Mufiny w trzech odsłonach, czyli słodyczomania jako reakcja na otaczającą rzeczywistość

To jest ten okres, kiedy na pytanie “To co tam u Ciebie”, odpowiedź “Po staremu” naprawdę, naprawdę jest nieadekwatna. Zmieniłam pracę, w piątek miałam pierwszy dzień w nowej. Pożegnanie z ekipą spod znaku Żurawia (dla wyjaśnienia, ten jakże wyszukany kryptonim to nie obelga, tylko hołd dla mojego ulubionego logo) było dla mnie niepoprawnie wzruszające i trudne. Pozostaje mi wierzyć, że przekupując towarzystwo jedzeniem, będę miała szansę wkupić się w ich łaski także poza terenem biurowca.

Druga rzecz – zmieniam mieszkanie. Już za chwileczkę, już za momencik zrobię zdjęcie na stole w kuchni, którą wstawiłam w miejscu salonu. Jest duża. Jest przy oknach. Niedługo przywitam nieprzyzwoicie duży stół.

Trzecia (taka kolejność wyłącznie z aspektów stylistycznych) – Karola, moja najbliższa i najważniejsza kulinarna recenzentka, wyjeżdża na rok w delegację. Żaden przepis nie wyszedł z kuchni bez jej aprobaty i szczerze, nie wiem, jak Skype zamierza mi to zrekompensować. Nie znam lepszego partnera do degustacji makaroników i do wszelkich podróży kulinarnych – czy to Paryż czy buda z Megażelami na festiwalu. Z drugiej strony – Karola Gotuje. I to jak. Nawet nie chcę zaczynać opisywać pustki, jaką wywoła jej brak obecności w domu, ale dodając do tego jeszcze brak jej sosu pomidorowego – ludzie sobie z takimi zmianami po prostu nie radzą.

W obecnej sytuacji, co robi każda normalna, acz skołowana dziewczyna? Je. Albo gotuje. Tym sposobem zaczynam fazę dań pożegnalnych – brzmi to smutno, jednak o ile smutniej byłoby żegnać się przy chipsach.

Dlatego też na pożegnanie w pracy przygotowałam trzy rodzaje mufinów – trzy smaki, żeby uszczęśliwić frakcje czekoladową, kawową i owocową. A z mojej własnej perspektywy – filozofię Mufina przedstawiłam nie raz i powtórzę – nie ma takiej rzeczy na świecie, której nie potrafiłby naprawić dobry mufin.

Przepisy powstały na bazie z The Ultimate Muffin Cookbook duetu Weinstein i Scarborough. Kiedy pieczesz Mufiny Dziękczynne dla ludzi, którzy dali Ci tyle uśmiechu co mnie przez ostatnie dwa lata w pracy, nie eksperymentujesz z ciastem, tylko idziesz po radę do Amerykanów, po prostu.

Poniżej podaję składniki na 12 sztuk standardowej wielkości mufinów. Do każdego rodzaju obowiązują takie zasady pieczenia:

1. W oddzielnej misce wymieszaj wszystkie sypkie składniki.

2. W innej ubij jajka, a następnie dolewaj pozostałe składniki płynne. Następnie do sypkich dodaj płynne delikatnie mieszając – tylko tyle, żeby składniki się połączyły, a nie przemieszały za mocno.

3. Piecz mufiny w temperaturze 180 stopni przez średnio 23 minuty.

4. Po upieczeniu ustaw je na metalowej kratce do ostygnięcia.

Dodatkowe uwagi do poszczególnych przepisów podaję poniżej. Proporcje w szklankach – w końcu przepisy są prawdziwie amerykańskie 😉

Mufiny kakaowe z kawałkami czekolady

2 szklanki mąki pszennej
3/4 szkl. drobnego cukru (może być brązowy)
1/2 szkl. przesianego kakao
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
50g posiekanej mlecznej czekolady

2 jajka w temperaturze pokojowej
1 i 1/4 szkl. mleka 2% lub 3,2%
1/3 szkl. oleju roślinnego
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Opcjonalnie: oprócz pokruszonej czekolady możesz dodać garść płatków migdałowych.

