Bezowy tort cytrynowy, czyli o tortowym Świętym Graalu

To jest ten moment, kiedy chwalę się moim dzieckiem – kupiłam Kitchen Aida. Spękałam z kolorem, bo zawiedziona zbyt mlecznym odcieniem “Jagody”, poszłam w kremową klasykę. Nie będę wypisywać tu nazw, jakich używam zwracając się do mojego miksera, bo sam fakt, że takowe istnieją jest dość kompromitujący, ale jedno jest pewne – daje mi on dużo, dużo radości.

Nie będę jeszcze zdradzać, do jakich eksperymentów Kitchen Aid posłużył na początku, ale teraz pora pochwalić się pierwszym tortem bezowym przygotowanym z jego udziałem. Jest to kolejna część serii o pamiętnej kolacji – robię mały przeskok, ale do dań głównych jeszcze wrócę.

Kto kiedyś był w “Słodki… Słony…” – warszawskiej cukierni Gesslerowej, powinien kojarzyć te przepiękne bezowe bajzle, które kuszą zwykle obok kasy. Mam lekką obsesję na punkcie tych tortów, zwłaszcza wersji kawowej i wiem, że nie jestem jedyna. Bezowiec kawowy ma idealne zastosowanie w strategii samonagradzania. Jednak teraz, kiedy odkrywam tajniki tego typu ciast, pewnie będę szukać jeszcze bardziej absurdalnych powodów, żeby samodzielnie przygotować sobie taki malutki, skromniutki torcik. Mam jedno niecenzuralne określenie na stan zbytniej dostępności baaardzo grzesznego jedzenia, ale ograniczę się do tego: dobrze, że przynajmniej tracę kalorie kicając z radości, kiedy białka same się ubijają.

Składniki (do tortu o średnicy ok. 23cm):

biszkopt:
125g bardzo miękkiego masła
4 żółtka
100g drobnego cukru
100g mąki pszennej
25g mąki kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
skórka otarta z 1 cytryny
4 łyżeczki soku z cytryny
2 łyżeczki mleka

beza:
4 białka
odrobina soli
200g drobnego cukru

a do środka:
150ml śmietanki – do ubijania

150g kremu cytrynowego lemon curd (do kupienia np w Marks & Spencer lub delikatesach) lub kwaśnej konfitury (pomarańczowa lub z mirabelek powinna też świetnie pasować)

1. Wymieszaj dobrze żółtka jajek, 100g cukru, masło, mąkę pszenną i kukurydzianą, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i skórkę z cytryny. Tutaj po raz pierwszy przydaje się mikser.

2. Następnie dodaj do mikstury sok z cytryny i mleko i dodatkowo wymieszaj.

3. Podziel miksturę między dwie wysmarowane masłem formy i rozsmaruj je na nich. Nie muszą być idealnie równe wielkością, ważne, żeby okrągłe placki, jakie masz stworzyć, były takiej samej wielkości – to będą kolejne warstwy Twojego ciasta. Do rozsmarowania użyj silikonowej szpatułki, ułóż masę tak, by tworzyła dość równą i cienką, ale nieprześwitującą warstwę.

4. Ubij białka z odrobiną soli, a następnie bardzo powoli (kiedy białka nadal są ubijane – znowu mikser) dodawaj 200g cukru. Rób to partiami, żeby białka nie opadły. Tutaj najważniejsza jest cierpliwość – musisz uzyskać naprawdę sztywną pianę.

5. Rozłóż ubitą pianę z białek po równo na dwie wcześniej przygotowane biszkoptowe podstawy. Jedna forma będzie podstawą ciasta – dla niej białka powinny być uformowane “na płasko”. Druga forma będzie wierzchem – tutaj uformuj białka na biszkopcie dowolnie, ładnie wyglądają kiedy tworzą jakby bezowe chmury – po prostu nie uklepuj zbytnio białek i voila 🙂 Wierzchnią bezę możesz dodatkowo obsypać lekko cukrem.

6. Wsadź obie formy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 – 25 minut. Jeśli piekarnik na to nie pozwala, możesz robić to partiami.

7. Kiedy czas upłynie, upewnij się, że beza w środku jest upieczona – możesz do tego użyć wykałaczki – nic nie powinno się do niej przykleić. Wierzch lekko się zarumieni – to nic złego.

8. Kiedy ciasto ostygnie, bezy lekko opadną i mogą popękać, ale to nie zepsuje ich smaku 🙂 Wyjmij je delikatnie z form i ubij śmietanę.

9. Tuż przed podaniem przygotuj konstrukcję: na spód idzie biszkopt z płaską bezą, następnie połóż bitą śmietanę, potem lemon curd lub konfiturę, a na sam koniec biszkopt z “nieułożoną” bezą.

Smacznego!

