Muffin jogurtowy z pomarańczą i migdałami, czyli o muffinowej kreatywności

Dobry muffin nie jest zły, zwłaszcza kiedy jest niezwykle udanym Muffinem Eksperymentalnym. Po prostu – nie było w domu odpowiednich składników, a na dworze zima. Skończyło się na zamianie proporcji, składników i lekkich nerwach przy pierwszym teście smaku. W efekcie – kolejny dzień, kolejny sukces 😉

W tej sytuacji padło więc pytanie – czy muffin jest takim deserem, który wyjdzie zawsze? Mam wrażenie, że do tej pory wybaczał mi wszystko prócz braku mąki (zapomniałam o niej za pierwszym razem) – chyba tylko raz w życiu zrobiłam jego książkową wersję, a następne próby były mniej lub bardziej kreatywną wariacją w tym temacie. Chyba jest rzeczywiście tak, że wystarczą bazowe założenia w stylu “pamiętaj o mące i tłuszczu” i jakoś to leci.

Żeby jednak zostawić trochę magii w moich ukochanych Muffinach uznajmy, że odwzajemniają one po prostu moją miłość za każdym razem, niezależnie od grzechów, jakie wobec nich popełniam.

A tak w ogóle, to już można śmiało wyrzucić jedno “f” z Muffina?

Składniki (na 12 muffinów):

1 jajko
55g miękkiego masła
40ml oleju
240g cukru dark muscovado (lub innego brązowego)
360g mąki
1/2 łyżeczki sody
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
300ml jogurtu naturalnego

40g migdałów w płatkach
4 łyżki konfitury z pomarańczy

Opcjonalnie: dodatkowo po pół łyżeczki konfitury do środka każdego muffina – przy nakładaniu do foremek.

1. Wymieszaj wszystkie składniki: najłatwiej zacząć od płynnych – ubij jajko, następnie wymieszaj masło z cukrem, dodaj olej. Potem dodaj sypkie – mąkę, proszek i sodę. Na samym końcu konfiturę oraz migdały. Ja jednak z lenistwa wrzuciłam wszystko na raz i też było dobrze 😉

2. Nastaw piekarnik do 170 stopni, wlej ciasto do przygotowanych foremek. Możesz wlewać najpierw do połowy, potem ułożyć po odrobinie konfitury i następnie zalać foremki resztą ciasta. Jeśli zdecydujesz się na takie rozwiązanie, piecz muffiny przez 25 minut. Bez dodatkowej konfitury w środku 20 minut powinno wystarczyć 🙂

Smacznego!

Owsianka z migdałąmi i żurawiną, czyli coś na dobry początek

Prosta sprawa – jedzenie jogurtu naturalnego na śniadanie kiedyś musi się znudzić, po prostu musi. Podejmowałam próby urozmaicenia wiecznego zestawu o bakalie, konfiturkę z mirabelek, lansiarskie muesli. Myślałam nawet o zakupie nowych miseczek, żeby wpędzić mózg w myślenie, że jogurt nie smakuje tak samo podany w kolorowej zastawie. Na szczęście nie dał się wrobić.

W ostatnim akcie desperacji kupiłam worek płatków owsianych. I nastały lepsze czasy. To cudownie prosta sprawa, która  pozwala na dużą kreatywność – teraz jestem w fazie żurawiny, migdałów i bananów, ale któż wie, co przyniesie jutro.

Jeśli macie jakieś własne, proste patenty na urozmaicone sycące śniadanie (mam jeden tylko wymóg – na słodko!), docenię każdą, nawet najdrobniejszą radę. A tymczasem, chwalę się moim odkryciem:

Składniki na 1 porcję:

1/2 szklanki płatków owsianych błyskawicznych
1 szklanka mleka
szczypta soli
2 łyżki suszonej żurawiny
1 łyżka migdałów
syrop klonowy lub miód

1. W rondelku zalej płatki mlekiem i podgrzewaj na średnim ogniu przez ok 5 minut – aż do utrzymania pożądanej konsystencji.

2. Przelej do miseczki i dodaj ulubione bakalie i gotowe.

Smacznego!

Sałatka z ciecierzycą i fetą na chlebkach pita, czyli saga o zdrowej diecie, vol.786

Moje regularne relacje z kolejnego podejścia do Poważnego Traktowania Siłowni mogą już nudzić moich najbliższych, jednak nie zmienia to niestety faktu, że dość dużo czasu zajmuje mi ostatnio powracanie do dobrej formy i knucie na jego temat.

