Sałatka z ciecierzycą i fetą na chlebkach pita, czyli saga o zdrowej diecie, vol.786

Moje regularne relacje z kolejnego podejścia do Poważnego Traktowania Siłowni mogą już nudzić moich najbliższych, jednak nie zmienia to niestety faktu, że dość dużo czasu zajmuje mi ostatnio powracanie do dobrej formy i knucie na jego temat.

Jednocześnie z wielką przyjemnością za wszelkie trudności w utrzymaniu postanowień winię tych, którzy inaugurują wypady do restauracji, dostarczają mi do biurka batoniki Milky Way czy proponują zakup chrupiącej bagietki w drodze powrotnej z siłowni. I piszę to bez cienia sarkazmu – nie potrafię być szczęśliwa bez któregokolwiek z tych elementów, bo przede wszystkim wiążą się one z ludźmi, którzy mnie otaczają i którzy stanowią bazę dla mojej codzienności. A że wszyscy kochamy jedzenie, no cóż. Jesteśmy po prostu świetnie dopasowani i to powinien być zawsze powód do radości, a nie frustracji.

Dlatego też nie zamierzam karać się za okazjonalną bagietkę czy batonika, a jedynie zapewnić sobie zdrowsze “rozgrzeszacze”, jak ta sałatka z ciecierzycy z ukochaną fetą. Bezkompromisowo zdrowa i sycąca. Dla każdego poszukiwacza smacznych, zdrowych dań – totalny must have, jak to mówią na mieście.

Składniki (na 4 niewielkie lub 2 duże porcje):

2 płaskie i duże chlebki pita
1/2 łyżeczki papryki
4 łyżki oliwy z oliwek
1 czerwona cebula
2 ząbki czosnku
400g osączonej ciecierzycy z puszki
2 łyżki soku z cytryny
150g sera feta
sól i pieprz do smaku

1. Przekrój chlebki pita wzdłuż (jak na kanapki) i wysmaruj oliwą wymieszaną z papryką (wykorzystaj dwie łyżki oliwy). Piecz je w piekarniku nagrzanym do 180 stopni do momentu, aż będą zarumienione. W tym czasie przygotuj sałatkę..

2. Nagrzej patelnię z dwoma łyżkami oliwy. Pokrój cebulę na drobne plastry i smaż przez około 6 minut. Następnie dodaj posiekany czosnek, smażąc razem z cebulką przez kolejną minutę. Na koniec dodaj ciecierzycę, polej sokiem z cytryny i dopraw solą i pieprzem. Podgrzewaj na średnim ogniu przez kilka minut.

3. Przełóż sałatkę do miski i odstaw na chwilę do lekkiego wystygnięcia. Posyp pokruszoną połową fety i wymieszaj. Resztę fety nakładaj już na chlebki pita. Możesz je połamać na drobniejsze kromki i potraktować jak grzanki rzucone na sałatkę lub robić po prostu kanapki, nakładając sałatkę i fetę na chlebki.

Smacznego!

Makaron z kurkami i kozim serem, czyli poznajcie moją Siostrę

Nie mam specjalnej puenty dla tego wpisu oprócz najprostszego faktu – bardzo, bardzo się cieszę z odwiedzin Kasi. To zapalona snowboardzistka i blond inżynier, z którą wspólnie układałyśmy choreografie do piosenek, inscenizowałyśmy reklamy (teraz sobie właśnie zdałam sprawę, że może istnieje jednak jakieś powiązanie między moim dzieciństwem a obecnym zawodem), a na wakacjach dopasowywałyśmy plan dnia do powtórek Sailor Moon o 8.30 i do nowego odcinka o 15.00. W międzyczasie siedziałyśmy na huśtawce i doglądałyśmy nasze króliki, które pasły się pod choinką. PS. Kasi króliki zawsze były chętne do współpracy, u mnie geniuszem był tylko Norman.
Do tego obie nie znosimy melonów (chociaż to bardziej rezultat traumy z dzieciństwa niż gustów smakowych), uwielbiamy amerykańskie So You Think You Can Dance i zaczytywałyśmy się w komiksach z Kaczorem Donaldem.
Nie ma konkretnego powodu, dla którego zrobiłam akurat makaron z kurkami na przyjazd Kasi, ale myślę, że dobrym podsumowaniem wpisu będzie poniższe zdjęcie. Poprosiłam o pomoc w oberwaniu bazylii. Kasia po chwili pokazała mi taką instalację, oświadczając “Koza na wczasach”.