Mufiny z cytrynowym kremem

1 i 3/4 szkl. mąki pszennej
1/2 szkl. mąki kukurydzianej
1/2 szkl. drobnego cukru
2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli

2 jajka w temperaturze pokojowej
1 szkl. maślanki lub śmietany (min 18%)
1/4 szkl. oleju roślinnego
1/3 szkl. soku z cytryny
2 łyżki skórki startej z cytryny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Krem cytrynowy: możesz kupić gotowy (np. z Marks & Spencer), lub przygotować własny, na przykład według tego przepisu.

Żeby nałożyć krem, najpierw wypełnij foremki do połowy gotowym ciastem, następnie nakładaj po pół łyżeczki kremu na sam środek każdego mufinka. Na koniec, przykryj mufiny resztą ciasta pilnując, żeby krem był całkowicie “schowany”.

Kawowe mufiny z ciasteczkami Oreo

1 szkl. i  2 łyżki mleka
2 łyżki kawy rozpuszczalnej

2 szkl. mąki pszennej
2/3 szkl. cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
10 pokruszonych ciasteczek Oreo

1 jajko
8 łyżek stopionego i ostudzonego masła
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Przed ubiciem jajek, pamiętaj żeby stopić i ostudzić masło. Przygotuj też mleko – podgrzej je mocno i rozpuść w nim kawę. Następnie ostudź tą miksturę i dodaj do płynnych skłaników.

Smacznego!


Proste ciasto cytrynowe, czyli przechwałki kulinarne

Kiedy pieczesz jedno ciasto dwa razy pod rząd i za każdym razem nie masz nawet resztek żeby sprawdzić, jak smakuje dzień po upieczeniu, to albo głodzisz swoje towarzystwo przez tydzień i jest im wszystko jedno, co przed nimi postawisz, albo robisz kawał dobrej roboty. Nikogo nie głodziłam. Jestem super w cieście cytrynowym i mogę to sobie nawet wpisać w CV – tak bezwstydnie jestem z siebie dumna.

Sztuka polega na procesie dodawania składników – to klucz do otrzymania tej miękkiej, pełnej konsystencji, która uszczęśliwia mnie bardziej niż zniżka na praliny. Podzielcie składniki na 3 miski – masę jajeczno-cukrową, suche składniki i mleko z wanilią. I dodawajcie do masy jajecznej na zmianę suche składniki i mleko –  i tak kilka razy, bardzo dokładnie mieszając.

Jestem pewna, że to odkrycie to oczywista oczywistość dla bardziej wtajemniczonych, jednak nie mam aspiracji na stanowisko kulinarnego konkwistadora, a jedynie chcę dobrze jeść. Cytryny i ciasto prowadzące do samouwielbienia w moim świecie byłyby podstawą każdego zestawu terapeutycznego.

Składniki (na podłużną formę o wymiarze 23x13cm):
300g drobnego cukru
3 jajka
skórka starta z 2 cytryn
350g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
250ml mleka 3,2%
ziarenka z 1 laski wanilii
200g stopionego masła
Syrop:
skórka i sok z 1 cytryny
50g drobnego cukru
100ml wody

 

1. W elektrycznym mikserze ubij jajka z cukrem i skórką cytrynową.
2. Do drugiej miski przesiej mąkę, proszek do pieczenia i sól. Do trzeciej miski wlej mleko z wanilią.
3. Łącz składniki dodając do masy jajecznej kolejno: 1/3 suchych składników (mąka itp) i 1/3 mleka – i tak po kolei, na zmianę, aż do połączenia wszystkich składników. W trakcie dodawania, mikser powinien cały czas być włączony na średnie obroty. Kiedy opróżnisz miski z mąką i mlekiem, podkręć obroty i poczekaj aż cała masa stanie się lekka i puszysta.
4. Spowolnij obroty miksera i delikatnie wmieszaj stopione masło – poczekaj aż wszystkie składniki znowu się idealnie połączą.
3. Przelej masę do formy i piecz ciasto w temperaturze 170 stopni przez około 1h15min.
4. Opcjonalnie: możesz przygotować syrop, którym polejesz ciasto, żeby uzyskać słodką skórkę na wierzchu i wilgotniejsze ciasto. Podczas, gdy ciasto się piecze, wrzuć do garnuszka sok i skórkę cytryny, dosyp cukier i zalej wszystko 100ml wody. Doprowadź do wrzenia i gotuj aż do momentu, kiedy objętość syropu zredukuje się o połowę i kiedy uzyskasz kleistą konsystencję.
5. Ciepłe ciasto ustaw na metalowej kratce nad zlewem i ponakłuwaj lekko skórkę wykałaczką. Następnie wylewaj powoli i równomiernie syrop na wierzch ciasta.
Smacznego!