Jednocześnie z wielką przyjemnością za wszelkie trudności w utrzymaniu postanowień winię tych, którzy inaugurują wypady do restauracji, dostarczają mi do biurka batoniki Milky Way czy proponują zakup chrupiącej bagietki w drodze powrotnej z siłowni. I piszę to bez cienia sarkazmu – nie potrafię być szczęśliwa bez któregokolwiek z tych elementów, bo przede wszystkim wiążą się one z ludźmi, którzy mnie otaczają i którzy stanowią bazę dla mojej codzienności. A że wszyscy kochamy jedzenie, no cóż. Jesteśmy po prostu świetnie dopasowani i to powinien być zawsze powód do radości, a nie frustracji.

Dlatego też nie zamierzam karać się za okazjonalną bagietkę czy batonika, a jedynie zapewnić sobie zdrowsze “rozgrzeszacze”, jak ta sałatka z ciecierzycy z ukochaną fetą. Bezkompromisowo zdrowa i sycąca. Dla każdego poszukiwacza smacznych, zdrowych dań – totalny must have, jak to mówią na mieście.

Składniki (na 4 niewielkie lub 2 duże porcje):

2 płaskie i duże chlebki pita
1/2 łyżeczki papryki
4 łyżki oliwy z oliwek
1 czerwona cebula
2 ząbki czosnku
400g osączonej ciecierzycy z puszki
2 łyżki soku z cytryny
150g sera feta
sól i pieprz do smaku

1. Przekrój chlebki pita wzdłuż (jak na kanapki) i wysmaruj oliwą wymieszaną z papryką (wykorzystaj dwie łyżki oliwy). Piecz je w piekarniku nagrzanym do 180 stopni do momentu, aż będą zarumienione. W tym czasie przygotuj sałatkę..

2. Nagrzej patelnię z dwoma łyżkami oliwy. Pokrój cebulę na drobne plastry i smaż przez około 6 minut. Następnie dodaj posiekany czosnek, smażąc razem z cebulką przez kolejną minutę. Na koniec dodaj ciecierzycę, polej sokiem z cytryny i dopraw solą i pieprzem. Podgrzewaj na średnim ogniu przez kilka minut.

3. Przełóż sałatkę do miski i odstaw na chwilę do lekkiego wystygnięcia. Posyp pokruszoną połową fety i wymieszaj. Resztę fety nakładaj już na chlebki pita. Możesz je połamać na drobniejsze kromki i potraktować jak grzanki rzucone na sałatkę lub robić po prostu kanapki, nakładając sałatkę i fetę na chlebki.

Smacznego!

Mufiny z mąki razowej z bananem i rodzynkami, czyli efekt domina

Coraz bardziej wierzę w efekt domina i teorię, że jeśli porządnie wprowadzisz jedną zmianę w swoim życiu, to nie możesz liczyć na to, że reszta pozostanie bez zmian. I nie mówię tylko o mojej grzywce i fakcie, że przez nią muszę teraz dokładniej suszyć włosy, a co za tym idzie – wstawać całe 10 minut wcześniej. 
Pewnego dnia, w drodze do kina, kupiłam sobie buty do biegania. Następnie dokształciłam się w zakresie wszystkich zagrożeń dla mojego kolana, założyłam dresik i podreptałam w kierunku parku fontann nad Wisłą. Spodobało mi się i nic mi się nie stało. Siłę tego wyznania zrozumieją może tylko bardziej wtajemniczeni, ale podsumowując – zmiana takiego kalibru nie mogła przejść przez moje życie jakby nigdy nic, nie przestawiając niczego po drodze.
Mufiny razowe to oczywiście kolejna odsłona cyklu “jem zdrowo, więc będę piękna i szczupła”, ale przede wszystkim jest to jeden z drobnych elementów mojego powrotu do formy – psychicznej i fizycznej. Wracam do kuchni coraz częściej, powklejałam w końcu do zeszytu adresy miejsc, do których zamierzam trafić w najbliższych latach i nawet nie przeklinam zbyt głośno, kiedy grzywka nie chce się ułożyć. I to wszystko bez długiego urlopu. Cud nad Wisłą po prostu.

