Makaron z truflami i parmezanem, czyli o aspiracjach życiowych

Pisanie bloga mając tytuł naukowy różni się tym, że nareszcie nie czuję tego koszmarnego wyrzutu sumienia z powodu spędzania czasu na przyjemnościach. Te wakacje też były inne od poprzednich – nie da się przecenić uczucia braku obowiązków. “Nic nie musimy”, powtarzaliśmy sobie przy każdej zmianie decyzji, kiedy to wybieraliśmy kolejną filiżankę espresso ponad krajoznawcze spacery.
Przeraża mnie fakt, że tak wiele z tego wyjazdu pewnie mi umknie z czasem. Jednak jeśli chodzi o smaki – jestem spokojna. Tego nie zapominam nigdy i praktycznie, gdyby tak ostro zredukować moje aspiracje życiowe, to możnaby je ograniczyć do takiej myśli – chcę móc podróżować i odnajdywać te wszystkie zbierane egzotyczne adresy sklepów z limoncello z Amalfi czy z najlepszymi macarons z Paryża.
Mówiąc o smakach, Istrię zamknęłabym w butelce oliwy truflowej. Mogę wyobrazić sobie skrzywioną minę mojej mamy na to wyznanie, jednak nie pozwolę sobie wmówić, że zapach trufli jest odstraszający. Jest ziemny, głęboki, intensywny. Dodajcie do niego owczy ser, którego rodzajów spróbowałam chyba z dziesięć ostatnio, a uzyskacie coś niesamowicie prostego, a zarazem nieprzyzwoicie wykwintnego. To nie jest typowy przepis, jest o wiele za prosty nawet na moje standardy. Wystarczy truflowa oliwa i twardy ser, na przykład parmezan. Na wakacjach dostałam jeszcze trufle w oliwie, które dodawaliśmy do naszej wersji dania, jednak to jest już tylko kwestia jak bardzo chcecie uprzyjemnić sobie życie i ile chcecie na to wydać 😉
Smacznego!

Stir-fry z kurczakiem i fasolą, czyli obiadowy ideał

Moja miłość do fasoli nie jest chyba wystarczająco widoczna na tym blogu, ponieważ większość przepisów z jej udziałem ogranicza się niestety do wrzucania jej do każdej możliwej sałatki i na każdy rodzaj pizzy. Niestety wśród najbliższych jestem dość osamotniona w tej kwestii, stąd tym większa radość, kiedy jednym z przygotowanych przez Karolcię dań jest coś tak idealnie pasującego do mojego obiadowego gustu.
Fasola zastępuje tutaj makaron i zastanawiam się już, w ilu przepisach mogłabym wykorzystać ten patent. Z mojego punktu widzenia ta potrawa nie wymaga polecenia, jednak tym, którzy nie czczą fasoli w podobnym stopniu, gwarantuję: i zdrowe, i pyszne.

Składniki (na 2 porcje):
1 łyżkę oliwy do woka
1 pierś kurczaka pokrojonego w kostkę
200 g warzyw (użyłam mrożonej chińskiej mieszanki)
60 ml sosu sojowego
60 ml białego półwytrawnego wina
1 puszka drobnej białej fasoli, odlanej z zalewy
1 łyżka posiekanej świeżej kolendry albo natki pietruszki
1. Rozgrzej oliwę w woku i smaż mięso mieszając.
2. Dodaj pokrojone warzywa i mieszaj.
3. Gdy warzywa zaczną mięknąć, dolej sos sojowy i wino.
4. Gdy kurczak zbrązowieje i zacznie skwierczeć, dodaj odsączoną fasolę i smaż ciągle mieszając.
5. Przełóż zawartość na dwa talerze, posyp posikaną kolendrą lub pietruszką i od razu podawaj.
Smacznego!
Posted by Picasa