Składniki (na 2 duże porcje):

250g kurek
1 łyżka masła
3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku
100g sera koziego
200g makaronu
sól
pieprz
liście świeżej bazylii
1. Zagotuj wodę na makaron, posól i przygotuj makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
2. Opłucz dokładnie kurki, rozgrzej patelnię i wlej 2 łyżki oliwy i łyżkę masła. Kiedy masło się rozpuści, wrzuć kurki i posiekany czosnek, dodaj sól i pieprz (wedle uznania, ale ostrożnie z ilością).
3. Smaż kurki przez około 10 minut. Następnie, kiedy makaron będzie gotowy, odcedź go, dodaj łyżkę oliwy i kurki (wraz z sosem, jaki się wytworzy na patelni). Wszystko dokładnie wymieszaj.
4. Pokrój ser kozi i wrzuć do jeszcze gorącego makaronu. Wedle uznania, możesz też podać go na wierzch, bezpośrednio na porcji. Posyp danie listkami świeżej bazylii. Lub zrób z nich palemkę żeby uczcić przyjazd Kasi.
Smacznego!

Pizza z sosem śmietanowym, szynką i fetą, czyli o zarządzaniu kryzysowym

Wczorajszy dzień upłynął w dużej mierze w trybie poimprezowym, jednak tego typu sytuacje podbramkowe sprzyjają kreatywności. Pizza sprawdziła się bosko – prosta, nie wymaga wysiłku, idealna na dzień przed telewizorem. Przynajmniej teoretycznie, bo z jednej strony marzyłam o dniu kanapowym od dłuższego czasu, ale chęć na piękną kulkę mozarelli do pizzy wygrała. To ciekawe, że kiedy nawet dzień nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności i mięśnie nie są w najlepszym stanie, o wiele łatwiej jest się ruszyć kiedy w perspektywie znajduje się porządna mozarella. 
Ze spaceru po kawałek sera przyniosłam gigantycznego Larousse Gastronomique, ale o tym opowiem przy okazji opisywania patentów na jak najszybsze przepuszczenie pensji. 
Wracając do pizzy – mozarelli nie przyniosłam (ten sklep akurat postanowili zamknąć na niedzielę), została zastąpiona fetą i szynką. Z białym sosem wypadło to świetnie i szczerze mogę polecić go jako bazę do praktycznie każdej pizzy, która zawiera jakieś mięsko lub ostrzejszy ser. Czyli do każdej najsmaczniejszej. Z ciastem poszłam tym razem na łatwiznę, używając mąki do pizzy z suchymi drożdżami, ale mam wypróbowany już jeden przepis, który może być niezłą bazą na ciasto przygotowane w normalnym trybie.

Składniki na ciasto:

250g mąki do pizzy (z drożdżami w proszku)
160ml ciepłej wody
1-2 łyżki oliwy
sól i pieprz do smaku
Składniki na biały sos do pizzy:
200g śmietanki 30%
połowa cebuli
1-2 ząbki czosnku
oregano
tymianek
Dodatki (wg uznania):
100g fety
3 plastry szynki
liście bazylii
1. Zagnieć ciasto mieszając wszystkie składniki. Uformuj kulkę i odstaw w naoliwionym naczyniu.
2. Zeszklij pokrojoną cebulkę, dodaj posiekany czosnek. Następnie wlej śmietankę i dosyp przyprawy. Gotuj na średnim ogniu, aż sos zgęstnieje. Mnie to zajęło około 10 minut. Pamiętaj, żeby co jakiś czas mieszać sos na patelni, żeby nie wykipiał.
3. Z kulki uformuj spód, zostawiając więcej ciasta na brzegach. Wylej sos i następnie dodaj pokruszoną fetę i pokrojoną szynkę. Możesz dodatkowo posypać wszystko oregano.
4. Piecz pizzę w temperaturze 200 stopni przez około 25 minut.
Smacznego!

Galette z gorgonzolą, brokułami i boczkiem, czyli Francuzki nie tyją?