Ciastka orzechowe z konfiturą, czyli nowy faworyt Kaliny

Przeglądanie amerykańskich przepisów bywa frustrujące – trudno mi przekonać się do mierzenia proporcji składników w szklankach. Jednak świat należy do odważnych i spróbowałam przekonać się do tej utopijnej wizji pieczenia, w której szklanka po musztardzie pozwala Ci bezstresowo i spontanicznie przygotować coś pysznego. Żadnych cyferek, żadnego resetowania wagi – sielanka w kuchni i więcej czasu na bujanie się w rytm kuchennego Hitu Dnia. Wolę się nie przyznawać, jakie bity rządziły ostatnio, swoją drogą.

I tak owe ciastka powstały przy użyciu szklanki i łyżeczki. I jest to o tyle fenomenalne, że Kalina – przyjaciółka i doświadczona degustatorka, wyraziła swoje uwielbienie właśnie dla tych prostych tworów, które, w moim odczuciu bardziej zrobiły się same niż spod mojej ręki. Ale zawsze ufam przyjaciołom – skoro są pyszne, to bez skrupułów ogłaszam, że te ciastka są nowymi liderami w naszym lokalnym ciasteczkowym rankingu.

Składniki (na około 20 ciastek):

2 szkl. orzechów włoskich
2 szkl. mąki
1/3 szkl. brązowego cukru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki cynamonu
200g masła (tu nie ma co przesadzać ze szklankami – opakowanie i już)
1 szklanka pokrojonych drobno suszonych fig
1 ubite jajko
1/2 szkl. mleka
po łyżeczce konfitury na wierzch ciastek – polecam porzeczkową

1. Wymieszaj w misce sypkie składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon, sól z zimnym masłem pokrojonym w kostkę.

2. Dodaj orzechy włoskie i figi – nie siekałam ich, co nadało nadało bardziej przypadkowy kształt, ale też ciekawszą, według mnie, teksturę. Jeśli wolisz zachować bardziej “ciasteczkowy” kształt – posiekaj drobno zarówno orzechy jak i figi. Wymieszaj wszystko razem w misce.

3. Na koniec dodaj płynne składniki – mleko i ubite jajko. Wymieszaj tylko do momentu, kiedy składniki się połączą.

4. Nakładaj łyżką kulki z ciasta, lekko uklepując wierzch tak, aby utworzyło się miejsce dla konfitury. Nakładaj po łyżeczce na każde ciastko.

5. Piecz w temperaturze 170 storni przez 20 minut. Podawaj po ostudzeniu (wyjęte od razu z piekarnika będą jeszcze miękkie).

Smacznego!