Makaron prowansalski, czyli historia oszustwa

Niezależnie od tego, jak będziemy rozwijać się kulinarnie, to danie będę zawsze wspominać wyjątkowo nostalgicznie. Jest to jeden z pierwszych przepisów, jaki zrealizowałyśmy w ramach programu “bierzemy książkę kucharską a nie ulotkę telepizzy”. Bo prawda wygląda tak: 5 lat temu szczytem moich umiejętności były tosty z trzema rodzajami sera. A 6 lat temu powiedziałam rodzicom, że absolutnie nie potrzebuję piekarnika.
Od tego czasu mniej lub bardziej angażowałam się w naukę gotowania, jednak niezmiennie, z wielkim entuzjazmem odkrywałam, jak wielką przyjemność sprawia mi cały proces przygotowywania jedzenia. Jestem raczej kuchennym oszustem, ponieważ najczęściej wybieram rozwiązania, które uznam po prostu za pyszne, a one często prowadzą mnie do mojego zestawu ukochanych składników, który tak naprawdę jest stosunkowo skromny. Kompletnie mnie to dyskwalifikuje jako potencjalnego konesera, ale pozostaje mi wierzyć, że na drodze tego permanentnego uprzyjemniania sobie życia jedzeniem, gdzieś tak pomiędzy jednym sosem pomidorowym a drugim, nauczę się naprawdę dobrze chociaż ułamka z tej sztuki, jaką jest gotowanie.
To, czego się nauczyłam przez lata przygotowując makaron prowansalski to fakt, że wcale nie lubię, kiedy składniki są drobno i skrupulatnie posiekane. Wolę czuć ich różnorodną fakturę i dobierać ich proporcje zależnie od nastroju. Kolejne oszustwo, ale bardzo przyjemne.

Składniki (na około 4 niewielkie porcje):

około 400g makaronu pełnoziarnistego (wg przepisu – fussili)
3 łyżki oliwy
200g wędzonego boczku pokrojonego w kostkę
2 łyżki kaparów*
2 łyżki czarnych oliwek
140g pieczarek w zalewie
1 cebula (najlepiej czerwona)
2 ząbki czosnku
2 czubate łyżki śmietany 22%
liście świeżej bazylii
sól, pieprz do smaku

1. Ugotuj makaron (al dente)
2. Pokrój czosnek i wrzuć go na naoliwioną patelnię. Usmaż z nim pokrojony boczek, aż będzie rumiany. Dodaj wówczas pokrojoną cebulę i zeszklij ją.
3. Dodaj na patelnię oliwki, kapary i osączone z zalewy pieczarki. Smaż około 2 minuty, cały czas mieszając.
4. Na patelnię dodaj śmietanę i dokładnie wszystko wymieszaj. Następnie dodaj makaron (jeśli nie masz głębokiej patelni, przelej sos do garnka z makaronem).
5. Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj, dodając liście bazylii oraz sól i pieprz do smaku.
Smacznego!
* proporcje wszystkich wymienionych składników do sosu są naprawdę opcjonalne – spokojnie możesz podwoić ilość swojego ulubionego składnika 🙂

Posted by Picasa

Tarta z kurczakiem, czyli czas na zmiany (ale bez przesady)

Faza na tarty trwa, a ta była tak dobra, że zrobiłyśmy ją dwa razy z rzędu. To oznacza, że zrezygnowałam dla niej z mojego cwanego systemu robienia potraw bez powtórek. A to oznacza, że praktycznie dostałam na jej punkcie obsesji, a do tego jeszcze pokochałam pora. I przekonałam się w końcu do połączenia kurczak – ananas.
Oj tak, jedzenie może służyć jako metafora odnajdywania w sobie odwagi do eksperymentów i podejmowania ryzyka. Może przypadek por/ananas nie robi na Was zbyt dużego wrażenia jako przykład przekraczania pewnych granic i rozwoju, jednak myślę, że zawsze trzeba gdzieś zacząć.
Bardzo dziękuję Kornikowi za ten przepis.

