Smażone krewetki z makaronem soba, czyli o zmiennych przekonaniach

Nie lubiłam krewetek. Właściwie zawsze patrząc na przepisy z ich udziałem, wizualizowałam najpierw ich czarne oczka, a potem ogonki. Jestem świadoma niekonsekwencji w takim stwierdzeniu, skoro daleko mi do wegetarianizmu. Ale na swoją obronę mam fakt, że nigdy nie widziałam zamrożonej całej krowy, a krewetkę owszem. I to w różnych konfiguracjach.
Ale wystarczy jeden bezstresowy wyjazd nam morze, regularne picie dobrego wina i jakoś problem oczu krewetek przestaje być tak poważny. 
Poszerzanie krewetkowych horyzontów nie jest jednak tak łatwe, jak się spodziewałam. Nagle te dziesiątki przepisów, które widziałam gdzieśtam kiedyśtam są nie do odnalezienia, a rodzajów krewetek jest więcej niż mogłabym kiedykolwiek przypuszczać. Ale nikt nie zamierza się przecież zniechęcać.
Dlatego też przedstawiam Wam przepis krewetkowy nr1. Opcja najprostsza, bo od krewetek wymagała tylko usmażenia się w oliwie z czosnkiem, ale podkręcona makaronem soba (Kerfur, dział Kuchnie Świata) w sezamowej marynacie. Bardzo lekkie, bardzo zdrowe, bardzo smaczne.

Składniki (na dwie średnie porcje):
Krewetki:
250g mrożonych gotowanych krewetek
2 ząbki czosnku
oliwa
Makaron:
ok. 40g ziaren sezamowych
75g makaronu soba
1 łyżeczka oliwy
2-3 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka oleju sezamowego
2 dymki
1. W garnku zagotuj wodę, lekko ją posól i ugotuj makaron wg instrukcji na opakowaniu (5-6 minut). 
2. Kiedy makaron będzie gotowy, wrzuć go do miski z zimną wodą i odstaw na bok.
3. Na gorącej oliwie podsmaż posiekany drobno czosnek, a następnie wrzuć rozmrożone wcześniej krewetki (pozbawione ogonków lub nie, jak wolisz). Smaż je przez około 10 minut, ale czas zależy przede wszystkim od tego, czy będą całkowicie rozmrożone czy, tak jak w moim przypadku, nie do końca.
4. Kiedy krewetki są na patelni, możesz zabrać się za marynatę do makaronu – wymieszaj wszystkie płynne składniki i dorzuć posiekaną drobno dymkę. Korzeń wrzucam cały do marynaty, a zielone liście tnę nożyczkami, żeby później posypać nimi potrawę.
5. Odcedź makaron i wrzuć go do marynaty – dokładnie wszystko wymieszaj. 
6. Do krewetek, tuż przed końcem smażenia, dodaj sezam. Smaż jeszcze przez około minutę. Następnie wyłącz palnik i dodaj do krewetek makaron – masz przed sobą już gotowe danie. Do ozdoby możesz posypać porcje dodatkową porcją sezamu i dymką.
Smacznego!
Posted by Picasa

Makaron z truflami i parmezanem, czyli o aspiracjach życiowych

Pisanie bloga mając tytuł naukowy różni się tym, że nareszcie nie czuję tego koszmarnego wyrzutu sumienia z powodu spędzania czasu na przyjemnościach. Te wakacje też były inne od poprzednich – nie da się przecenić uczucia braku obowiązków. “Nic nie musimy”, powtarzaliśmy sobie przy każdej zmianie decyzji, kiedy to wybieraliśmy kolejną filiżankę espresso ponad krajoznawcze spacery.
Przeraża mnie fakt, że tak wiele z tego wyjazdu pewnie mi umknie z czasem. Jednak jeśli chodzi o smaki – jestem spokojna. Tego nie zapominam nigdy i praktycznie, gdyby tak ostro zredukować moje aspiracje życiowe, to możnaby je ograniczyć do takiej myśli – chcę móc podróżować i odnajdywać te wszystkie zbierane egzotyczne adresy sklepów z limoncello z Amalfi czy z najlepszymi macarons z Paryża.
Mówiąc o smakach, Istrię zamknęłabym w butelce oliwy truflowej. Mogę wyobrazić sobie skrzywioną minę mojej mamy na to wyznanie, jednak nie pozwolę sobie wmówić, że zapach trufli jest odstraszający. Jest ziemny, głęboki, intensywny. Dodajcie do niego owczy ser, którego rodzajów spróbowałam chyba z dziesięć ostatnio, a uzyskacie coś niesamowicie prostego, a zarazem nieprzyzwoicie wykwintnego. To nie jest typowy przepis, jest o wiele za prosty nawet na moje standardy. Wystarczy truflowa oliwa i twardy ser, na przykład parmezan. Na wakacjach dostałam jeszcze trufle w oliwie, które dodawaliśmy do naszej wersji dania, jednak to jest już tylko kwestia jak bardzo chcecie uprzyjemnić sobie życie i ile chcecie na to wydać 😉
Smacznego!