Składniki (na 12 sztuk):
1 duży, dojrzały banan
300g mąki razowej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
100g brązowego cukru
285ml maślanki
1 duże jajko
75g rozpuszczonego masła (lub oliwy z oliwek)
około 100g rodzynek (mogą być borówki)
1. W dużej misce wymieszaj mąkę, proszek, sodę, sól oraz cukier. Następnie dodaj maślankę, lekko wybełtane wcześniej jajko, masło (lub oliwę) i rozgniecionego banana. Wszystko wymieszaj tak, żeby składniki się jedynie połączyły. Nie przemieszaj ciasta – wtedy nie wyrośnie za dobrze. Na koniec dodaj rodzynki i przemieszaj wszystko delikatnie.
2. Przełóż łyżką ciasto do foremek do mufinów. Wierzch możesz posypać dodatkowo brązowym cukrem.
3. Piecz przez 20 – 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Smacznego!

Ciastka owsiane z suszonymi morelami, czyli o fitnessowych rozterkach

Te ciastka mogą brać udział w mistrzostwach bezkształtności, ale kto by się tym przejmował, kiedy są praktycznie skondensowaną wersją zdrowej owsianki. Przynajmniej tak lubię o nich myśleć. Kolejny raz w ostatnich tygodniach wybrałam pieczenie ciastek zamiast wyjścia na siłownię i jest to dość niepokojące. Nie żeby działały na mnie szlagiery reklamy takie jak “zamień wałeczki na figurę laseczki”, ale dla uspokojenia sumienia, czasami warto się pojawić na znajomym eliptyku, przywitać się z obsługą i uznać, że skoro nadal cię poznają, to jeszcze nie jest tak źle.

W każdym razie, nie zamierzam się tłumaczyć z tych ciastek, bo nie mają ani grama czekolady, suszone morelki to samo zdrowie, o płatkach owsianych nie wspominając. Idąc tym tropem praktycznie mogłabym uznać, że pieczenie ciastek jest zdrowsze od siłowni. Ale będę bardzo wdzięczna każdemu, kto przywróci mnie do porządku..

Składniki na około 40 niewielkich ciastek:

175g masła (dobrze się zaczyna, jak na zdrowe ciastka..)
250g brązowego cukru
1 jajko

375g płatków owsianych (górskich)
149g mąki pszennej
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

100g suszonych moreli (ale tutaj proporcje wg uznania – możesz zastąpić też figami czy daktylami)

4 łyżki wody
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

1. Utrzyj masło z cukrem, a następnie wbij jajko, dodaj wodę, ekstrakt i dokładnie wymieszaj.

2. W oddzielnej misce wymieszaj sypkie składniki: płatki owsiane, mąkę, sól, sodę. Posiekaj drobno morele i dorzuć do miski. Powoli dodawaj mieszaninę do masła z cukrem i jajkiem, cały czas mieszając.

3. Łyżką nakładaj porcje ciasta na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Piecz w temperaturze 180 stopni przez około 15 minut.

Smacznego!

Sałatka z sosem miodowo-musztardowym, czyli pokaż mi swoją Komodę…

Kiedy brakuje ochoty na gotowanie jest mi bardzo łatwo wpaść w ciąg sięgania do Komody. Chyba nie uniknę kolejnej jedzeniowej analogii do mojej osobowości, jednak myślę, że mój system szkicowania portretu psychologicznego na podstawie Komody może Wam kiedyś bardzo pomóc. Jeśli uda Wam się zajrzeć do szafki na jedzenie u osoby, która Was interesuje, to gratuluję. Jesteście na dobrej drodze do poznania jej szybciej, niż by tego chciała. 
W moim przypadku, szafek na jedzenie mamy kilka. Jedak jest też Komoda, do której trafia większość najlepszego jedzenia. Mąka i cukier to nie to, czego należy szukać próbując poznać człowieka. W moim przypadku Komoda reprezentuje najmnorczniejsze cechy charakteru. Jest zagracona. Po lewej stronie, tej trudnodostępnej, znajdują się zdrowe składniki w puszkach: groszek, kukurydza, pesto, papryka. Ewidentnie nie dobieram rozkładu z rozsądkiem. Ich zasięg zmienia się zależnie od etapu życia (na diecie/nie na diecie), ale nigdy zdrowe puszki nie zajmowały wystarczająco dużo miejsca, by dosięgnąć Prawej Strony Komody. Tej zawsze pod ręką. Przepełnionej dobrymi rzeczami. Czekoladą. Ciastkami. Tej bardzo, bardzo hedonistycznej. Prawda Strona Komody obrazuje też mój stan emocjonalny. Maksymalnie zagracona wskazuje na to, że nie mam potrzeby ratowania się grzesznym jedzeniem. Pustawa, no cóż. Wskazuje co wskazuje. 
Mogłabym znaleźć jeszcze dużo podstaw do analizy, ale myślę, że umiecie doskonale wnioskować sami, że na przykład kontakty z osobą, która ma składniki poukładane alfabetycznie będą dość, no, konkretne. I tak dalej. Uwierzcie w moc szafki z jedzeniem po prostu. 
Ale co najważniejsze, Komoda nie pozwala nam umrzeć z głodu. Nigdy przenigdy. I to na jej podstawie wielokrotnie powtarzam, że warto inwestować w długotrwałe składniki. Ten przepis na sałatkę z sosem jest tego doskonałym przykładem. Sałatka jak sałatka, jest bardzo luźną propozycją, którą niezwykle często zmieniam zależnie od zasobów lodówki i nastroju. Ale sos to inna sprawa.. Próbując odtworzyć moją ukochaną wersję z Salad Story zaczęłam kombinować i stworzyłam coś naprawdę pysznego, co wymaga właśnie posiadania kilku buteleczek konkretnych składników. Tak, to jest kilka buteleczek, ale potraktujcie to jako inwestycję.

