Tarta czekoladowa z konfiturą morelową, czyli o słodko-gorzkiej rzeczywistości

Przez ostatnie miesiące nie raz słyszałam od osób znających mnie osobiście, że ten blog pokazuje rzeczywistość w wersji bezwstydnie hedonistycznej i pogodnej. Niektórzy widzą w tym zaletę, gratulując beztroskiego życia, inni uznają, że przy moim trybie życia jest to wizja mocno odrealniona. Oczywiście, jak zwykle, prawda znajduje się pośrodku.
Czas, który spędzam w kuchni, jest właściwie odrealnioną wersją codzienności. I tak, jest wtedy beztrosko i pogodnie. Chyba, że mówimy o pierwszych podejściach do ciasta na tartę, ale to inna historia. Do kuchni wchodzę z tysiącem różnych emocji. Ale właśnie w gotowaniu tak cudowny jest fakt, że emocje najbardziej negatywne w kuchni po prostu znikają, ponieważ od momentu wyjęcia mąki z szafki zmieniają się moje priorytety. Myślenie o pracy jest po prostu nieefektywne, kiedy podstawowym problemem staje się kwestia doboru odpowiednich proporcji śmietany do nowego  przepisu.
Rzeczywistość często zawodzi, w przeciwieństwie do czekolady. I nie widzę nic złego w tym, że można do niej uciec w gorszej chwili. Wierzę, że jedzenie jest dobre wtedy, kiedy jego przygotowaniu towarzyszą dobre emocje, więc nie pozwalam sobie na myślenie o czymkolwiek negatywnym w kuchni. Parę razy mi się to zdarzyło i serio, to były momenty spektakularnych wpadek kulinarnych.
Na szczęście przy tej tarcie zasada pozytywnego podejścia w kuchni się sprawdziła. I niezależnie jak ciężki mógł być dzień, jedna rzecz się nie zmienia – gotowanie jest hołdem dla przyjemności. Jeśli kiedyś pomyślę inaczej, to będzie znak, że najwyższa pora dokładnie zbadać, skąd dowożą najlepsze jedzenie pod mój adres.

Składniki (na tartę w płytkiej formie o średnicy około 23cm):
Ciasto:
300g mąki
150g zimnego masła
1 jajko
około 2 łyżki ciepłego mleka
szczypta soli
Nadzienie:
5łyżek konfitury morelowej (lub tak naprawdę jakiejkolwiek ulubionej, która jest lekko kwaskowa)
250g gorzkiej czekolady (lub deserowej)
4 jajka
250ml śmietanki kremówki
30g cukru brązowego
1. Przygotuj ciasto, mieszając wszystkie składniki. Celowo nie polecam słodkiego ciasta – połączenie lekko słonej wersji z bardzo słodkim, kremowym nadzieniem jeszcze lepiej podkreśla smak czekolady i konfitury. Z ciasta uformuj kulę, owiń folią aluminiową i wstaw na co najmniej 30 minut do lodówki.
2. Po wyjęciu ciasta z lodówki wyłóż nim formę na tartę. Już nie raz pisałam o wyższości formowania go bez użycia wałka, bezpośrednio w formie, jednak oczywiście fachowcom używającym normalnej metody powiem tylko tyle – szacun. Celowo przygotowuję więcej ciasta niż może wydać się potrzebne na taką tartę, jednak po prostu lubię kiedy boki są grubsze. Jeżeli jednak wolisz przygotować bardziej rasową tartę na cieńszym cieście, jest jedna prosta zasada dla przygotowania ciasta – mąki musi być dokładnie 2x tyle co masła. Mleko służy do połączenia ciasta, więc użyj go w ilości, która zagwarantuje, że ciasto będzie się formować w zbitą masę.
3. Włóż ciasto na tartę do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 10 minut. Pamiętaj o jego obciążeniu fasolą lub ryżem w trakcie pieczenia – dzięki temu się nie podniesie i zachowa kształt.
4. Kiedy ciasto jest w piekarniku, przygotuj czekoladowy krem – stop czekoladę w kąpieli wodnej. Roztrzep jajka, dodając cukier i śmietankę. Kiedy czekolada się rozpuści, połącz wszystkie składniki.
5. Po wyjęciu ciasta z piekarnika poczekaj 10 minut aż trochę przestygnie. Następnie posmaruj konfiturą i wylej czekoladową masę.
6. Wstaw tartę ponownie do piekarnika nagrzanego tym razem do 190 stopni i piecz przez 10-15 minut.
Smacznego!