Makaron prowansalski, czyli historia oszustwa

Niezależnie od tego, jak będziemy rozwijać się kulinarnie, to danie będę zawsze wspominać wyjątkowo nostalgicznie. Jest to jeden z pierwszych przepisów, jaki zrealizowałyśmy w ramach programu “bierzemy książkę kucharską a nie ulotkę telepizzy”. Bo prawda wygląda tak: 5 lat temu szczytem moich umiejętności były tosty z trzema rodzajami sera. A 6 lat temu powiedziałam rodzicom, że absolutnie nie potrzebuję piekarnika.
Od tego czasu mniej lub bardziej angażowałam się w naukę gotowania, jednak niezmiennie, z wielkim entuzjazmem odkrywałam, jak wielką przyjemność sprawia mi cały proces przygotowywania jedzenia. Jestem raczej kuchennym oszustem, ponieważ najczęściej wybieram rozwiązania, które uznam po prostu za pyszne, a one często prowadzą mnie do mojego zestawu ukochanych składników, który tak naprawdę jest stosunkowo skromny. Kompletnie mnie to dyskwalifikuje jako potencjalnego konesera, ale pozostaje mi wierzyć, że na drodze tego permanentnego uprzyjemniania sobie życia jedzeniem, gdzieś tak pomiędzy jednym sosem pomidorowym a drugim, nauczę się naprawdę dobrze chociaż ułamka z tej sztuki, jaką jest gotowanie.
To, czego się nauczyłam przez lata przygotowując makaron prowansalski to fakt, że wcale nie lubię, kiedy składniki są drobno i skrupulatnie posiekane. Wolę czuć ich różnorodną fakturę i dobierać ich proporcje zależnie od nastroju. Kolejne oszustwo, ale bardzo przyjemne.

Składniki (na około 4 niewielkie porcje):

około 400g makaronu pełnoziarnistego (wg przepisu – fussili)
3 łyżki oliwy
200g wędzonego boczku pokrojonego w kostkę
2 łyżki kaparów*
2 łyżki czarnych oliwek
140g pieczarek w zalewie
1 cebula (najlepiej czerwona)
2 ząbki czosnku
2 czubate łyżki śmietany 22%
liście świeżej bazylii
sól, pieprz do smaku

1. Ugotuj makaron (al dente)
2. Pokrój czosnek i wrzuć go na naoliwioną patelnię. Usmaż z nim pokrojony boczek, aż będzie rumiany. Dodaj wówczas pokrojoną cebulę i zeszklij ją.
3. Dodaj na patelnię oliwki, kapary i osączone z zalewy pieczarki. Smaż około 2 minuty, cały czas mieszając.
4. Na patelnię dodaj śmietanę i dokładnie wszystko wymieszaj. Następnie dodaj makaron (jeśli nie masz głębokiej patelni, przelej sos do garnka z makaronem).
5. Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj, dodając liście bazylii oraz sól i pieprz do smaku.
Smacznego!
* proporcje wszystkich wymienionych składników do sosu są naprawdę opcjonalne – spokojnie możesz podwoić ilość swojego ulubionego składnika 🙂

Posted by Picasa

Nudle z warzywami i masłem orzechowym, czyli orient ekspres dla tradycjonalistów

Nie znam się zbyt dobrze na kuchni azjatyckiej ani na jej europejskich odmianach, dlatego dość długo przymierzałam się do przygotowania dania zbliżonego do tego gatunku. Zawsze miałam wrażenie, że w przygotowaniu albo w grę wchodzą jakieś dzikie składniki albo smak jest tak odjechany, że zmarnuję tylko czas na coś, co absolutnie nie będzie się nadawało do zjedzenia.
Jestem tak naprawdę przerażająco konserwatywna w niektórych kwestiach żywieniowych i postawiona przed wyborem przygotowania przepysznego pewniaka lub fascynującego dziwactwa, wybiorę raczej to pierwsze. Ale pracuję nad tym. Granicę nie do przejścia ustawiłam sobie na razie na małżach, ale jestem otwarta na propozycje 😉
Przepis na nudle nie jest niczym ryzykownym, bo po składnikach można było od razu stwierdzić, że będzie to smaczne danie. Trik jednak polegał na tym, że nie byłam w stanie określić, czy będzie to po prostu tak smaczne jak na przykład, no nie wiem, jajko z majonezem, czy tak smaczne jak bagietka z mozarellą i pesto z Vincenta, która zapewnia mi dobry humor na cały dzień (oczywiście od święta, mam  mózg i ograniczony budżet). Skłaniam się w kierunku porównania z bagietką.
A, no i oczywiście podlega idealnie pod kategorię pakowania do pracy. Pyszne również na zimno.