Batoniki migdałowe z daktylami, czyli dylematy o Imperium Gastronomicznym

Coraz częściej jest mi głupio wobec rodziny, przyjaciół czy ziomali z sąsiednich biurek w pracy z powodu moich rozważań o stworzeniu Imperium Gastronomicznego. Powtarzam się na ten temat bezwstydnie, jednak mogę się wytłumaczyć. Otóż pomruki zadowolenia przy jedzeniu moich potraw plus opinia Rodziców, że powinnam napisać powieść łączą się w coś, co nazwałabym wiarą w swoje możliwości. Gotowanie niezmiennie pozostaje jedną z moich największych przyjemności, a poprawną składnię ćwiczyłam od najmłodszych lat już przy pierwszej powieści autobiograficznej. Fabułę wówczas osadziłam wokół zakupu chomika, teraz piszę niezłe maile, czasami składam czeskie rymy w kartkach świątecznych do Rodziców, no i piszę tego bloga. I też mam z tego ogromną frajdę.
Niestety zdałam sobie sprawę, że frajda nie wystarcza, żebym uwierzyła w siebie na tyle, żeby zrobić coś więcej w kierunku kulinarnym. I mocno z tym walczyłam przez dłuższy czas, przymuszając się do myślenia, że jak nie ruszę tyłka w kierunku radosnej twórczości i autopromocji, to czeka mnie dramat niespełnienia i poczucie zmarnowanej szansy. Ale ale, po to mamy korki w Warszawie, żeby sobie wszystko elegancko poukładać w głowie. 
I tak bez poczucia winy, nie dbając o dużą różnorodność, podaję tutaj kolejny przepis na coś słodkiego, bo akurat takie dania sprawiają mi największą przyjemność. Jest to banalny przepis, bo takie pomysły można po prostu najszybciej zjeść. I z taką postawą jest mi o wiele łatwiej pamiętać, że Imperium Gastronomiczne może nie stworzy się samo, ale nie stworzy się też ze stresu i negatywnych rozkminek. Posłusznie deklaruję zaangażowanym w analizowanie mojego kulinarnego rozwoju, że nie będę się już spinać, a jedynie bezstresowo wkupywać się w Wasze łaski jedzeniem, jak to mam w zwyczaju.
A dla zainteresowanych batonikami – kluczem są migdały i jakiekolwiek kleiste suszone owocki. Daktyle to dobra baza, ale proponuję eksperymenty z dodawaniem do nich śliwek czy moreli. Uznajmy, że jest to niezwykle, niezwykle zdrowe jedzenie, a że przy okazji cudownie słodkie, to tylko efekt uboczny.

Składniki ( do blachy o średnicy ok. 23cm):

150g migdałów
200g suszonych daktyli
100g suszonej żurawiny
4 łyżki soku jabłkowego
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
cukier puder do posypania

1. Jeśli nie udało Ci się kupić mielonych migdałów, rozdrobnij je w blenderze, doprowadzając do grudkowatej masy. Dodaj do nich daktyle i żurawinę, dokładnie siekając wszystko w blenderze.

2. Przerzuć bakalie do miski, wymieszaj je z sokiem jabłkowym, cynamonem i ekstraktem.

3. Ułóż masę w formie na papierze do pieczenia, dokładnie przyciskając ją łyżką do dna. Piecz w temperaturze 160 stopni przez 30 minut. Po wyjęciu możesz posypać wszystko cukrem pudrem.

Smacznego!

Cytrynowa tarto-beza, czyli ciasto Tytusa

Żeby wyjaśnić, dlaczego Tytus dostaje cytrynową tarto-bezę, zrobię króciutkie streszczenie genezy tego bloga. Nasi Przyjaciele się zaręczyli. W prezencie ślubnym dostali książkę kucharską, która powstała właśnie na bazie tego bloga. A teraz urodził się ich synek. Poznajcie więc Tytusa – szczęściarza, który ma wyjątkowych, cudownych Rodziców i wspaniałego pieska z gatunku najmądrzejszych na świecie. I królika z wąsami, którego dostał ode mnie w prezencie i mam nadzieję, że kiedy minie ryzyko zjedzenia pluszu, stanie się jedną z ukochanych maskotek.

Polowałyśmy trochę na przepis i skończyło się na miksie wszystkiego, co lubimy najbardziej. Struktura ciasta i historia składników kryje wielowątkowość, intertekstualność, głębię naszej przyjaźni i w ogóle, jednak powstrzymam się od analizy – lubię dokładać filozofię do jedzenia (właściwie to chyba podstawa istnienia tego bloga, jakby na to nie patrzeć), jednak znam litość. Nie każdy musi dopatrywać się magii w wykorzystaniu bezy. Chociaż gorąco namawiam i pewnie Tytus usłyszy historię tarto-bezy w formie bajki na dobranoc pewnego dnia 😉

Składniki (dla formy na tartę o średnicy ok 23cm):

Ciasto:

150g mąki pszennej
85g masła, pokrojonego na kawałki
35g cukru pudru
skórka starta z 1/2 cytryny
1 żółtko
2 łyżki mleka

Nadzienie (krem cytrynowy plus beza):

3 łyżki mąki kukurydzianej
300ml wody
sok i skórka z dwóch cytryn
175g cukru pudru
2 jajka (rozdzielona żółtka od białek)

1. Przesiej mąkę do miski i dodaj pokrojone w kostkę masło. Wymieszaj tak, aby utworzyły się grudki, następnie dodaj cukier, skórkę cytrynową, żółtko i mleko. Uformuj kulkę z ciasta, owiń folią i włóż do lodówki na 30 minut.

