie i kładź z powrotem z zimnym naczyniu. Jeżeli w trakcie oblewania polewą pozostałe trufle zbyt szybko będą się topić i tracić formę, przełóż je na chwilę z powrotem do zamrażarki. 
8. Gotowe trufle trzymaj w lodówce, będą dobre jeszcze tydzień po przygotowaniu.
Smacznego!

Pralinki bakaliowe, czyli o tym, jak trudno mieszkać koło sklepu z luksusowym jedzeniem

Kiedy kolejny raz pogrążam się finansowo w nowootwartym Piotrze i Pawle koło domu, zastanawiam się czasami, czy gotowanie nie jest kolejną manifestacją mojego talentu do komplikowania sobie życia. Po pierwsze – łatwiej było pilnować budżetu, kiedy pobyt w hipermarketach traktowałam jak survival.   Po drugie – przy takiej ilości gotowych, kuszących dań zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie mam ochoty zaopatrzyć się w zagraniczne sosy w bajeranckich torebeczkach, gotowe pasty do kanapek i pralinki wszelkiego rodzaju. I skończyć z sajgonem w kuchni, przyjmując pozę wylegującej się na kanapie mimozy, która podejmuje największy wysiłek ustawiając te pralinki na stylowym talerzyku.
To by było jednak za proste. Zwłaszcza, że kiedy zdarza mi się wrócić do domu z jakimś gotowcem, czuję się jak zdrajczyni wobec całej kolekcji książek kucharskich, dla których wyczyściłam regały tuż po skończeniu studiów. A żaden szanujący się iberysta nie wywozi na podkielecką wieś Historii Portugalii Antonio Henrique de Oliveira Marquesa pod byle pretekstem. 
Dlatego też obiecuję sobie, że jeśli mam jeść słodycze, to te własnego autorstwa – niezależnie od tego, w jak pięknych opakowaniach są te w sklepie za rogiem. Ale żeby trzymać się tego postanowienia, muszę szukać rozwiązań szybkich, łatwych i przyjemnych. Tak oto poznajcie jedno z największych oszustw tego bloga – pralinki bakaliowe.
To jeden z tych deserów, dla których kolejność działań trudno mi nazwać przepisem. Potrzebujecie czekolady i ulubionych bakalii – orzechów, żurawiny, rodzynek. I już. Topicie czekoladę w kąpieli wodnej i kiedy jest płynna, wrzucacie do niej bakalie. Po wymieszaniu, łyżką wyciągacie niewielkie porcje i umieszczacie do zastygnięcia na pergaminie. Możecie podkręcić smak odrobiną alkoholu lub ekstraktem – to naprawdę zależy od Was.
Bawcie się dobrze przy kombinowaniu, jakiego pretekstu potrzebujecie, żeby przygotować takie pralinki  jak najszybciej, serio.

Czekoladowe trufle z likierem Baileys, czyli powrót do korzeni

Rok temu opublikowałam tutaj pierwszy wpis, na trufle właśnie. Sajgon, jaki wywołałam tą produkcją za pierwszym razem, był motywem przewodnim dla tytułu tego bloga. 
Teraz historia zatacza koło – Paulinka, dla której były pierwsze trufle, obchodziła w poniedziałek kolejne urodziny. Może to brak kreatywności, a może kulinarny sentymentalizm, jednak nie miałam wątpliwości co do wyboru tegorocznego prezentu. 
Ale praktycznie na tym podobieństwa się kończą. Kuchnia tym razem nie pogrążyła się w chaosie. Rok temu transmitowałam mojej siostrze na Skypie cały proces, co było po prostu wizualizacją mojej dzikiej walki z żywiołem, jakim jest kakao. Tym razem myślę, że Kasia oglądając moje przygotowania nudziłaby się jak mops. Było spokojnie i sielankowo. Faktem jest, że potrzebowałam praktycznie dnia na przygotowanie. Ale było coś niezwykle uspokajającego w tej rutynie zmuszającej mnie do przekładania, przelewania i formowania czekolady co kilka godzin.
Rok temu pisałam o atakach histerii i radości, jakie towarzyszą mojej truflowej działalności. Starzeję się albo dojrzewam, wszystko jedno, ale teraz przy truflach mogę napisać jedno – cudowniejszej czekoladowej terapii wyobrazić sobie nie mogłam. I to nie tylko dlatego, że towarzyszył mi pyszny, pyszny Baileys.
Paulinko, dziękuję, że pozwalasz obdarowywać się truflami :* 