 

Posted by Picasa

Brownie nr3, czyli kiedy słowo light brzmi jak dowcip

 

Zawsze jest okazja do kultywowania obsesji na brownie. Czy to deprecha, czy to finał YCD, pewne rzeczy są niezmienne: obecność dwóch tabliczek czekolady w Komodzie to podstawa, by świat stał się lepszym miejscem. Właśnie, zauważcie, że przy tym przepisie dwukrotnie ograniczyłyśmy ilość czekolady, dlatego pozwalam sobie nazywać to brownie dietetycznym. Do tego ma orzechy, czyli jest zdrowe i dobrze wpływa na koncentrację.
Wiem, że posiadam już dość długą historię przepisów dietetycznych tylko z nazwy, ale w inny sposób brownie działać nie może. Albo cieszymy się niezmiernie, że je jemy, albo patrzymy na nie pożądliwym wzrokiem i przeliczamy na wrzucone do niego łyżki masła.

A tak poza tym, gdyby ktoś się zastanawiał, to nasz plan zdrowego żywienia poszedł się gonić. Ale oczywiście wracamy do niego dzielnie. Znowu 😉

Składniki (na kwadratową formę o boku ok 23cm):

180g masła
200g ciemnej czekolady (np. deserowej)
3 jajka
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (lub waniliowego)
250g cukru pudru
115g mąki
1/2 łyżeczki soli
80g orzechów włoskich

1. Rozpuść masło i czekoladę w jednym garnuszku.
2. W misce ubij jajka z cukrem i ekstraktem, a następnie dodaj mąkę, orzechy i sól.
3. Lekko ostudzoną czekoladę z masłem przelej do miski i wszystko dokładnie wymieszaj.
4. Przelej masę do formy i piecz przez 25 minut w temperaturze 180 stopni. Jeżeli nie posiadasz formy teflonowej, dla bezpieczeństwa wysmaruj ją lekko masłem przed pieczeniem.
Smacznego!

 

Posted by Picasa

Kostka orzechowa, czyli jak tu zmierzyć się z Legendą

Przerwa, długa przerwa. Zainteresowanym polecam winić godzinne dojazdy do nowej pracy, magisterkę w fazie wykończeniowej i kultywowanie rodzinnych relacji. Czekając na wenę i czas zapomniałam z dziesięć razy, o czym chciałam napisać odnośnie tego deseru, ponieważ okoliczności przygotowania różnych potraw z czasem niestety zlewają mi się w jedną wizję z rozlaną czekoladą i mąką na ścianie w rolach głównych. Ale pamiętam przede wszystkim to, że Karola zgłosiła mi ogromne zainteresowanie Kostką w swojej pracy, a to mi z kolei przywodzi na myśl jedną, przewodnią prawdę: Nie żyjesz póki Orzechowca nie znasz.

W naszej rodzinie istnieje seria przepisów kultowych, których pojawienie się za każdym razem wywołuje ogromne poruszenie. Ogromne. Nie wszystkie przepisy mają długą i romantyczną historię i wydaje mi się, że wiele z nich to hiciory ostatnich lat. Jednym z nich jest kultowy Orzechowiec, autorstwa Olgi, mojego orzechowcowego (i nie tylko) guru oraz cioci w jednej osobie.

Ten przepis jest zbliżoną wersją tego deseru, trochę słodszą i bazującą na mlecznej czekoladzie, zamiast ciemnej, jak w oryginale. Oczywiście wariacji jest nieskończenie wiele i z czasem pewnie będę eskperymentować z proporcjami czy rodzajem polewy, jednak przy pierwszym podejściu starałam grzecznie trzymać się Nigellowego przepisu.

Dlatego oto poznajcie młodszą siostrę Orzechowca. Równie grzeszną, być może skromniejszą i słodszą, ale dzielnie aspirującą do poziomu swojego starszego brata.