Przeczytałam Francuzki nie tyją. Pamiętam, jak parę lat temu mijałam tą książkę w Empiku uznając, że moje życie i tak jest zbyt skomplikowane, żeby jeszcze dołożyć do niego zazdrość, że jakaś oświecona kobieta znalazła patent na wieczną szczupłość w towarzystwie luksusowej czekolady i francuskich przysmaków z serem w roli głównej. No ale ten moment musiał nadejść: przeczytałam i doznałam oświecenia. Przynajmniej częściowego, czyli w zakresie jasno określonym przeze mnie.
Z wielkim entuzjazmem przyjęłam następujące zasady:
– czekolada tylko dobrej jakości – wczoraj po drodze z pracy wydałam minifortunę na pralinki Wedla i jestem szczęśliwsza. To samo zdrowie przecież.
– szampan zamiast taniego alkoholu – jeszcze jestem normalna, ale zamierzam tę zasadę podciągnąć pod dobre drinki.
– składniki jak najlepszej jakości – to, że przyjaźnię się z Piotrem i Pawłem już wszyscy dobrze wiemy.
– dużo wody – jak tylko kupię sobie ładną szklankę do pracy.
– zakaz przejadania się – nie ma ryzyka, przy powyższych decyzjach nie będzie mnie stać na większe porcje.
Opieram się za to:
– magicznej zupie z porów – serio, to jest jak oksymoron w tej książce.. Nie można zalać pora wrzątkiem i uwierzyć, że to jest dobre. To wbrew prawom fizyki. 
– spisywaniu posiłków – może i ma to trwać tylko trzy tygodnie, ale to o trzy tygodnie za długo. Dobiłabym się po jednym gorszym dniu w pracy i co dalej, co dalej?
– trzem posiłkom dziennie – nie wiedziałabym, co się wtedy robi z resztą dnia.
Jest to dość selektywne podejście do literatury dietetycznej, ale nie znam lepszego. Nikt nie zasługuje na dokładanie sobie magicznej zupy z porów do codziennych trudów życia. Żeby uczcić moją dietetyczną niekonsekwencję, postanowiłam przygotować danie, które będzie francuskie, ale nie za bardzo. Do tego takie, które będzie niemiłosiernie proste, ale jednocześnie efektowne. No i takie, które będzie lekkie, ale jednocześnie nieprzyzwoicie bogate w smak. Oto galette z brokułami, boczkiem i serem gorgonzola. Bo przecież Francuzki nie tyją.

Przepis (na około 6 porcji):

1 opakowanie ciasta francuskiego (od Bliklego, przygotowane na maśle, rządzi)
250g świeżych brokułów
100g wędzonego boczku
1 mała czerwona cebula
150g sera gorgonzola
około 50g płatków migdałowych
ząbek czosnku
1. Posiekaj czosnek, pokrój cebulę i wrzuć na nagrzaną patelnię z oliwą. Podsmaż, a następnie dodaj boczek pokrojony w kosteczki. Możesz też wykorzystać boczek w plastrach.
2. Wrzuć brokuły do wrzącej wody i gotuj przez 4 minuty. Po tym czasie dorzuć je do boczku i pozwól, żeby wszystkie smaki się połączyły.
3. Rozłóż ciasto francuskie na pergaminie, a następnie natnij je lekko na każdym boku w odległości około 2 cm, tworząc coś na kształt ramki – to będą Twoje granice, kiedy będziesz układać nadzienie.
4. Wrzuć zawartość patelni na ciasto, zostawiając puste boki ciasta.  Następnie pokrusz gorgonzolę.
5. Piecz w temperaturze 200 stopni przez około 25 minut. W połowie czasu możesz dorzucić na wierzch płatki migdałowe.
Smacznego!

Pizza z fetą i suszonymi pomidorami, czyli jak zmieniałam zdanie


Nowy rok zaczynam od retrospekcji jednego z sąsiedzkich spotkań, z którego pochodzi także crème brûlée. Przygotowanie pizzy po raz pierwszy w życiu mogłabym w pewnym stopniu potraktować jako metafora moich przejść w 2010 roku. Przed wieloma z nich (i przed domową pizzą, oczywiście) broniłam się rękami i nogami. Nie wszystko wyszło tak, jak planowałam. Ale efekt końcowy był lepszy i bardziej wyjątkowy niż kiedykolwiek mogłabym sobie wyobrazić. Sprowadzanie podsumowania minionego roku do jedzenia może nie jest zbyt ambitne, ale przekaz jest prosty – nigdy nie mów nigdy.