Składniki na około 30 trufli:
Nadzienie:
180ml gęstej śmietany (użyłam Rama Cremefine)
35g masła
250g czekolady – rodzaj i proporcje do wyboru – polecam 2 tabliczki mlecznej i pół deserowej
60-70ml likieru Baileys
Polewa:
250g czekolady – wykorzystałam 2 mleczne i pół białej
1. Przygotuj nadzienie: do jednego garnka wlej śmietanę i dodaj kostkę masła, w drugim pokrusz czekoladę. Doprowadź śmietanę i masło do wrzenia, a następnie szybko przelej płyn do garnka z czekoladą. Mieszaj masę około 3 minuty, powoli, aż czekolada całkowicie się roztopi. Powoli dolewaj likier. To jest pierwszy moment, w którym bezkarnie możesz próbować czekoladowej masy. 
2. Przelej masę do płaskiego naczynia, ostudź i wstaw do lodówki na około 2 godziny.
3. Wyjmij masę i wstaw ją do miksera/blendera na około 2 minuty. Dzięki temu stanie się bardziej puszysta i lekka. To jest kolejny moment, w którym należy spróbować masy i ocenić, czy proporcje się zgadzają..
4. Przełóż masę z powrotem do płaskiego naczynia i wstaw, tym razem do zamrażarki, na około 3 godziny. Im dłużej masa będzie w zimnie, tym łatwiej będzie uformować kulki, jednak uważaj, żeby nie przegiąć. Jeśli masa będzie za bardzo zbita, odczekaj trochę trzymając ją w temperaturze pokojowej.
5. Tuż przed wyjęciem naczynia z zamrażarki, zacznij topić czekoladę na polewę. Najlepiej robić to nad naczyniem z wodą – pamiętaj tylko, żeby dno naczynia z czekoladą nie dotykało wody. Podgrzewaj wodę powoli, nie dopuszczając do gotowania – czekolada wtedy zacznie się zbrylać zbyt szybko. Jeżeli chcesz, by na powierzchni trufli pojawiły się “paski”, wrzucaj stopniowo różne rodzaje czekolady, nie mieszając ich dokładnie – wtedy ich kolory nie połączą się ze sobą do końca, a Ty otrzymasz śliczne szlaczki na truflach z mlecznej czy białej czekolady.
6. Z zimnej masy formuj kulki. Ja do tego używam łyżki do melona, jednak normalna wystarczy. Możesz poprawiać ich kształt ręcznie. W tym celu używam zawsze gumowych, dobrze umytych wcześniej rękawiczek – może to tylko mój prywatny przesąd, ale wtedy czekolada, poprzez brak bezpośredniego kontaktu ze skórą, nie topi się tak szybko.
7. Wrzucaj kulki szybko do roztopionej czekolady, obtaczaj je w masie i kładź z powrotem z zimnym naczyniu. Ten etap wymaga najszybszego tempa, ale bez stresu – wszystkie estetyczne niedociągnięcia i tak nie mają znaczenia. Każda trufla i tak będzie smakowała wyśmienicie. 
8. Gotowe trufle trzymaj w lodówce, możesz dodatkowo posypać je kakao.
Smacznego!
Posted by Picasa