Składniki (do kwadratowej formy o boku ok. 23cm):

Baza:
50g cukru muscovado (light lub dark – przepis mówi dark, ja kupiłam light i byłam szczęśliwa)
200g cukru pudru
50g masła
200g masła orzechowego (przepis mówi “gładkiego”, ja mówię: róbcie co chcecie, myślę, że i tak będzie pyszne)

Polewa:
200g mlecznej czekolady
100g czekolady deserowej lub gorzkiej
1 łyżka niesolonego masła

1. Wymieszaj w misce wszystkie składniki na bazę. Ręczne mieszanie wymaga trochę czasu, jednak nie sprawia żadnego problemu.

2. Ułóż masę w formie mocno dociskając i pamiętając, żeby stworzyć jak najbardziej równomierną warstwę.

3. Przygotuj polewę roztapiając w garnku masło i czekolady. Następnie rozlej ją na orzechowej masie.

4. Wstaw formę do lodówki na około godzinę. Kiedy czekolada będzie całkiem twarda, potnij deser na małe kosteczki.

Smacznego!

Posted by Picasa

Mufiny czekoladowo-pomarańczowe dla Ewy, czyli pakiet dziękczynny

Prawda jest taka, że ja i Karolcia jesteśmy dość zaradne. Uratowałyśmy już mieszkanie przed powodzią, przetrwałyśmy nienormalne lizbońskie upały, jednej z nas udało się nie zostać ugryzioną przez Yorkshire Terriera, a druga potrafi tak opiekować się bazylią, że nie zdechnie po dwóch dniach od przyniesienia ze sklepu. Jednak są pewne ograniczenia dla całej tej naszej zaradności, jak na przykład MS Office Word.
Ale mamy tyle szczęścia, że w chwilach zwątpienia w sprawiedliwość świata, na horyzoncie pojawia się wybawienie. Karoli objawiło się ostatnio w postaci Ewy, która odratowała jej licencjat z poważnego komputerowego kryzysu. I w takich sytuacjach uruchamiamy nasz pakiet dziękczynny, który obejmuje pełen zakres potraw, które można przygotować z wykorzystaniem max dwóch palników i małego piekarnika (czyli raczej indyk nie wejdzie – taka informacja dla potencjalnych wybawców).
Dlatego też prezentuję dziś przepis na czekoladowo – pomarańczowe mufiny, przygotowane na życzenie Ewy. Wersja ze zdjęcia zawiera ciemne kakao, ostatnim razem przygotowałyśmy je ze słodkim kakao do picia – bardzo, bardzo ciekawe rozwiązanie. Ponadto, jest to zmodyfikowany przepis w stosunku do poprzednich mufinów czekoladowo-pomarańczowych. Myślę, że ta wersja jest lżejsza i naprawdę polecam porównanie obu przepisów wszystkim mufinowym eksperymentatorom.
PS. Siostro, po twojej deklaracji w komentarzu do brownie uznaję, że już się pakujesz, żeby przyjechać wreszcie na ciasto.

Składniki na 12-14 mufinów:
260g mąki pszennej
25g kakao
165g cukru pudru
50g roztopionego masła
160ml mleka
120g śmietany 22%
2 jajka
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 tabliczki czekolady (użyłam mlecznej i białej)
50g kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
1. Roztop masło i pozostaw w garnku do ostygnięcia.
2. Wymieszaj wszystkie składniki. Z lenistwa możesz zrobić to w jednej głębokiej misce, jednak dokładniej wymieszasz wszystko dzieląc składniki na dwie miski. Do jednej wlej mleko, śmietanę, dwa jajka, ekstrakt i roztopione masło. Wymieszaj. W drugiej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, kakao, cukier, sodę, proszek do pieczenia, pokruszoną czekoladę, skórkę pomarańczową. Na samym końcu połącz składniki sypkie i płynne. Pamiętaj, żeby mieszać je tak krótko, aby tylko dokładnie je wymieszać, wykonaj przy tym jak najmniej ruchów.
3. Rozlej ciasto do foremek i piecz przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.
Smacznego!
Posted by Picasa