Do niedawna broniłam świętości pizzy restauracyjnej. Uznawałam, że pizzy samodzielnie po prostu robić nie warto, bo nie osiągnie się nigdy zadowalającego poziomu przy jednoczesnym zachowaniu spokoju i energii. Ale człowiek uczy się przez całe życie. Do domowej pizzy poprowadziła mnie desperacja. Musiałyśmy z Karolą przygotować coś typowego dla kraju, z którego pochodzi kupione przez nas wino. To był wymóg tego spotkania i serio, nie spodziewałam się, że będzie aż tak ciężko z moją kreatywnością. Walcząc z czasem, wygrała pizza, bo uznałyśmy, że psując to danie (przy jednoczesnym ogromnym ryzyku związanym z crème brûlée), najłatwiej będzie je uratować zamawiając jej odpowiednik w Pizza Hut.

No i stało się. Pokochałam domowe robienie pizzy. Za nieskończone możliwości w dobieraniu składników. Za jej prostotę. I za to, że mam przed sobą jeszcze dużo pracy w rozwijaniu mojej pozytywnej relacji z drożdżami. Nie ma to jak porządne wyzwanie na 2011.

Składniki (na 1 średniej wielkości pizzę):


Ciasto:
250g mąki pszennej
1 kopiasta łyżeczka drożdży w proszku
1/2 łyżeczki soli
około 150ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy

Sos i dodatki (tutaj podaję naprawdę subiektywnie):
Puszka krojonych pomidorów
szczypta oregano
200g fety
garść suszonych pomidorów
świeża bazylia
świeża czerwona papryka

1. Przygotuj ciasto, łącząc mąkę, drożdże i sól. Dodawaj ciepłą wodę i oliwę ugniatając masę. Uformuj kulę z ciasta – jeśli to konieczne, możesz dodać więcej wody.

2. Gotową, zbitą kulę z ciasta włóż do naoliwionej miski – poobracaj się parę razy, żeby całe natłuścić. Przykryj miskę folią spożywczą i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę, aż ciasto podwoi swoją objętość.

3. Przygotuj sos, mieszając posiekane pomidory z puszki z oregano, ewentualnie solą i pieprzem. Nie przesadzałam z przyprawianiem sosu, pamiętając, jak słona jest feta, ale jego intensywność zależy od dodatków, jakie wybierzesz.

4. Pougniataj ciasto naoliwionymi rękami, a następnie rozwałkuj je na formie w dowolny kształt. Ważne, żeby ciasto było możliwie jak najcieńsze, ale zostaw oczywiście trochę grubsze boki.

5. Posmaruj ciasto sosem, wrzuć pokruszoną fetę, suszone pomidory i paprykę. Piecz w piekarniku nagrzanym do 240 stopni przez około 20 minut, jednak ten czas naprawdę może się różnić zależnie od rodzaju i wielkości piekarnika – przyglądaj się więc swojej pizzy na bieżąco.

6. Podawaj ze świeżymi listkami bazylii.

Smacznego!


Makaron z pieczarkami w oliwie cytrynowej, czyli o trybie gotowania jednoosobowego

Chyba tak naprawdę nie przepadam za gotowaniem tylko dla siebie. Niby zmieniają się głównie proporcje składników, niby wykonuję te same czynności, ale wszystko staje się bardziej mechaniczne. I tu nie chodzi o poszukiwanie widowni. Po prostu bez ludzi dookoła, bez ich reakcji, rozmów czy  też bez chaosu, jaki czasami wywołują, znika ogromny czynnik, dla którego tak kocham gotowanie. Jedzenie zbliża ludzi. A kiedy jestem sama, mogę tylko bardziej zbliżyć się do wyższych poziomów bezmyślnego obżarstwa.
Ale nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała umilić sobie każdej możliwej czynności i wycisnąć z niej każdego pozytywnego akcentu. Ten obiad przygotowałam robiąc wszystkie rzeczy, na które bym sobie w towarzystwie nie pozwoliła. Włączyłam muzykę nieprzyzwoicie głośno. Śpiewałam. Przemieszczałam się po kuchni ślizgając się w skarpetkach po posadzce, a naczynia zmyłam dopiero jakieś dwie godziny później.
Było naprawdę fajnie. I nawet obiad, mimo że w towarzystwie książki, smakował mi bardzo. I wytarłam resztki oliwy z talerza kawałkiem pszennego (!) chleba. Ha.