2. Nagrzej piekarnik do 180 stopni. Wyłóż formę do tarty ciastem. Jeśli nie masz teflonowej, możesz użyć odrobiny masła do natłuszczenia. Ponakłuwaj ciasto widelcem, połóż na nie papier do pieczenia i wrzuć fasolę lub ryż, aby zapobiec zbytniemu wyrośnięciu ciasta. Wstaw do piekarnika na 15 minut.

3. Wyjmij ciasto, usuń papier z obciążnikiem i zmniejsz temperaturę piekarnika do 150 stopni.

4. Kiedy ciasto stygnie, przygotuj krem cytrynowy. Najpierw wymieszaj mąkę kukurydzianą z odrobiną wody, żeby stworzyć pastę. Resztę wody wlej do garnka, dodaj do niej sok z dwóch cytryn oraz przygotowaną przed chwilą pastę. Mieszając doprowadź do wrzenia i gotuj przez 2 minuty. Następnie ostudź lekko krem i dodaj 5 łyżek cukru pudru (z przygotowanych 175g) oraz żółtka z dwóch jajek.

5. Ubij na sztywno pianę z dwóch jajek. Powolutku dodawaj pozostały cukier.

6. Wylej cytrynowy krem na spód ciasta, a następnie delikatnie rozłóż na nim pianę z białek.

7. Piecz w piekarniku nagrzanym do 150 stopni przez 40 minut. Przed podaniem ostudź przez przynajmniej 20 minut.

Smacznego!

Batoniki z kruchego ciasta z cytrynowym kremem, czyli nowicjusz kontra gwiazdy mojej kuchni

Niestety, w kwestii jedzenia zdarza mi się wpadać w rutynę, nawet mimo uwielbienia do eksperymentów w kuchni. Tym sposobem często, zamiast uczyć się nowych rzeczy, mam swój awaryjny zestaw dań, które zawsze z radością spełnią przeznaczone im funkcje. Moja lista gwiazd wygląda mniej więcej tak:
– ukochany obiad: makaron prowansalski
– jestem zen i jem zdrowe owoce: … to z kremem mascarpone
– jest weekend: pizza
– chcę zaszpanować: beza

– zasłużyłam na nagrodę/ zasłużyłam na pocieszenie/ nie zasłużyłam na nic ale należy mi się coś miłego: brownie

Do tego dochodzi jeszcze niepublikowane smażone haloumi z rukolą i sosem jogurtowym, klasyczne pomidory z mozarellą i kremem balsamicznym i właściwie mogłabym osiąść w tej mojej rzeczywistości… Dopóki najbliżsi (i nowe książki kucharskie, które wyrastają na półkach sklepowych jak grzyby po deszczu – też to zauważacie???) nie sprowadzają mnie do pionu przypominając mi, że nie ma nic przyjemniejszego niż testowanie na nich nowych przepisów.

I tak, żeby przegonić ślady rutyny, ruszyłam w kierunku eksperymentów z kremem cytrynowym. Nie wiem, czy w formie stałej mam prawo nazywać go lemon curd, ale zasada jego powstawania przy tym przepisie jest bliska tej klasycznej półpłynnej wersji, którą tak uwielbiam wyjadać ze słoika.

Polecam też eksperymentowanie z ciastem, które posłużyło za bazę tych batoników – proste w przygotowaniu, możecie na nie nałożyć chociażby Nutellę i jestem pewna, że sprawdzi się równie dobrze.

Uwaga: najlepiej podawać dzień po przygotowaniu

Składniki na krem:

200g cukru pudru lub drobnego
3 jajka
100ml świeżo wyciśniętego soku z cytryny (mniej więcej z dwóch cytryn)

Składniki na ciasto (do formy kwadratowej o boku 23cm):

290g mąki pszennej
70g cukru pudru
szczypta soli
230g masła
2 łyżki startej skórki z cytryny

1. Przygotuj ciasto łącząc wszystkie składniki – ręcznie lub za pomocą wolnostojącego miksera. Ugniataj do momentu otrzymania jednobarwnej, zbitej masy.