Potrójnie czekoladowe ciasteczka, czyli coś od siebie

Nie jestem ostatnio najbardziej dziarską osobą na świecie, chociaż nie mam prawa mieć do losu żalu absolutnie o nic. Pytania “co by było gdyby” są nie na miejscu w sytuacji, kiedy moim jedynym zmartwieniem powinien być dylemat w stylu “jak walnę dodatkowy podrozdział o brazylijskich mediach, to czy za bardzo odjadę od tematu czy w jakże sprytny sposób dodam sobie kilkanaście stron”.
A jak się ma to do ciastek, już tłumaczę. To były moje ciastka pożegnalne. Kiedy przygotowuję coś dla innych w ramach swoistego “dziękuję”, staję przed dylematem, czy szykować coś szpanerskiego i odjechanego, czy może kierować się jedynym egoistycznym kryterium: co chciałabym najbardziej zjeść i co sprawiłoby mi największą przyjemność. To mało medialne stwierdzenie. Muszę się przyznać, że uwielbiam przygotowywać jedzenie dla innych, jednak to mnie przypada największa frajda oblizywania łyżek i próbowania pierwszego kawałka. Jestem hedonistką, a gotowaniem mogę trochę się rozgrzeszyć, dając część tej mojej ogromnej przyjemności innym.
Nie chcę egzaltować tego mojego lekkiego doła, absolutnie nie uważam, że jest to wydarzenie godne jakiejkolwiek dłuższej dyskusji. Dobrze jest czasem sobie w nim po prostu pobyć i dać sobie czas. A chyba nie jest zaskoczeniem dla osób, które mnie znają, że właściwie przekazywanie emocji najłatwiej mi wychodzi jedzeniem. Więc po prostu upiekłam te moje ukochane, hedonistyczne ciastka i teraz pozwalam sobie posiedzieć trochę w spokoju.

Składniki (na około 12-16 ciastek):
125g gorzkiej czekolady
150g mąki
30g kakao
1 łyżeczka sody (opcjonalnie)
1/2 łyżeczki soli
125g miękkiego masła
75g brązowego cukru
50g drobnego białego cukru
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (lub jeśli chcesz dodać skórkę pomarańczową, proponuję cytrynowy)
1 jajko z lodówki
3 tabliczki czekolady (ja wybieram dwie mleczne i jedną białą)
możesz dodać skórkę pomarańczową – ciastka są wtedy trochę lżejsze w smaku i dzięki temu można zjeść ich więcej
1. Rozpuść 125g gorzkiej czekolady w kąpieli wodnej.
2. W jednej misce wymieszaj mąkę, kakao, sodę i sól.
3. W drugiej misce utrzyj masło i oboma rodzajami cukru, a następnie do mikstury dodaj roztopioną czekoladę. Wszystko wymieszaj, a następnie dodaj jeszcze jajko i ekstrakt.
4. Do płynnej masy dodaj sypkie składniki z pierwszej miski oraz pokruszone 3 tabliczki czekolady.
5. Na folii aluminiowej poodmierzaj porcje ciastek, najłatwiej za pomocą łyżki do lodów. Pamiętaj, żeby zostawiać odstępy około 5cm między ciastkami. Nie uklepuj kulek, roztopią się i uzyskają ładną, okrągłą formę przy pieczeniu.
6. Piecz ciastka 18 minut w temperaturze 170 stopni. Przy wyjmowaniu bardzo ostrożnie przekładaj je na papierowe ręczniki, najlepiej odczekując około 5 minut po wyjęciu z piekarnika, żeby pozwolić im stwardnieć. Mi brakuje cierpliwości, co kończy się 1/3 złamanych ciastek, które muszę wtedy zjeść sama. Straszna ze mnie niezdara, no straszna..
Smacznego!
Posted by Picasa

Brownie nr2, czyli były sobie 4 tabliczki czekolady

Wiem, że wrzucałam już pomysł na brownie, ale w miarę czekoladowego rozwoju zaczynam się orientować, że z brownie jest jak z portugalskim bacalhau. Istnieje na niego z tysiąc przepisów i ciężko stwierdzić, czy one zasadniczo mogą się różnić między sobą na poziomie przepisu nr 556, jednak taka ilość rozwiązań daje cudowną nadzieję, że następne brownie będzie lepsze od poprzedniego, że może własna zmiana w proporcjach doprowadzi nas do czekoladowego ideału i że może przez to stworzymy wart zanotowania przepis nr 1001..
Z tą lekką manią wielkości na punkcie czekolady przedstawiam więc Brownie nr 2, wersję o lekko twardszej konsystencji, o mocniejszym smaku. Idealne z lodami, ale to chyba nikogo nie zaskakuje..