Składniki (na ok. 2 porcje):
do sałatki (luźna propozycja):
ok. 100g wędzonego boczku pokrojonego w słupki
1 ząbek czosnku
ok. 500g mieszanki sałat
garść czarnych oliwek
starty parmezan
do sosu:
2 czubate łyżeczki musztardy Dijon (miodowej lub klasycznej)
2 łyżeczki octu balsamicznego
2 łyżeczki miodu
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka sosu sojowego
1. Boczek podsmaż z czosnkiem na patelni i odstaw do ostygnięcia
2. Przygotuj sos, mieszając wszystkie składniki. Proporcje możesz zmieniać wg uznania, trzymając się podstawowej zasady: musztarda zaostrsza, miód dosładza. Jeżeli chcesz zwiększyć ilość sosu i jednocześnie go lekko osłabić, dolej oliwy. W moim przypadku kluczem do uzyskania pożądanego smaku był sos sojowy, jednak myślę, że bardzo trudno zepsuć ten sos, więc możesz spokojnie eksperymentować z proporcjami. W najgorszym wypadku dodając kolejne elementy i ratując się równoważeniem ich innymi uzyskasz po prostu dużo sosu. A to nigdy nie jest zła sytuacja.
3. Wrzuć wszystkie składniki do miski warstwowo i już.
Smacznego!
Posted by Picasa

Zielona pasta kanapkowa, czyli o uwielbieniu do groszku

Proponuję kolejną odsłonę mojej fascynacji groszkiem. Wydaje mi się, że można by z łatwością oblecieć całą czterodaniową imprezę opartą na tym jednym składniku. Wypróbuję i dam znać.
Pasta pochodzi z przepisu Nigelli i sprawdza się w formie przystawki czy lekkiej kolacji. I jest banalna. Wiem, że dość często powtarzam, że to, co przygotowuję jest bardzo łatwe, jednak to nie wynika z kokieterii czy chęci przekonania Was do gotowania. Po prostu naprawdę skupiam się na łatwych rzeczach. Czasami mnie to wkurza i myślę, że powinnam poświęcić się przygotowywaniu bardziej złożonych dań, ale potem wraca rozsądek, widmo terminu oddania magisterki, chęć wyjścia na siłownię i przeczytania chociaż jednej książki do końca, z tego stosu który narasta i narasta.. No i jeszcze w międzyczasie pracuję 😉 No więc cóż, na razie, póki nie odhaczę choć jednej rzeczy na liście Obowiązków, będę robić rzeczy łatwe, proste i przyjemne.

Składniki (trudno podać, na ile osób, jednak proporcje wystarczyły na przygotowanie pasty w ilości pasującej do zrobienia kanapeczek z jednego opakowania pumpernikla):
1 dojrzałe awokado
1 łyżka soku z limonki (raz nie miałam i użyłam cytryny – też działa)
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki soli
1 mała puszka zielonego groszku (150g)
1 opakowanie chlebka Pumpernikiel (200g)
1. Zmiksuj wszystkie składniki, aż do uzyskania kremowej konsystencji. Ja lubię, kiedy faktura nie jest całkowicie gładka i pozostają kawałki niezmiksowanego awokado, ale decyzja należy do Ciebie.
2. Pokrój pumpernikiel na małe kromki i podawaj razem z pastą.
Smacznego!