2. Wyłóż formę papierem do pieczenia i ułóż równo ciasto w formie, wygładzając jego wierzch. Piecz przez około 20 minut w temperaturze 170 stopni – aż nabierze złocistego koloru. Pozostaw do ostygnięcia, nie wyłączaj piekarnika.

3. Kiedy ciasto jest w piekarniku, przygotuj krem – wystarczy połączyć wszystkie składniki, dokładnie je  mieszając, do uzyskania jednolitego koloru.

4. Ostrożnie wylej krem na przestudzone ciasto i wstaw z powrotem do piekarnika i piecz przez kolejne 20 minut. Przed wyjęciem upewnij się, że krem już zastygł.

5. Pozostaw ciasto do całkowitego wystygnięcia, a następnie przykryj i najlepiej zostaw na noc w lodówce.

Smacznego!

Sernik migdałowy ze śliwkami, czyli ckliwie o krewnych i znajomych królika

Od razu zaznaczam, że autorką tego ciasta jest Kasia, a przepis pochodzi z najnowszej Kuchni od autorki bloga mojewypieki.blox.pl, więc występuję tym razem w roli recenzenta i zarazem dumnej starszej siostry. Kasiowy sernik rozpoczął  bardzo intensywny tydzień, w którym jedzenie było tłem do wydarzeń duuużej skali. Wiemy już między innymi, że Siostra emigruje na magisterskie do Łodzi, że Kasia i Kornel robią Jajecznicę Mistrzów, że Karola dumnie dzierży tytuł Hipstera Tygodnia, że Kalina ma naprawdę obłędną szminkę i najlepszy pomysł na rozwój mojej kulinarnej kariery, i że Jaś zawsze będzie zamawiał szwajcarskie wino i pierogi z mięsem jeśli się nadarzy taka okazja. Mogłabym tak ciągnąć, jednak przekaz jest jeden – jeśli masz dookoła ludzi, którzy potrafią Cię rozbawić nawet kiedy w chwili ciszy dopada Cię strach i stres, i tak masz przewagę nad każdym problemem, który stanie na Twojej drodze.
Jak chyba się można domyślić, sernik jest tłem dla podziękowań. A dla niektórych – dla przeprosin, ale to oczywiście załatwię osobiście, pewnie ze wsparciem jakiś grzesznych deserów.. Ale tutaj – po prostu dziękuję.

Składniki:

Spód:
150g ciastek Digestive w czekoladzie
50g rozpuszczonego masła
Masa serowa:
70dag półtłustego twarogu (zmielonego dwukrotnie)
1,25 szklanki drobnego cukru
3 łyżki mąki ziemniaczanej
3 jajka
2/3 szklanki śmietanki 36%
1 łyżeczka aromatu migdałowego
50-60 dag śliwek przekrojonych na połówki
Kruszonka migdałowa:
3/4 szklanki mielonych migdałów
1/2 szklanki cukru brązowego (demerara)
120g rozpuszczonego masła
1. Dno tortownicy o średnicy 22-23cm wyłóż papierem do pieczenia
2. Rozdrobnij ciastka w malakserze do konsystencji piasku i zmieszaj ze stopionym masłem. Dno formy wyłóż powstałą masą.
3. Zmiksuj składniki masy serowej na gładki krem – wszystkie powinny mieć temperaturę pokojową. Nie rób tego zbyt długo, żeby masa się nie napowietrzyła i nie opadła po upieczeniu. Tutaj oklaski dla mojej Siostry. Ja przy sernikowych popisach nawalałam przy tej części.
4. Masę wylej na spód ciasteczkowy, na wierzchu ułóż śliwki rozcięciami do góry.
5. Przygotuj kruszonkę – ciepłe, rozpuszczone masło wymieszaj z pozostałymi składnikami, wyrabiając palcami kruszonkę. Posyp nią sernik.
6. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni około godziny. Studzimy i wstawiamy do lodówki najlepiej na całą noc.
Smacznego!