Składniki (do formy o boku 20cm):

150g masła
200g gorzkiej czekolady (do tego przepisu użyłam jednej deserowej i jednej o 90% zawartości kakao)
175g cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego
3 jajka
75g mąki
100g białej czekolady
100g mlecznej czekolady
1. W garnku roztop czekoladę gorzką i masło, a następnie lekko je ostudź.
2. Ubij jajka z cukrem i ekstraktem. Następnie dodaj mąkę i wymieszaj.
3. Do mikstury dodaj masę czekoladową oraz pokruszone kawałki czekolady.
4. Piecz 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni.
Smacznego!
Posted by Picasa

Trufle cytrynowe, czyli urodzinowe cytrusy

Posted by Picasa

W ramach przygotowań do obchodów urodzin Mamy, przez chwilę rozważałam opcję tort. Już zaczęłam wizualizować krem, ozdoby, nadzienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to i mama i ja, i praktycznie reszta zainteresowanych jest na diecie. Zdaję sobie sprawę z paradoksu, jakim jest pisanie kulinarnego bloga w trakcie odchudzania, ale o tym kiedy indziej. Po prostu tort, który kojarzy mi się z obfitością słodyczy, z lukrem, grzesznym kremem i kopiastymi porcjami na talerzach, nagle wydał mi się deserem zbyt rozpustnym. Dlatego postanowiłam stworzyć coś w wersji mini, coś, czym można się delektować, w moim rozumieniu, bez poczucia jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Nie żyję złudzeniami, trufla to trufla i nie można jej w żaden sposób nazwać dietetyczną. Ale jedna czekoladowa kuleczka wygląda tak niewinnie, że nie można jej uznać za zakazaną ani szkodliwą. Dwóch raczej też nie. Może problem zaczyna się po pięciu, ale to już jest kwestia indywidualna.

Składniki na około 50 trufli:
300g czekolady deserowej
100g czekolady mlecznej
3/4 szklanki śmietany kremówki (ja użyłam Rama Cremefine do Ubijania)
3 łyżki skórki pomarańczowej
2 łyżeczki ekstraktu cytrynowego
1 łyżka golden syrup (lub miodu)
2 łyżki Triple Sec
kakao do posypania
1. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, a w tym samym czasie podgrzewaj śmietanę na patelni.

2. Dodaj do czekolady łyżkę masła i poczekaj aż się rozpuści. Dobrze wymieszaj. Pilnuj temperatury – jeśli woda będzie za gorąca, czekolada zacznie się zbijać w grudki.

3. Dodaj do śmietany posiekaną skórkę pomarańczową, ekstrakt cytrynowy i golden syrup.

4. Kiedy czekolada się rozpuści, zdejmij patelnię ze śmietaną z ognia i przelej do niej czekoladę. Dokładnie mieszając, dolej Triple Sec.

5. Przelej masę do płaskiego naczynia i odstaw na minimum 2 godziny do zamrażarki (ja wykorzystałam balkon i wsadziłam miskę do śniegu – działa świetnie).

6. Kiedy masa będzie twarda, wyjmij ją i formuj małe kuleczki. Możesz do odmierzania użyć łyżeczki, kulki najlepiej formować ręcznie. Jeśli uznasz, że coraz trudniej formować Ci kulki, bo masa zaczyna się zbytnio ogrzewać i rozpuszczać, lepiej wstawić ją na chwilę z powrotem do zimna, żeby ponownie zastygła i potem wrócić do formowania.