Trufle cytrynowe, czyli urodzinowe cytrusy

Posted by Picasa

W ramach przygotowań do obchodów urodzin Mamy, przez chwilę rozważałam opcję tort. Już zaczęłam wizualizować krem, ozdoby, nadzienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to i mama i ja, i praktycznie reszta zainteresowanych jest na diecie. Zdaję sobie sprawę z paradoksu, jakim jest pisanie kulinarnego bloga w trakcie odchudzania, ale o tym kiedy indziej. Po prostu tort, który kojarzy mi się z obfitością słodyczy, z lukrem, grzesznym kremem i kopiastymi porcjami na talerzach, nagle wydał mi się deserem zbyt rozpustnym. Dlatego postanowiłam stworzyć coś w wersji mini, coś, czym można się delektować, w moim rozumieniu, bez poczucia jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Nie żyję złudzeniami, trufla to trufla i nie można jej w żaden sposób nazwać dietetyczną. Ale jedna czekoladowa kuleczka wygląda tak niewinnie, że nie można jej uznać za zakazaną ani szkodliwą. Dwóch raczej też nie. Może problem zaczyna się po pięciu, ale to już jest kwestia indywidualna.

Składniki na około 50 trufli:
300g czekolady deserowej
100g czekolady mlecznej
3/4 szklanki śmietany kremówki (ja użyłam Rama Cremefine do Ubijania)
3 łyżki skórki pomarańczowej
2 łyżeczki ekstraktu cytrynowego
1 łyżka golden syrup (lub miodu)
2 łyżki Triple Sec
kakao do posypania
1. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, a w tym samym czasie podgrzewaj śmietanę na patelni.

2. Dodaj do czekolady łyżkę masła i poczekaj aż się rozpuści. Dobrze wymieszaj. Pilnuj temperatury – jeśli woda będzie za gorąca, czekolada zacznie się zbijać w grudki.

3. Dodaj do śmietany posiekaną skórkę pomarańczową, ekstrakt cytrynowy i golden syrup.

4. Kiedy czekolada się rozpuści, zdejmij patelnię ze śmietaną z ognia i przelej do niej czekoladę. Dokładnie mieszając, dolej Triple Sec.

5. Przelej masę do płaskiego naczynia i odstaw na minimum 2 godziny do zamrażarki (ja wykorzystałam balkon i wsadziłam miskę do śniegu – działa świetnie).

6. Kiedy masa będzie twarda, wyjmij ją i formuj małe kuleczki. Możesz do odmierzania użyć łyżeczki, kulki najlepiej formować ręcznie. Jeśli uznasz, że coraz trudniej formować Ci kulki, bo masa zaczyna się zbytnio ogrzewać i rozpuszczać, lepiej wstawić ją na chwilę z powrotem do zimna, żeby ponownie zastygła i potem wrócić do formowania.

7. Ułóż kulki na folii aluminiowej i wstaw z powrotem do zamrażarki. Tym razem trzymaj je w zimnie jak najdłużej, minimum 2 godziny. Wszystko po to, żeby nie topiły się później w kontakcie z gorącą czekoladą, kiedy będziesz je nią oblewać.

8. Roztop mleczną czekoladę i kiedy będzie całkiem płynna, wyjmij połowę trufli i obtaczaj je w czekoladzie. Drugą partię przygotowuję w łatwiejszy sposób – obtaczam je po prostu w kakao przesypanym wcześniej przez sitko. Do maczania trufli w gorącej czekoladzie używam szczypców do spaghetti. Z doświadczenia polecam, chociaż wiem, że często poleca się nadziewanie trufli na widelec.

9. Po obtoczeniu trufli w mlecznej czekoladzie musisz odczekać jeszcze kilkadziesiąt minut, aż zastygnie. Trufle w kakao możesz podawać od razu 🙂 Możesz je przechowywać przez kilka dni, nawet do tygodnia – pamiętaj tylko, żeby pozostawiać je w lodówce.

Smacznego!