Składniki (na formę o średnicy ok. 20 cm):

Składniki na ciasto:
80 g zimnego masła
200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki curry
4 łyżki soku z ananasa (dodałam jedną więcej, by sypkie składniki łatwiej się połączyły)
1 jajko (opcjonalne, ale dzięki niemu łatwiej uformować ciasto)
Składniki na marynatę do kurczaka:
1 łyżka oliwy
3 łyżki soku z ananasa
1/3 łyżeczki suszonego rozmarynu
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka miodu
Składniki na nadzienie:
250 g piersi kurczaka
150 g ananasa pokrojonego w kostkę
1 por
1 zielona papryka
100 g startego lub pokrojonego w paski żółtego sera
2 jajka
2 łyżki śmietany
sól, pieprz do smaku
1. Pierś kurczaka pokrój w kostkę i wrzuć do woreczka z przygotowaną wcześniej marynatą. Ugniataj woreczek tak, żeby marynata połączyła się z kurczakiem. Zamknięty woreczek włóż do lodówki i trzymaj tam przez ok. 1,5 h. Myślę, że kurczaka w marynacie możesz też przygotować dzień wcześniej i zostawić w lodówce.
2. W misce lub blenderze umieść sypkie składniki ciasta. Następnie dodaj pokrojone masło, jajko i sok z ananasa. Rozetrzyj lub zblenduj na gładką masę. Z gotowego ciasta sformuj kulkę, zapakuj w folię i włóż do lodówki na ok. 1 h.
3. Na rozgrzanej patelni wysmarowanej oliwą umieść kurczaka z marynatą i smaż, aż marynata odparuje. Pod koniec odlewam płynną pozostałość marynaty z patelni.
4. Do kurczaka dodaj pokrojoną w kostkę paprykę, pora pokrojonego w plasterki i kostki ananasa. Smaż całość przez kilka minut po czym odstaw do ostygnięcia.
5. Wyjmij ciasto z lodówki, przełóż do naczynia na tartę i uformuj je.  Wysmaruj formę niewielką ilością masła, jeśli nie jest teflonowa. Ponakłuwaj ciasto widelcem, przykryj folią i obciąż je, np. sypkim ryżem. Włóż ciasto do  piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piecz je przez 10 minut.
6. W naczyniu roztrzep jajka, dodaj śmietanę, sól i pieprz.
7. Włóż do formy z ciastem kurczaka z warzywami i ananasem, a następnie zalej sosem z jajek i śmietany. Całość przykryj serem.
8. Gotową tartę włóż do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piecz przez 35 minut. Po wyjęciu poczekaj przed krojeniem około 10 minut.
Smacznego!

Chilli con Carne, czyli zdrowy Meksyk

Ta wersja chilli con carne nie zawiera żadnej gotowej przyprawy i oprócz świetnego smaku, jest to jedna z głównych cech, za którą tak bardzo cenię tą potrawę. Wiem, że niezwykle łatwo jest teraz dorwać gotowy mix do chilli con carne, ale chyba mam ochotę rozpocząć jakąś prywatną krucjatę przeciwko wszystkiemu, co zawiera glutaminian sodu i inne E-bajery. Nie mam charakteru dziarskiej eko aktywistki, tylko po prostu można znaleźć o wiele więcej satysfakcji przygotowując jedzenie, które od początku do końca jest zrobione z prostych, zdrowych składników.

 Składniki na dwie duże porcje:

1 łyżka margaryny lub masła
1 czerwona cebula
3 ząbki czosnku lub 3 kostki czosnku
300 g mielonej wołowiny
2 łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżeczki sosu chili
1 puszka pokrojonych pomidorów (ok. 400 g)
1 puszka czerwonej fasolki (ok. 400 g)
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka słodkiej papryki
pieprz i sól, ew. przyprawa do mięsa wołowego
1. Rozpuść na patelni margarynę lub masło, wrzuć cebulę i czosnek, mieszaj aż się zeszkli.
2. Surowe mięso przypraw, dodaj pieprz i ugnieć widelcem
3. Włóż mięso na patelnię i smaż 4-5 minut. Jeśli powstaną grudki, rozgnieć je widelcem.
4. Dodaj koncentrat, sos chili, wymieszaj i podsmaż.
5. Dodaj pomidory, fasolę, majeranek i paprykę. Wymieszaj i zagotuj. 
Smacznego!