Składniki na 2 duże porcje:
ok. 300g makaronu typu nudle
opakowanie mrożonych warzyw – mieszanka chińska (nie mamy teraz sezonu na świeże, ale śmiało można dodać kiełki fasoli mung czy czerwoną paprykę); uważam, że podstawą jest obecność grzybów mung i marchewki posiekanej w słupki – mieszanek tego typu jest do wyboru do koloru obecnie
dressing:
1/2 łyżki oleju sezamowego
1/2 łyżki oleju
1/2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka słodkiego sosu chili
50g masła z orzechów ziemnych
1 łyżka soku z cytryny/limonki
PS. Wydaje mi się, że świetnie w tym daniu będą też pasować orzeszki ziemne – wypróbuję przy kolejnym podejściu.
1. Wymieszaj wszystkie składniki dressingu. Wiem, jest ich wiele i znajdują się w nim rzeczy, które niekoniecznie są na Waszej codziennej liście zakupowej. Ale konsekwetnie polecam zakup różnego rodzaju olejów i sosów, ponieważ one mają bardzo długi termin ważności, używa się ich bardzo wydajnie i naprawdę się przydają w jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej.
2. Ugotuj makaron wg instrukcji na opakowaniu, a warzywa wrzuć na patelnię lekko natłuszczoną olejem lub oliwą.
3. Kiedy makaron jest gotowy, wrzuć go na chwilę do patelni z warzywami i wymieszaj. Następnie wyłącz ogień i dodaj sos. Ma on być bardzo gęsty i oblepiać makaron, a nie rozlewać się na nim. Może to sprawić Wam trochę kłopotów przy dokładnym rozprowadzeniu go przy całym daniu, jednak tylko w taki sposób potrawa smakuje najlepiej, zachowując chrupką strukturę i świeżość nawet po paru godzinach w pojemniku.
Smacznego!

Zapiekanka makaronowa, czyli co ty wiesz o węglowodanach

Kontakt z klasycznym pasta cheese miałam do tej pory tylko raz, w Anglii. W sklepach musiałam dosłownie odwracać wzrok od działu z przeróżnymi wersjami tego dania (mówię o mrożonkach w tekturowych opakowaniach, niezdrowo, uzależniająco pyszne; kto widział, ten zrozumie). Wiedziałam bowiem, ile kalorii ma coś takiego i jednocześnie byłam świadoma, że za bardzo kocham ser i makaron, żeby mieć do tego dania jakiś racjonalny i normalny stosunek. 
No ale tym razem makaron z serem sam przyszedł do mnie, w postaci obiadu z przepisu Nigelli przygotowanego przez Karolę, w którym ja pełniłam tylko rolę asystenta. Jest to coś tak cudownego i grzesznego, że przeskoczyłam ze stanu moralnego węglowodanowego kaca prosto w stan czystej, błogiej, serowej radości. Mogę i mieć marzenia o zdrowym żywieniu i mogę je nawet po części realizować, jednak nic nie jest warte życie bez sera. 

Składniki (dla 3-4 osób)

250g makaronu penne z pełnego ziarna
250g sera żółtego (w oryginale pojawia się cheddar lub red Leicester, Karola użyła ementalera)
250g niesłodzonego mleka skondensowanego
2 jajka
1 łyżeczka gałki muszkatałowej
sól i pieprz

1. Ugotuj makaron. Zetrzyj ser, a następnie dobrze wymieszaj go z mlekiem i jajkami.
2. Połącz ugotowany i odcedzony makaron z masą serową, a następnie dodaj przyprawy do smaku.
3. Przelej masę do żaroodpornego naczynia i piecz w temperaturze 220 stopni przez 10-15 minut.
Wskazówka: Myślę, że ten przepis może być świetną podstawą do innego rodzaju zapiekanek makaronowych – potraktuj wtedy sos serowy jako bazę i dodaj to, co lubisz najbardziej. Szynka lub pieczony kurczak, kukurydza z puszki, oliwki, ogórek konserwowy – to wszystko będzie świetnie się komponować z łagodnym sosem 🙂
Smacznego!