7. Ułóż kulki na folii aluminiowej i wstaw z powrotem do zamrażarki. Tym razem trzymaj je w zimnie jak najdłużej, minimum 2 godziny. Wszystko po to, żeby nie topiły się później w kontakcie z gorącą czekoladą, kiedy będziesz je nią oblewać.

8. Roztop mleczną czekoladę i kiedy będzie całkiem płynna, wyjmij połowę trufli i obtaczaj je w czekoladzie. Drugą partię przygotowuję w łatwiejszy sposób – obtaczam je po prostu w kakao przesypanym wcześniej przez sitko. Do maczania trufli w gorącej czekoladzie używam szczypców do spaghetti. Z doświadczenia polecam, chociaż wiem, że często poleca się nadziewanie trufli na widelec.

9. Po obtoczeniu trufli w mlecznej czekoladzie musisz odczekać jeszcze kilkadziesiąt minut, aż zastygnie. Trufle w kakao możesz podawać od razu 🙂 Możesz je przechowywać przez kilka dni, nawet do tygodnia – pamiętaj tylko, żeby pozostawiać je w lodówce.

Smacznego!

Brownie cytrusowe, czyli poświąteczna akcja ratunkowa

Lekiem na świąteczne obżarstwo jest poświąteczne obżarstwo, podczas którego pozbywamy się wszelkich nadwyżek jedzenia tak szybko, jak to możliwe. Absolutnie nie należy się dołować, ponieważ piekąc/gotując/smażąc robimy sobie przysługę, przyspieszając powrót do punktu 0, w którym możemy z czystym kontem oddać się powracaniu do żywieniowej normalności.

Skoro już wytłumaczyłam mój system działania, pora na złożenie hołdu Brownie. Brownie, jako klasyk klasyków, jest absolutną czekoladową podstawą, jednak w ramach akcji poświątecznej wykorzystałam do niego nieklasyczne składniki. Inaczej mówiąc, resztki. Ale nazwa Brownie z Resztek absolutnie nie pasuje do efektu, jaki osiągnęłyśmy z moją siostrą wczoraj w nocy, kiedy to postanowiłyśmy zamienić planowane mufiny na coś bardziej czekoladowego i grzesznego.
Dodałam ekstrakt cytrynowy z braku ekstraktu waniliowego i w taki sposób uzyskałam zupełnie nowy, obłędny aromat. Czekolada zachowała swoją słodycz, jednak jej smak jest lżejszy. Skórka pomarańczowa dodała też kontrast dla białej czekolady, przez co brownie cytrusowe nie ma w sobie śladu ciężkości, jakiej możnaby się spodziewać po nieznośnej wręcz ilości wykorzystanej czekolady.

Składniki (dla kwadratowej blachy o średnicy ok 21cm):

115g miękkiego masła
300g drobnego cukru
5 jajek
70g mąki pszennej
70g kakao
1 łyżka ekstraktu cytrynowego
4 łyżki (wg uznania) kandyzowanej skórki pomarańczowej
250g ciemnej czekolady (wykorzystałam czekoladę z rodzynkami)
50g białej czekolady

1. Wrzuć 200g czekolady do garnka postawionego na garnku z gorącą wodą. Podrzewaj wodę, ale nie doprowadzaj jej do wrzenia. Pamiętaj, żeby woda nie dotykała dna garnka, w którym jest czekolada – wtedy w czekoladzie pojawią się grudki.

2. Dokładnie wymieszaj cukier z masłem (możesz użyć miksera).

3. W oddzielnej misce ubij jajka i wymieszaj je z ekstraktem cytrynowym.

4. Powoli przelewaj jajka do miski z masłem i cukrem, cały czas mieszając. Dodaj rozpuszczoną czekoladę, mąkę i kakao. Wszystko dokładnie wymieszaj i wrzuć posiekaną ciemną czekoladę (pozostałe 50g), białą czekoladę i skórkę pomarańczową. Czekolady nie musisz siekać dokładnie, kawałki mogą mieć około 0.5cm średnicy.

5. Nagrzej piekarnik do 170 stopni. Przelej masę na brownie do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez 20 minut.

6. Po wyjęciu z piekarnika ciasto będzie płynne – jest przepyszne, jednak warto poczekać aż zastygnie. Moja siostra uważa, że jeszcze lepsze jest z lodówki, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie 🙂

Smacznego!