Składniki  (na 1 dużą porcję):

100g świeżych pieczarek
40ml oliwy
1/2 łyżeczki soli
1 ząbek czosnku
1 – 2 łyżeczki soku z cytryny
1 łyżeczka suszonego tymianku
2-3 łyżki startego parmezanu
kilka listków bazylii
około 200g makaronu
1. Obierz i pokrój pieczarki na plasterki. W misce wymieszaj oliwę, sól, zmiażdżony i posiekany ząbek czosnku, sok z cytryny, tymianek. Następnie dodaj pieczarki i wszystko dokładnie wymieszaj.
2. Nastaw makaron – kiedy będzie się gotował (do stanu al dente), wrzuć pieczarki na nagrzaną patelnię i smaż na średnim ogniu.
3. Kiedy makaron będzie gotowy, zdejmij pieczarki z ognia i wymieszaj z odcedzonym makaronem. Ważne, żeby pieczarki były jedynie podsmażone i nie zrobiły się zbyt “wodniste”. W oryginalnym przepisie występują na surowo, ja mam lekkie obawy przed taką formą podania, ale jednocześnie zależy mi, żeby pieczarki zachowały swoją formę i smak.
4. Tuż przed podaniem posyp danie parmezanem i listkami bazylii.
Smacznego!
Posted by Picasa

Fussili z czosnkowym boczkiem, czyli esencja słowa "ekspres"

To danie spełniało już różne role: ratunku w sytuacji skrajnego głodu, obiadu powitalnego dla Taty, obiadu pożegnalnego dla diety, czy też pocieszacza dla przyjaciół. Wszystkie przypadki, w których sięgałam po boczek z zamrażarki łączy jedno: potrzebowałam czegoś szybkiego i dekadenckiego.
To, że rozsądek rzadko pozwala mi na wykorzystanie sera, boczku i oliwy w jednym naczyniu, nie oznacza, że uciekam od takiego połączenia. Wręcz przeciwnie – kiedy wracam do tej potrawy, mam wrażenie, jakbym cały czas z utęsknieniem na nią czekała, odliczając dni do momentu, kiedy znajdę kolejny pretekst do jej przygotowania.
Jednocześnie to jeden z najlepszych dowodów, że naprawdę nie zawsze jakość dania wzrasta wprost proporcjonalnie do poświęconego mu czasu. Oczywiście możecie ten przepis wykorzystać jako bazowy do wyjątkowych i wyszukanych dań (i bez wątpienia uzyskacie rewelacyjne efekty), jednak w tym przypadku ja trzymam się mojej mantry – proste rozwiązania są najlepsze.

Składniki:

makaron
oliwa
boczek wędzony pokrojony w kostkę
czosnek
opcjonalnie: parmezan
Celowo nie podaję proporcji – zależą one tylko i wyłącznie od Twojego gustu. Ja zwykle dla dwóch osób przygotowuję połowę opakowania makaronu, smażę 100g boczku na dwóch ząbkach czosnku i  3 łyżkach oliwy i dodaję odrobinę parmezanu tuż przed podaniem. Jednak wszystko zależy od tego, co lubisz najbardziej – czy chrupiące mięso, czy czosnkowy aromat, czy może słodko-słony parmezan.
1. Pokrój boczek w drobną kostkę i smaż na patelni ze zmiażdżonymi ząbkami czosnku na oliwie. Smaż do momentu, aż boczek będzie mocno przyrumieniony i chrupiący.
2. Ugotuj makaron i dodaj go następnie do boczku z oliwą – wszystko dokładnie wymieszaj i podawaj ze startym parmezanem lub bez.
Smacznego!
Posted by Picasa

Quiche z tuńczykiem, czyli o desancie na Paryż

Podobno jak byłam mała, rodzice w celu zachęcenia mnie do chodzenia po górach obiecywali, że w schronisku na szczycie będą Snickersy. Nie pamiętam tego, ale nie mam jak się obronić przy ich radosnych powrotach do tej historii, bo jeśli to prawda, to niewiele się zmieniło. Różnica polega tylko na tym, że teraz nikt nie musi mi obiecywać Snickersa, ja go sobie sama zlokalizuję zanim wyjdę z domu, żeby się upewnić, czy w ogóle warto.
Jutro o tej porze będę w Paryżu. I serio, nie czułabym się nawet w połowie tak szczęśliwa gdyby nie fakt, że na stole leży notes z rozpisanymi adresami sklepów/targów/kawiarni, gdzie podają najlepsze makaroniki/croissanty/bagietki. W przewodniku zaznaczone są tylko kulinarne miejscówki. Nie mogę się doczekać odwiedzin w Le Bon Marche, gdzie jak mówi mój kuzyn Piotrek, chłodzą marchewki ciekłym azotem. A teraz, jeszcze w domu, celebruję Francję na swój sposób od paru dni, zaczynając dzień croissantami, a tutaj – publikując lekko francuski przepis.
Zanim zrobię podejście do makaroników, z kuchni francuskiej najbardziej lubię przygotowywać oczywiście quiche. Pozwalam sobie nadal na moją obsesję na punkcie tart także dlatego, że brakuje mi umiejętności i cierpliwości do kuchni francuskiej przez duże K. Ale tak długo jak moje obsesje pozwalają mi na zachowanie jakiegoś stopnia kreatywności, nie martwię się. A ten quiche z tuńczykiem, mimo znanej już dobrze podstawy z ciasta, naprawdę jest smakowym objawieniem, przynajmniej dla mnie.