Kurczak z pesto, czyli podstawa żywienia szczęśliwego człowieka

Nie ma nic oryginalnego w stwierdzeniu, że pesto rządzi i że z kurczakiem stanowi połączenie niemal doskonałe. Jednak myślę, że w przypadku tego przepisu nie trzeba się wysilać na oryginalność i wystarczy cieszyć się tym, że Włosi wymyślili coś tak cudownie prostego i uniwersalnego.
Myślę, że włoskie pesto ze słoika jest naprawdę dobre i zazwyczaj sprawdza się zarówno na kanapce, jak i w formie sosu do makaronu. Jednak jest coś niezwykle przyjemnego w przygotowaniu takiego własnego, domowego. Dom wypełnia się zapachem świeżej bazylii i jest w nim jakby więcej słońca. Brzmi patetycznie, ale trudno.
No i domowe pesto nigdy nie wychodzi tak samo dwa razy. Przynajmniej nie moje. Może to oznaka braku dokładności w proporcjach, a może wynik różnicy smaku między gatunkami parmezanu czy oliwy. Jednak mi to pasuje, bo za każdym razem mogę tworzyć to samo danie jakby od nowa, nie do końca znając efekt końcowy, a jednocześnie wiedząc, że będzie on zawsze niezwykle smaczny. Taka bezpieczna niespodzianka.
Z czasem można samemu rozpoznać, jak zmiany proporcji wpływają na efekt końcowy. Do tego przepisu na przykład użyłam więcej orzechów piniowych, co nadało pesto ostrzejszy smak. Nie zrobiłabym tego przygotowując pesto na kanapkę z pomidorami, ale mocniejsza, orzechowa wersja cudownie pasuje do słodyczy kurczaka. Dlatego proporcje w przepisie to bardziej sugestie, niż wytyczne, bez których nie można się obejść. I naprawdę ryzyko błędu jest minimalne, więc odwagi 🙂

Składniki na 2 duże porcje:
1 filet z piersi kurczaka
makaron pełnoziarnisty do spaghetti (ilość wg uznania)
sól
Pesto:
1/4 szklanki parmezanu
1/3 (ok. 50g) szklanki orzeszków piniowych
1 szklanka listków bazylii
2 ząbki czosnku
60ml oliwy z oliwek
sól, pieprz do smaku
1. Przygotuj makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Kurczaka pokrój na kawałki i smaż go na oliwie na średnim ogniu.
2. Wszystkie składniki na pesto poszatkuj i dobrze wymieszaj – możesz do tego użyć blendera, lub robić to ręcznie. Od Ciebie zależy, jaką konsystencję będzie miało pesto – powinno być dość dobrze rozdrobnione i wymieszane, jednak możesz na przykład zostawić większe kawałki orzechów.
3. Kiedy kurczak będzie już usmażony, zmniejsz ogień i dodaj pesto na patelnię. Dobrze wymieszaj i smaż przez około 2 minuty, żeby smaki się połączyły. W tym momencie dodaj pieprz i sól według uznania.
4. Na sam koniec zdejmij patelnię z ognia i połącz z makaronem. Dokładnie wszystko wymieszaj – możesz podawać na ciepło lub na zimno.
Smacznego!
Posted by Picasa

Kremowy sos pomidorowy Karoli, czyli duma Bydgoszczy

Prawda jest taka, że mój sos pomidorowy powstał w odpowiedzi na dzieło sztuki, jakim jest karolciowy sos pomidorowy z Bydgoszczy. To jest przepis, którego ja sama nie robię, pozwalając sobie patrzeć i krążyć po kuchni przez 10 minut, które zajmuje przygotowanie tego obiadu. Powód mojej bierności jest prosty i dotyczy tak samo sushi czy soli w beszamelu mojej babci: w niektórych daniach oprawa i autor są tak ważnym elementem potrawy, że ich brak to jak pominięcie najważniejszego składnika.
Ten sos dla mnie zawsze będzie sosem bydgoskim, przy którym będę krążyć, mruczeć i czekać, aż pojawi się na moim talerzu. Podaję go Wam, żebyście mogli stworzyć dla niego własną historię. Naprawdę warto.

Składniki na 2 porcje:

1 łyżka masła
2 łyżki mąki
150ml wody
1 kostka bulionowa (oliwa z bazylią lub pomidorowa)
3-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 ząbek czosnku (lub jedna kostka Knorr)
1 łyżeczka bazylii
1 łyżka śmietany
1. Rozpuść masło i dodaj do niego mąkę. Wymieszaj.
2. Dolej wodę i dokładnie wymieszaj. To bardzo ważne, żeby woda nie była gorąca, bo wtedy w sosie pojawią się grudki.
3. Dodaj kostkę bulionową i mieszaj, aż się rozpuści.
4. Dodaj koncentrat i ponownie dokładnie wymieszaj.
5. Dodaj czosnek i bazylię.
6. Doprowadź sos do wrzenia.
7. Dodaj śmietanę i ostatni raz wymieszaj. Nie dodawaj śmietany, gdy sos się jeszcze gotuje – śmietana się zważy.
Jeśli sos jest zbyt gęsty, możesz dodać wody lub śmietany.
Smacznego!
Karola

Posted by Picasa