S

Nudle z warzywami i masłem orzechowym, czyli orient ekspres dla tradycjonalistów

Nie znam się zbyt dobrze na kuchni azjatyckiej ani na jej europejskich odmianach, dlatego dość długo przymierzałam się do przygotowania dania zbliżonego do tego gatunku. Zawsze miałam wrażenie, że w przygotowaniu albo w grę wchodzą jakieś dzikie składniki albo smak jest tak odjechany, że zmarnuję tylko czas na coś, co absolutnie nie będzie się nadawało do zjedzenia.
Jestem tak naprawdę przerażająco konserwatywna w niektórych kwestiach żywieniowych i postawiona przed wyborem przygotowania przepysznego pewniaka lub fascynującego dziwactwa, wybiorę raczej to pierwsze. Ale pracuję nad tym. Granicę nie do przejścia ustawiłam sobie na razie na małżach, ale jestem otwarta na propozycje 😉
Przepis na nudle nie jest niczym ryzykownym, bo po składnikach można było od razu stwierdzić, że będzie to smaczne danie. Trik jednak polegał na tym, że nie byłam w stanie określić, czy będzie to po prostu tak smaczne jak na przykład, no nie wiem, jajko z majonezem, czy tak smaczne jak bagietka z mozarellą i pesto z Vincenta, która zapewnia mi dobry humor na cały dzień (oczywiście od święta, mam  mózg i ograniczony budżet). Skłaniam się w kierunku porównania z bagietką.
A, no i oczywiście podlega idealnie pod kategorię pakowania do pracy. Pyszne również na zimno.

Składniki na 2 duże porcje:
ok. 300g makaronu typu nudle
opakowanie mrożonych warzyw – mieszanka chińska (nie mamy teraz sezonu na świeże, ale śmiało można dodać kiełki fasoli mung czy czerwoną paprykę); uważam, że podstawą jest obecność grzybów mung i marchewki posiekanej w słupki – mieszanek tego typu jest do wyboru do koloru obecnie
dressing:
1/2 łyżki oleju sezamowego
1/2 łyżki oleju
1/2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka słodkiego sosu chili
50g masła z orzechów ziemnych
1 łyżka soku z cytryny/limonki
PS. Wydaje mi się, że świetnie w tym daniu będą też pasować orzeszki ziemne – wypróbuję przy kolejnym podejściu.
1. Wymieszaj wszystkie składniki dressingu. Wiem, jest ich wiele i znajdują się w nim rzeczy, które niekoniecznie są na Waszej codziennej liście zakupowej. Ale konsekwetnie polecam zakup różnego rodzaju olejów i sosów, ponieważ one mają bardzo długi termin ważności, używa się ich bardzo wydajnie i naprawdę się przydają w jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej.
2. Ugotuj makaron wg instrukcji na opakowaniu, a warzywa wrzuć na patelnię lekko natłuszczoną olejem lub oliwą.
3. Kiedy makaron jest gotowy, wrzuć go na chwilę do patelni z warzywami i wymieszaj. Następnie wyłącz ogień i dodaj sos. Ma on być bardzo gęsty i oblepiać makaron, a nie rozlewać się na nim. Może to sprawić Wam trochę kłopotów przy dokładnym rozprowadzeniu go przy całym daniu, jednak tylko w taki sposób potrawa smakuje najlepiej, zachowując chrupką strukturę i świeżość nawet po paru godzinach w pojemniku.
Smacznego!