Składniki (na tartę w okrągłej, głębokiej formie o średnicy ok 23cm):

Ciasto:

300g mąki
150g zimnego masła
1 jajko
ok. 2 łyżek ciepłego mleka
szczypta soli
Nadzienie:
250g tuńczyka w zalewie, w kawałkach
4 jajka
300g twarogu
125ml mleka
2 łyżki mąki
ok 30g kaparów (wg uznania)
ok 150g czarnych oliwek (wg uznania)
150g startego parmezanu
sól i pieprz do smaku

1. Przygotuj ciasto łącząc mąkę, masło i jajko. Użyłam w tym celu blendera, jednak każda forma wyrabiania ciasta jest dobra, jeśli uzyskasz kleiste duże grudki. Następnie dolej mleko, które powinno Ci ułatwić połączenie ciasta i uformowanie kuli. Ja użyłam 2 łyżek, jednak wszystko zależy od tego, jak wcześniej wyrobisz ciasto – im słabiej tym więcej mleka będziesz potrzebować.

2. Uformuj z ciasta kulę, owiń folią i wstaw do lodówki na minimum 30 minut. W tym czasie możesz zająć się szykowaniem nadzienia.

 
3. Odsącz tuńczyka z zalewy, rozdrobnij go następnie w misce widelcem. Dodaj jajka, twaróg, kapary oraz oliwki.
 
4. W innej misce wymieszaj mleko z mąką, a następnie przelej do miski z tuńczykiem i wszystko wymieszaj. Dodaj sól i pieprz do smaku oraz 2/3 parmezanu.
 
5. Uformuj ciasto w naczyniu, wstaw do piekarnika na 10 minut w temperaturze 180 stopni. Postaraj się je obciążyć ryżem lub fasolą wrzuconą na pergamin.
 
6. Kiedy ciasto się podpiecze, wlej farsz, posyp resztą parmezanu i piecz przez około 30 minut w 210 stopniach.
 
7. Po wyjęciu z piekarnika odczekaj około 10 minut przed podawaniem.
 
Smacznego!
Posted by Picasa

Krewetki z fetą i pomidorami, czyli gdzie jest granica rozsądku

Krewetkowych historii ciąg dalszy. Wyznaczanie sobie granic nie jest moją mocną stroną, co udowadniają nie tylko bardziej dramatyczne zakręty życiowe, ale także spis przygotowywanych dań. Jak już okazuje się, że krewetki są super, to po co zatrzymywać się na jednym opakowaniu. Jeśli już piec mufiny, to dlaczego musi to być tylko jedna blacha. A jeśli decyduję się kupić orzeszki piniowe, to po co zatrzymywać się na ilości, która nie zrujnuje mojego budżetu. Ten ostatni przypadek to jedna z bardziej kompromitujących historii ostatnich lat, więc pozwolę sobie ograniczyć ją tylko do prostego, zbiorczego wniosku: nie znam granic. 
Dlatego też obecnie dzielnie wykorzystuję pokłady krewetek, co sprawia mi oczywiście ogromną przyjemność. Idziemy w kierunku równie prostym, jednak tym razem z wykorzystaniem piekarnika. Przepis pochodzi z Kuchni, z sekcji “5 składników”, co w porównaniu z resztą magazynu powinno się chyba rozumieć jako sekcję “5, bo nie ogarniesz nic więcej na tym etapie”. Ale po pierwsze: nauczyłam się celebrować mój brak fachu, a po drugie: kto by się martwił brakiem wyrafinowania w przepisie, kiedy w tak banalny sposób można się po prostu uszczęśliwić. 