Trufle, czyli kieszonkowe tiramisu

Żaden znany mi deser nie jest dla mnie tak wielkim wrogiem, jak trufla i żadnego jednocześnie nie kocham bardziej. Jeżeli chcecie przygotować trufle, przygotujcie się na emocjonalną huśtawkę. Niektórych to kręci, niektórych może odstraszyć, ale trzeba być na to gotowym. Tylko ta potrawa sprawia, że w ciągu jednego dnia w kuchni mogę czuć ekstatyczną radość, żeby po pół godzinie dostawać ataku histerii. Jednak ten wysiłek jest jak inwestycja. Zawsze trufla w wersji ostatecznej, nieważne jak brzydka i nieforemna, to powód do dumy i źródło największych przyjemności.

Te trufle dedykuję Paulince – naszej sąsiadce, która obchodzi dzisiaj urodziny. Wszystkiego naj naj naj!

Przepis zaadaptowałam w cudownej strony kwestiasmaku.pl. Jest to dla mnie takie kulinarne Eldorado, i za każdym razem jak odwiedzam tą stronę, to się zastanawiam, po co ja w ogóle robię to wszystko, skoro moje miejsce jest w kuchni.

Składniki na około 20 sztuk:

3 łyżki mocnej kawy rozpuszczalnej
3 łyżki likieru amaretto
10 podłużnych biszkoptów do tiramisu
100 ml serka naturalnego (kanapkowy, najzwyklejszy)
7 łyżek cukru pudru
2 żółtka
250g serka mascarpone
3 tabliczki ciemnej czekolady
kakao

1. Przygotuj w głębokim naczyniu mieszankę espresso i amaretto: zaparz kawę z 1 czubatej łyżki rozpuszczalnej kawy i 3 łyżek wody. Dolej 3 łyżki amaretto i poczekaj, aż wystygnie. Następnie wrzuć biszkopty i potraktuj je widelcem tak, aby powstały z nich dość duże okruszki. Zostaw je w naczyniu, żeby mogły nasiąknąć miksturą.

2. Wymieszaj blenderem serek naturalny z 1 łyżką cukru pudru. W przepisie orginalnym serek zastąpiony jest śmietanką 30% (w tym wypadku ubij ją z cukrem na sztywną pianę), jednak ja wolę stwarzać iluzję mniejszej ilości kalorii.

3. W drugim naczyniu ubij żółtka z pozostałymi 6 łyżkami cukru pudru. Następnie dodaj mascarpone i delikatnie wymieszaj.

4. Połącz miksturę z mascarpone z serkiem, wymieszaj, a następnie dodaj biszopty. Delikatnie połącz wszystkie składniki i taką masę wstaw do zamrażarki na ok 2,5h.

5. Łyżeczką do melona lub czymkolwiek, co pozwoli Ci stworzyć w miarę niewielkie kulki, uformuj trufle. Poukładaj je na papierze do pieczenia i odstaw znowu do zamrażarki na minimum 1,5h.

6. Tuż przed wyjęciem trufli z zamrażarki zajmij się czekoladą: stop 3 tabliczki w kąpieli wodnej, wkładając je do garnka ustawionego nad gotującą się wodą. Uwaga: woda nie może wrzeć, a garnek z czekoladą nie może dnem dotykać wody!

7. Wyjmij trufle i bardzo szybko maczaj je w stopionej czekoladzie. To jest ten moment, kiedy popadam w histerię, ale wiem, że z czasem dojdę do wprawy. Łap trufle szczypcami do spagetii lub widelcem i pilnuj, żeby czekolada niezbyt szybko zaczęła zamieniać się w grudki w garnku. Ale nie przejmuj się, jeśli to wszystko zacznie wyglądać niechlujnie i ogarnie Cię chaos. Po to jest kakao, żeby zamaskować niedoskonałości.

8. Kiedy skończysz obtaczać trufle w czekoladzie, wsadź je jeszcze na ok. 20 minut do zamrażarki. Po wyjęciu obtocz każdą z nich w kakao, przesypanym wcześniej przez sitko. Gotowe! Te trufle, które nie zostaną zjedzone od razu możesz przechowywać w zamrażarce i wyjmować je na ok 20 min. przed następnym podaniem.

Smacznego!