Tarta z suszonymi pomidorami, czyli o sensie gotowania

Dzień urlopu uczciłam w najlepszy z możliwych sposobów – decydując się na pieczenie eksperymentalne. Musiałam sobie najpierw powtórzyć kilka razy, że jak się nie uda, to nic złego się nie stanie, że nie tracę czasu i że mam prawo po prostu się poobijać, nawet jeśli efekt będzie koszmarny. Potem zaczęłam się martwić, że zmarnuję te pyszne suszone pomidory, ale uznałam, że jakby co, to można je potajemnie wyciagnąć z tarty i zjeść na pocieszenie zanim ktokolwiek zobaczy. Tym sposobem zaczęłam robić tartę na razowym cieście czosnkowym..
Jasne, że miliony osób robiło tego typu danie i gdybym poszukała, znalazłabym niejeden podobny lub o wiele bardziej skuteczny/ambitny przepis, jednak mam jakąś dziką satysfakcję w tym, że podeszłam do tego zupełnie spontanicznie, nie martwiąc się zbytnio proporcjami czy opiniami innych osób. Wiem, że tak naprawdę o to w gotowaniu chodzi, o znajdywanie czystej, niezmąconej niczym przyjemności w samym procesie tworzenia.. No i pieczenie tej tarty polegało właśnie na tym, na przyjemności.
A, no i wyszło świetnie, serio serio.

Składniki na tartę w formie o średnicy ok 23cm:
Ciasto czosnkowo-bazyliowe:
300g mąki razowej
150g zimnego masła
1 jajko
ok. 2 łyżek mleka
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki suszonej bazylii
Nadzienie:
3 jajka
180ml mleka
1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej
1 łyżeczka tymianku
1 średnia cebula
125g mozarelli (1 kulka)
20g parmezanu (wg uznania, wykorzystuję go tylko do posypania tarty, ale możesz dodać więcej także do farszu)
280g suszonych pomidorów (taką pojemność miał akurat mój słoik, więc dokładność nie jest tu najważniejsza)
garść liści świeżej bazylii
sól, pieprz
1. Przygotuj ciasto, dokładnie mieszając wszystkie składniki. Użyłam do tego blendera, jednak oczywiście możesz to bez problemu zrobić ręcznie w misce – technika na pewno ma tu znaczenie, jak się dowiem jakie, dam znać. Na razie po prostu powiem, że składniki muszą dobrze się połączyć 🙂
2. Wstaw ciasto na co najmniej 30 minut do lodówki. Po upływie czasu rozwałkuj ciasto i włóż je do formy lekko posmarowanej masłem. Moje ciasto dość kleiło się do wałka (za krótko trzymałam je w lodówce), jednak poradziłam sobie kładąc większy placek na środku formy i “rozsuwając” go na boki do momentu, aż uzyskało odpowiedni kształt i grubość.
3. Nakłuj spód ciasta widelcem i wstaw je do piekarnika na 10 minut, piecz je w temperaturze 200 stopni.
4. W czasie, kiedy ciasto jest w lodówce, możesz przygotować farsz. Wymieszaj mleko i jajka z ziołami, solą i pieprzem.
5. Pokrój na kawałki mozarellę, a cebulę posiekaj i podsmaż na patelni.
6. Kiedy ciasto będzie podpieczone, wyłóż jego spód cebulką, następnie dorzuć mozarellę, suszone pomidory i świeże liście bazylii. Następnie wlej jajeczną masę i posyp wszystko parmezanem.
7. Piecz tartę w temperaturze 200 stopni przez około 30-40 minut. Ja piekłam swoją przez 30 minut pod przykryciem z folii aluminiowej, żeby uniknąć przypalenia, a ostatnie 5 minut piekłam bez folii, żeby zarumienić wierzch tarty.
8. Po wyjęciu z piekarnika, pamiętaj, żeby odczekać co najmniej 15 minut przed krojeniem i podaniem – wcześniej farsz będzie jeszcze płynny.
Smacznego!

