Category: ser
Frankfurterki w cieście, czyli o spełnianiu marzeń mięsożerców
Było jedno założenie dla sobotniej kolacji – zakaz korzystania z jakiegokolwiek wcześniej wykorzystanego przepisu. Sprawa o tyle trudna, że zabroniłyśmy gościom przynosić jedzenia, więc w wypadku nieudanego eksperymentu nie było linii obrony. Jednak kielecki upór i bydgoski rozsądek pomogły w przygotowaniu 5 nowych dań, którymi oczywiście zamierzam się chwalić ile wlezie.
Pierwsze na stół wjechały frankfurterki. Nie ma nic prostszego niż parówka w cieście, a jej kielecka wersja z Piekarni pod Telegrafem nie raz uratowała mnie w chwilach skrajnego głodu czy skrajnego smutku (kto spróbował ten zrozumie – zwłaszcza, kiedy mówimy o grzesznej wersji z serem na wierzchu..).
W wersji warszawskiej powstała edycja mini, z własnoręcznie robionym ciastem, które możecie zastąpić gotowym ciastem francuskim przy ataku lenistwa. Jednak ciasto gorąco polecam – z resztek ulepiłam kulki, które wchłonęłam jeszcze przed przyjściem gości. Wyobrażam sobie tą przystawkę w wersji wegetariańskiej, z przeróżnymi sosami i może nawet warzywami. Po prostu na bazie tego prostego przepisu możecie stworzyć sobie przystawkową utopię niskim nakładem czasu i stresu – imprezowy pewniak po prostu.
Składniki (na około 35 sztuk):
Ciasto:
150g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
15g startego żółtego sera
125ml mleka
1 jajko (plus jeszcze jedno do posmarowania ciasta przed pieczeniem)
1,5 łyżki oleju
300g frankfurterek
1. Wymieszaj składniki na ciasto ręcznie lub za pomocą robota kuchennego – najważniejsze, żeby w przypadku tego ciasta składniki naprawdę dobrze się połączyły.
2. Rozwałkuj ciasto (możesz robić to partiami dla oszczędności miejsca) i zawijaj w nie frankfurterki.
3. Przekrój każdą owiniętą ciastem parówkę (czy frankfurterka to właściwie parówka?) w poprzek na 3 lub 4 części.
4. Posmaruj każdy kawałek jajkiem roztrzepanym z odrobiną mleka.
5. Piecz przez około 12 minut w temperaturze 220 stopni. Możesz podawać na ciepło lub na zimno, odgrzewanie też dozwolone.
Smacznego!
Pizza z sosem śmietanowym, szynką i fetą, czyli o zarządzaniu kryzysowym
Marynowany ser kozi, czyli terapia w La Fromagerie
Jako że świat nie jest ostatnio najprzyjemniejszym miejscem, wybrałam się na zakupy. Po ser. Od dłuższego czasu przymierzałam się do odwiedzin La Fromagerie – sklepu-bistro przy lansiarskiej Burakowskiej, który skusił mnie zdjęciem małych konfiturek o tak dobranych kompozycjach smaków, by pasowały do konkretnego rodzaju sera. Tata dostał w prezencie mały słoiczek z kozą na etykiecie (ser kozi -> konfitura z fig) prosto z Paryża, i uznałam, że próba przywrócenia się do stanu używalności może przebiec skutecznie poprzez przypomnienie sobie tego cudnego połączenia słodkości figi i kremowej konsystencji koziego serka.
Ale kończąc dygresję: po drodze minęłam rząd czarnych SUVów i już odpowiednio onieśmielona zblazowanymi spojrzeniami wychodzących klientów, przekroczyłam progi raju.
Najpierw zobaczyłam długą lodówkę pełną serów, ze specjalnym inkubatorem na te bardziej, powiedzmy, aromatyczne. Jestem z siebie dumna, że powstrzymałam się przez klaskaniem i piskiem radości, kiedy znalazłam mozarellę di bufala. Ci, którzy weszli kiedyś ze mną do spożywczaka wiedzą, o czym mówię i mam nadzieję, że doceniają moje opanowanie. Powstrzymałam się nawet na widok rzędów tapenady z oliwek i suszonych grzybów z Prowansji. No i znalazłam konfiturki. Kilkanaście rodzajów, w małych uroczych słoiczkach. Wychodząc nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu, czując, że świat nie może być do końca zły, skoro można w nim znaleźć takie cuda.
Żeby uczcić dzisiejsze odkrycie, proponuję Wam ser kozi marynowany w oliwie i ziołach. To, co mnie w tym przepisie urzekło to możliwość “podrasowania” skromnego kawałka sera według gustu. Wybierzcie 100g świeżego serka koziego, pokrójcie go w plastry i posypcie ulubionymi ziołami. W przepisie z Kuchni, który wykorzystałam, znalazły się dwie łyżki tymianku i kolorowy pieprz oraz dwa liście laurowe. Do tego dobra oliwa do zalania wszystkich plasterkków i to naprawdę wszystko. Zostawcie słoik z serem na 24h (ja wytrzymałam 8, ale i tak było super) w temperaturze pokojowej i podajcie na kromce świeżego chleba. Smakuje bosko zarówno na zimno, jak i na gorąco, podany prosto z piekarnika na grzance. Smacznego!
Pizza z fetą i suszonymi pomidorami, czyli jak zmieniałam zdanie
Składniki (na 1 średniej wielkości pizzę):
Krewetki z fetą i pomidorami, czyli gdzie jest granica rozsądku