Ciasto czekoladowa chmurka, czyli Paulinka rulez

W tym roku dostałam najsmaczniejszy urodzinowy deser świata. Już z samego wyglądu można ocenić, że jest w tym cieście coś obłędnie grzesznego, jednak dopiero po spróbowaniu zobaczycie, że to ciasto to o wiele więcej niż krem i czekoladowy spód. Możecie uznać, że czekoladowych ciast próbowaliście mnóstwo i że niewiele może Was już w tej kwestii zaskoczyć, jednak popełniacie błąd mówiąc to przed spróbowaniem czekoladowej chmurki.

Paulinka, która upiekła to ciasto, przekazała mi przepis i pozwoliła go opublikować. Jeszcze raz – dzięki! :*

składniki masy:
* 250g ciemnej czekolady (min. 70% kakao)
* 125g miękkiego masła
* 6 jajek: 2 całe, 4 rozdzielone na białko i żółtko
* 175g cukru
* 2 łyżki likieru Cointreau (niekoniecznie)
* starta skórka pomarańczy (niekoniecznie)
tortownica (o 23cm)

składniki śmietanki:
500ml śmietanki kremówki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub 2 łyżeczki cukru wanilinowego
1 łyżka likieru Cointreau (niekoniecznie)
1/2 łyżeczki gorzkiego kakao

przyrządzenie ciasta:
1. rozgrzać piekarnik do 180C, dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia
2. rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, dodać do niej masło, poczekać aż się rozpuści, całość zostawić do przestygnięcia
3. ubić 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru, potem delikatnie dodać czekoladę z masłem, likier i skórkę pomarańczy
4. w innej misce ubić 4 białka na pianę, a następnie stopniowo dodawać 100g cukru, aż do uzyskania błyszczącej, nie za bardzo sztywnej piany
5. dodać kilka łyżek piany z białek do masy czekoladowej i wymieszać
6. całą masę czekoladową dodać do pozostałej piany z białek i wymieszać
7. wyłożyć masę do tortownicy i piec ok. 35-45 min
8. upieczone ciasto ostudzić, w miarę stygnięcia środek ciasta powinien się zapadać, a brzegi powinny być kruche i nierówne, ciasto należy wyjąć z tortownicy na paterę
9. ubić śmietanę, dodać ekstrakt waniliowy/cukier wanilinowy i likier, śmietana powinna być stojąca ale nie całkiem sztywna
10. wypełnić zagłębienie ciasta śmietaną
11. delikatnie oprószyć wierzch ciasta kakao

Czekoladowo – pomarańczowe mufiny, czyli czysty hedonizm

Moją filozofię dotyczącą Mufinów opowiedziałam przy poprzednim wpisie, więc teraz ograniczę się tylko do jednej rady: zjedzcie choć jednego Mufina czekoladowego chwilę po wyjęciu z piekarnika, a nic już nie będzie takie samo. Płynna, gorzka czekolada w połączeniu ze słodyczą i aromatem pomarańczy to jest coś tak nieprzyzwoicie pysznego, że czasami trudno mi uwierzyć, że taki smak uzyskuje się używając dwóch misek i składników dostępnych w sklepie za rogiem.

Składniki na 12 mufinów:

250g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżki stołowe kakao
175g cukru pudru
150g pokruszonej czekolady
50g kandyzowanej skórki pomarańczowej

250ml mleka
90ml oleju słonecznikowego
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

1. Nagrzej piekarnik do 200 stopni. W głębokiej misce połącz sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, kakao, cukier, czekoladę, skórkę pomarańczową. Wymieszaj.

2. W drugiej misce połącz płynne składniki: mleko, olej, jajko oraz ekstrakt waniliowy. Wymieszaj.

3. Powoli przelewaj płynną miksturę do miski z sypkimi składnikami. Delikatnie mieszaj i pamiętaj – im krócej będziesz mieszać ciasto na Mufiny, tym lepiej.

4. Rozlej ciasto do 12 foremek i wstaw do piekarnika na 20 minut.

Smacznego!