Zapiekanka makaronowa, czyli co ty wiesz o węglowodanach

Kontakt z klasycznym pasta cheese miałam do tej pory tylko raz, w Anglii. W sklepach musiałam dosłownie odwracać wzrok od działu z przeróżnymi wersjami tego dania (mówię o mrożonkach w tekturowych opakowaniach, niezdrowo, uzależniająco pyszne; kto widział, ten zrozumie). Wiedziałam bowiem, ile kalorii ma coś takiego i jednocześnie byłam świadoma, że za bardzo kocham ser i makaron, żeby mieć do tego dania jakiś racjonalny i normalny stosunek. 
No ale tym razem makaron z serem sam przyszedł do mnie, w postaci obiadu z przepisu Nigelli przygotowanego przez Karolę, w którym ja pełniłam tylko rolę asystenta. Jest to coś tak cudownego i grzesznego, że przeskoczyłam ze stanu moralnego węglowodanowego kaca prosto w stan czystej, błogiej, serowej radości. Mogę i mieć marzenia o zdrowym żywieniu i mogę je nawet po części realizować, jednak nic nie jest warte życie bez sera. 

Składniki (dla 3-4 osób)

250g makaronu penne z pełnego ziarna
250g sera żółtego (w oryginale pojawia się cheddar lub red Leicester, Karola użyła ementalera)
250g niesłodzonego mleka skondensowanego
2 jajka
1 łyżeczka gałki muszkatałowej
sól i pieprz

1. Ugotuj makaron. Zetrzyj ser, a następnie dobrze wymieszaj go z mlekiem i jajkami.
2. Połącz ugotowany i odcedzony makaron z masą serową, a następnie dodaj przyprawy do smaku.
3. Przelej masę do żaroodpornego naczynia i piecz w temperaturze 220 stopni przez 10-15 minut.
Wskazówka: Myślę, że ten przepis może być świetną podstawą do innego rodzaju zapiekanek makaronowych – potraktuj wtedy sos serowy jako bazę i dodaj to, co lubisz najbardziej. Szynka lub pieczony kurczak, kukurydza z puszki, oliwki, ogórek konserwowy – to wszystko będzie świetnie się komponować z łagodnym sosem 🙂
Smacznego!

Zielone naleśniki, czyli o bliskiej przyjaźni między pesto a tuńczykiem

Moje nastawienie do klasycznych naleśników jest dość konkretne: moja babcia robi najlepsze naleśniki na świecie i nigdy nie będę nawet próbować jej dorównać. Jednak  to nie zmienia faktu, że moja babcia nie mieszka w Warszawie a zapotrzebowanie na naleśniki jest ogromne.

Dlatego też Nigella znowu przyszła z pomocą, dając przepis na cudowne, nienormalnie proste, zielone naleśniki. Oryginalna wersja jest z szynką, jednak uważam, że warto poświęcić minutę więcej na przygotowanie pasty z tuńczyka. Podaję ją w dwóch wersjach, obie są równie proste i wybór zależy jedynie od zasobów lodówki. Ale naprawdę, jest to jedynie sugestia podania i jestem w stanie też uznać, że naleśniki z pesto są genialne bez żadnego konkretnego dodatku.

Składniki na ok.6 niewielkich, grubszych naleśników:

90g zielonego pesto
90g mąki pszennej lub w zdrowszej wersji, razowej
250ml mleka
1 jajko

Składniki na tuńczykową pastę z serkiem:

pół puszki tuńczyka w sosie własnym
1/2 łyżeczki soku z cytryny
2-3 łyżki serka kanapkowego z ogórkiem (np Almette, Hochland)
sól, pieprz

Składniki na tuńczykową pastę z majonezem:

pół puszki tuńczyka w sosie własnym
1/2 łyżeczki soku z cytryny
2 łyżki majonezu
łyżeczka posiekanych kaparów
sól, pieprz