Składniki (na 2 porcje):
500 – 600g średnich krewetek (mrożonych, gotowanych)
4 dymki
150g pokruszonej fety
500-600g obranych i pokrojonych w kostkę pomidorów
2 ząbki czosnku
oliwa, sól, pieprz
1. Na patelni, na rozgrzanej oliwie zeszklij posiekane drobno dymki i czosnek.
2. Dodaj pomidory na patelnię i zagotuj. Mieszaj je, aż sok odparuje i zacznie powstawać gęsty sos. Przypraw wszystko solą i pieprzem. Jeśli po około 4 minutach nadal pomidory będą zbyt płynne, odlej część wody z patelni. 
3. Kiedy otrzymasz już gęstą miksturę, dodaj rozmrożone krewetki. Następnie wszystko przerzuć do żaroodpornego naczynia i przykryj pokruszoną fetą. Nie musisz dbać o regularnie pokrojone kostki sera, wystarczy go rozdrobnić.
4. Wstaw naczynie do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piecz przez 5-10 minut. Czas zależy od tego, jak dobrze udało Ci się wcześniej rozmrozić krewetki. Danie jest gotowe, kiedy ser na wierzchu zacznie się rumienić.
Smacznego!
Posted by Picasa

Smażone krewetki z makaronem soba, czyli o zmiennych przekonaniach

Nie lubiłam krewetek. Właściwie zawsze patrząc na przepisy z ich udziałem, wizualizowałam najpierw ich czarne oczka, a potem ogonki. Jestem świadoma niekonsekwencji w takim stwierdzeniu, skoro daleko mi do wegetarianizmu. Ale na swoją obronę mam fakt, że nigdy nie widziałam zamrożonej całej krowy, a krewetkę owszem. I to w różnych konfiguracjach.
Ale wystarczy jeden bezstresowy wyjazd nam morze, regularne picie dobrego wina i jakoś problem oczu krewetek przestaje być tak poważny. 
Poszerzanie krewetkowych horyzontów nie jest jednak tak łatwe, jak się spodziewałam. Nagle te dziesiątki przepisów, które widziałam gdzieśtam kiedyśtam są nie do odnalezienia, a rodzajów krewetek jest więcej niż mogłabym kiedykolwiek przypuszczać. Ale nikt nie zamierza się przecież zniechęcać.
Dlatego też przedstawiam Wam przepis krewetkowy nr1. Opcja najprostsza, bo od krewetek wymagała tylko usmażenia się w oliwie z czosnkiem, ale podkręcona makaronem soba (Kerfur, dział Kuchnie Świata) w sezamowej marynacie. Bardzo lekkie, bardzo zdrowe, bardzo smaczne.

Składniki (na dwie średnie porcje):
Krewetki:
250g mrożonych gotowanych krewetek
2 ząbki czosnku
oliwa
Makaron:
ok. 40g ziaren sezamowych
75g makaronu soba
1 łyżeczka oliwy
2-3 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka oleju sezamowego
2 dymki
1. W garnku zagotuj wodę, lekko ją posól i ugotuj makaron wg instrukcji na opakowaniu (5-6 minut). 
2. Kiedy makaron będzie gotowy, wrzuć go do miski z zimną wodą i odstaw na bok.
3. Na gorącej oliwie podsmaż posiekany drobno czosnek, a następnie wrzuć rozmrożone wcześniej krewetki (pozbawione ogonków lub nie, jak wolisz). Smaż je przez około 10 minut, ale czas zależy przede wszystkim od tego, czy będą całkowicie rozmrożone czy, tak jak w moim przypadku, nie do końca.
4. Kiedy krewetki są na patelni, możesz zabrać się za marynatę do makaronu – wymieszaj wszystkie płynne składniki i dorzuć posiekaną drobno dymkę. Korzeń wrzucam cały do marynaty, a zielone liście tnę nożyczkami, żeby później posypać nimi potrawę.
5. Odcedź makaron i wrzuć go do marynaty – dokładnie wszystko wymieszaj. 
6. Do krewetek, tuż przed końcem smażenia, dodaj sezam. Smaż jeszcze przez około minutę. Następnie wyłącz palnik i dodaj do krewetek makaron – masz przed sobą już gotowe danie. Do ozdoby możesz posypać porcje dodatkową porcją sezamu i dymką.
Smacznego!
Posted by Picasa