Ciasto podwójnie cytrynowe z migdałami, czyli obrzędy ku czci pogody

Mam bardzo mało ambitne wytłumaczenie, dlaczego zrobiłam akurat ciasto cytrynowe – jest żółte. Czyli pozytywne. Jak pogoda w ostatnich dniach. Zazwyczaj pamiętam o prawidłowości, że wspominając o pogodzie: a) stoję w kolejce i ktoś mnie zaczepia, b) nie mam już nic ciekawego do powiedzenia. Jednak w tym wypadku mam na swoją obronę prosty fakt, że bez słońca na dłuższą metę żyje się kiepsko więc kiedy już postanowiło się pojawić, daję sobie prawo do poświęcenia mu więcej uwagi.
Z powodu niedoświetlenia, zaczęłam już się zastanawiać nad wizytą w solarium i obsesyjnie marzyć o prysznicu z kolorowymi diodami, żeby rano się ożywiać na żółto, a wieczorami uspokajać na niebiesko. To już nie to samo co moje dawne bardzo kompromitujące marzenia o lampie z lawą, ale rozumiecie sytuację – było źle.
Na szczęście poprawa sytuacji nastąpiła automatycznie – nucenie dziarskich piosenek i wypatroszenie ipoda z bardziej depresyjnych kawałków to pierwsze sygnały, teraz przyszła pora na śliczne żółte ciastko i prześwietlone zdjęcia. Jest ono dość podobne do jednego z moich ulubieńców, pomarańczowego ciasta z kaszą manną, przy którym doceniłam dodawanie syropu po pieczeniu. Ten deser nie wymaga kombinowania – po prostu wymieszajcie składniki, a w zamian dostaniecie pyszne, żółte ciasto, którego zjedzenie możecie potraktować jako obowiązek w celu uczczenia pierwszych dni wiosennego słońca. Bierzcie i jedzcie – nie wiadomo, ile będziemy mieli takiego pogodowego farta.

Składniki (dla kwadratowej formy o boku ok 23cm):
Ciasto:
200g miękkiego masła
200g drobnego cukru
200g migdałów w płatkach
100g mąki kukurydzianej (lub polenty)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 jajka
skórka otarta z 2 cytryn
Syrop:
sok z 2 cytryn
125g cukru pudru

1. Wymieszaj masło z cukrem, a w oddzielnym naczyniu wymieszaj sypkie składniki: migdały, mąkę, proszek.

2. Dodawaj sypkie składniki i jajka do maślanej masy, stopniowo, naprzemiennie i stale mieszając.

3. Kiedy uzyskasz jednolitą masę, wmieszaj skórkę z cytryny.

4. Piecz ciasto przez około 35 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

5. Przygotuj syrop gotując sok z cytryn i cukier w małym naczyniu. Kiedy cały cukier się roztopi – syrop jest gotowy – nie musi być bardzo kleisty.

6. Po wyjęciu ciasta ponakłuwaj je delikatnie wykałaczką i wylej ostrożnie syrop, pilnując, czy masz wystarczająco dużo otworów, żeby jak najwięcej sosu mogło wsiąknąć w ciasto.

Smacznego!

Brownie cytrusowe, czyli poświąteczna akcja ratunkowa

Lekiem na świąteczne obżarstwo jest poświąteczne obżarstwo, podczas którego pozbywamy się wszelkich nadwyżek jedzenia tak szybko, jak to możliwe. Absolutnie nie należy się dołować, ponieważ piekąc/gotując/smażąc robimy sobie przysługę, przyspieszając powrót do punktu 0, w którym możemy z czystym kontem oddać się powracaniu do żywieniowej normalności.

Skoro już wytłumaczyłam mój system działania, pora na złożenie hołdu Brownie. Brownie, jako klasyk klasyków, jest absolutną czekoladową podstawą, jednak w ramach akcji poświątecznej wykorzystałam do niego nieklasyczne składniki. Inaczej mówiąc, resztki. Ale nazwa Brownie z Resztek absolutnie nie pasuje do efektu, jaki osiągnęłyśmy z moją siostrą wczoraj w nocy, kiedy to postanowiłyśmy zamienić planowane mufiny na coś bardziej czekoladowego i grzesznego.
Dodałam ekstrakt cytrynowy z braku ekstraktu waniliowego i w taki sposób uzyskałam zupełnie nowy, obłędny aromat. Czekolada zachowała swoją słodycz, jednak jej smak jest lżejszy. Skórka pomarańczowa dodała też kontrast dla białej czekolady, przez co brownie cytrusowe nie ma w sobie śladu ciężkości, jakiej możnaby się spodziewać po nieznośnej wręcz ilości wykorzystanej czekolady.

Składniki (dla kwadratowej blachy o średnicy ok 21cm):

115g miękkiego masła
300g drobnego cukru
5 jajek
70g mąki pszennej
70g kakao
1 łyżka ekstraktu cytrynowego
4 łyżki (wg uznania) kandyzowanej skórki pomarańczowej
250g ciemnej czekolady (wykorzystałam czekoladę z rodzynkami)
50g białej czekolady

1. Wrzuć 200g czekolady do garnka postawionego na garnku z gorącą wodą. Podrzewaj wodę, ale nie doprowadzaj jej do wrzenia. Pamiętaj, żeby woda nie dotykała dna garnka, w którym jest czekolada – wtedy w czekoladzie pojawią się grudki.

2. Dokładnie wymieszaj cukier z masłem (możesz użyć miksera).

3. W oddzielnej misce ubij jajka i wymieszaj je z ekstraktem cytrynowym.

4. Powoli przelewaj jajka do miski z masłem i cukrem, cały czas mieszając. Dodaj rozpuszczoną czekoladę, mąkę i kakao. Wszystko dokładnie wymieszaj i wrzuć posiekaną ciemną czekoladę (pozostałe 50g), białą czekoladę i skórkę pomarańczową. Czekolady nie musisz siekać dokładnie, kawałki mogą mieć około 0.5cm średnicy.

5. Nagrzej piekarnik do 170 stopni. Przelej masę na brownie do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez 20 minut.

6. Po wyjęciu z piekarnika ciasto będzie płynne – jest przepyszne, jednak warto poczekać aż zastygnie. Moja siostra uważa, że jeszcze lepsze jest z lodówki, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie 🙂

Smacznego!