1. Wymieszaj trzepaczką wszystkie składniki na naleśniki. Ja lubię, kiedy moje są bardziej gęste i grubsze, mimo że przez to tracą na wielkości. Jeśli wolisz, żeby były cieńsze i łatwiej rozlewały się na patelni, wystarczy, że dolejesz więcej mleka.
Wskazówka: jeśli nie masz dokładnie 90g pesto, wybierz dowolną gramaturę i dodaj równą ilość mąki. Sprawdziłam i działa. Jeżeli zamierzasz przekroczyć masę 100g pesto, dodaj jeszcze jedno jajko i dolej więcej mleka “na czuja”.
2. Rozlewaj ciasto na naleśniki na rozgrzanej patelni. Żeby uniknąć wylewania zbyt dużej ilości tłuszczu, rozsmarowuję oliwę wcześniej papierowym ręcznikiem. Na jednego naleśnika używam zwykle miarki 100ml.
3. Pasty tuńczykowe przygotujesz po prostu mieszając wszystkie składniki. Kwestia przypraw zależy od Ciebie, ja lubię kiedy pasta jest łagodna, bo nie ingeruje wtedy zbytnio w smak naleśnika. Jednak to jest tylko Twoja decyzja 🙂
Smacznego!

 

Posted by Picasa

Kurczak w migdałach, czyli szpanerskie jedzenie z plastikowego pudełka

Chciałabym szczerze ogłosić, że tym wpisem zaczynam cykl Jemy Zdrowo w Pracy, jednak życie nie jest takie proste. Będzie dobrze, jeśli dwa razy w tygodniu będę miała co wsadzić do tych lanserskich pudełek, w jakie ostatnio się wyposażyłyśmy, ale warto mieć nadzieję.
Do tego przepisu mam prawie religijny stosunek, bo jest jednym z pierwszych, jakie zrealizowałam w ramach nauki porządnego gotowania. Oprócz sentymentu mam do niego też uwielbienie smakowe, bo do tej pory jeszcze żadna wersja kurczaka nie przebiła tego przepisu.
Podstawą do osiągnięcia kurczakowego mistrzostwa jest wyposażenie się w kilka składników, które będą Wam służyć przez długi czas: mąka kukurydziana, sos sojowy, brązowy cukier, olej. To na marynatę. Do tego kupcie większą paczkę migdałów, zamroźcie parę filetów i jesteście ustawieni na każdy obiadowy kryzys. I to w jakim stylu…

Składniki dla 2 osób:

2 filety z piersi kurczaka
1 łyżka cukru brązowego
2 łyżki sosu sojowego
2-3 łyżki oleju słonecznikowego
1/2 łyżki mąki kukurydzianej
40g płatków migdałowych (najlepiej po prostu sypać aż do momentu, kiedy uznasz, że migdałów jest prawie tyle samo, co kurczaka. Ale to tylko moja sugestia, a ja bardzo lubię migdały)
paczka ryżu pełnoziarnistego
do smaku: pieprz, sól, ew. suszona słodka papryka w płatkach lub przyprawa do mięs FitUp! Kamisa
1. Wymieszaj mąkę, sos sojowy, olej i cukier w misce. Pokrój kurczaka na kawałki i następnie dokładnie je wymieszaj w marynacie. Będzie super, jeśli uda Ci się potrzymać w niej kurczaka przez około 30 minut przed przełożeniem na patelnię, jednak nie jest to konieczne.
2. Ugotuj ryż zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jeżeli gotujesz ryż pełnoziarnisty pamiętaj, że potrzebuje on więcej czasu niż zwykły do uzyskania jadalnej miękkości.
3. Wrzuć kurczaka na rozgrzaną patelnię. Nie musisz jej dodatkowo smarować tłuszczem. Posyp mięso solą i pieprzem do smaku. Jeżeli mam pod ręką Fit Up do mięs, to całkowicie wystarcza i dodatkowo podkreśla smak, więc polecam.
4. Kiedy kurczak będzie już lekko podsmażony, dorzuć na patelnię migdały.
5. Po usmażeniu możesz kurczaka podawać oddzielnie lub wymieszać go jeszcze na patelni z ryżem. Sam kurczak idealnie też sprawdza się na zimno w sałatce 🙂
Smacznego!
Posted by Picasa