Zielona pasta kanapkowa, czyli o uwielbieniu do groszku

Proponuję kolejną odsłonę mojej fascynacji groszkiem. Wydaje mi się, że można by z łatwością oblecieć całą czterodaniową imprezę opartą na tym jednym składniku. Wypróbuję i dam znać.
Pasta pochodzi z przepisu Nigelli i sprawdza się w formie przystawki czy lekkiej kolacji. I jest banalna. Wiem, że dość często powtarzam, że to, co przygotowuję jest bardzo łatwe, jednak to nie wynika z kokieterii czy chęci przekonania Was do gotowania. Po prostu naprawdę skupiam się na łatwych rzeczach. Czasami mnie to wkurza i myślę, że powinnam poświęcić się przygotowywaniu bardziej złożonych dań, ale potem wraca rozsądek, widmo terminu oddania magisterki, chęć wyjścia na siłownię i przeczytania chociaż jednej książki do końca, z tego stosu który narasta i narasta.. No i jeszcze w międzyczasie pracuję 😉 No więc cóż, na razie, póki nie odhaczę choć jednej rzeczy na liście Obowiązków, będę robić rzeczy łatwe, proste i przyjemne.

Składniki (trudno podać, na ile osób, jednak proporcje wystarczyły na przygotowanie pasty w ilości pasującej do zrobienia kanapeczek z jednego opakowania pumpernikla):
1 dojrzałe awokado
1 łyżka soku z limonki (raz nie miałam i użyłam cytryny – też działa)
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki soli
1 mała puszka zielonego groszku (150g)
1 opakowanie chlebka Pumpernikiel (200g)
1. Zmiksuj wszystkie składniki, aż do uzyskania kremowej konsystencji. Ja lubię, kiedy faktura nie jest całkowicie gładka i pozostają kawałki niezmiksowanego awokado, ale decyzja należy do Ciebie.
2. Pokrój pumpernikiel na małe kromki i podawaj razem z pastą.
Smacznego!

Tiramisu, czyli rodzinna podstawa żywieniowa

Mimo, że tiramisu można już dostać praktycznie wszędzie, wliczając półkę z jogurtami w kerfurze, mam do tego deseru ogromne uwielbienie. Ale tylko do wersji domowej. Przez dłuższy czas konsekwentnie porównywaliśmy różne tiramisu, trwało to praktycznie parę lat aż do momentu, kiedy pewnego dnia z Tatą ustaliliśmy, że to koniec poszukiwań i oficjalnie nasze kieleckie tiramisu rządzi. To nieskromne bardzo, ale serio, byliśmy uczciwi przy ocenie.
To nie jest oryginalna włoska wersja, bo jak się dowiedziałam, Włosi nie tolerują alkoholu w tiramisu i do tego do kremu wykorzystują białko, żeby był lżejszy i bardziej puszysty. A ja za to uwielbiam, kiedy krem jest gęsty i cięższy, dlatego trzymam się konsekwentnie wersji rodzinnej. Podstawowa wskazówka – dobre składniki. Dobra kawa, dobre amaretto i gęste mascarpone – to wszystko, czego potrzeba, by zafundować sobie jeden z najbardziej grzesznych deserów świata.

Składniki na ok. 8 porcji:

2 serki mascarpone
2 żółtka
125ml śmietanki (co najmniej 22%)
125g cukru pudru
1,5 paczki biszkoptów
kakao do posypania
4 czubate łyżki kawy
likier amaretto

1. Przygotuj kawę do namoczenia biszkoptów w dwóch filiżankach. W każdej rozpuść 2 czubate łyżki kawy w 2/3 filiżanki wody i 1/3 filiżanki amaretto.
2. Rozłóż biszkopty na płaskim talerzu i nasącz je kawą z obu stron.
3. Ubij żółtka z cukrem, a następnie dodaj do masy mascarpone i śmietankę. Można oczywiście wymieszać masę mikserem, ale żeby nie ryzykować, że stanie się zbyt płynna, mieszam ją ręcznie.
4. Układaj wartwowo biszkopty i krem w naczyniu, zaczynając od biszkoptów. Proporcje pozwalają na uzyskanie dwóch wartw kremu i dwóch warstw biszkoptów. 
5. Wstaw tiramisu do lodówki na co najmniej 3 godziny. Przed podaniem posyp wierzch kakao.
Smacznego!

Tarta z suszonymi pomidorami, czyli o sensie gotowania

Dzień urlopu uczciłam w najlepszy z możliwych sposobów – decydując się na pieczenie eksperymentalne. Musiałam sobie najpierw powtórzyć kilka razy, że jak się nie uda, to nic złego się nie stanie, że nie tracę czasu i że mam prawo po prostu się poobijać, nawet jeśli efekt będzie koszmarny. Potem zaczęłam się martwić, że zmarnuję te pyszne suszone pomidory, ale uznałam, że jakby co, to można je potajemnie wyciagnąć z tarty i zjeść na pocieszenie zanim ktokolwiek zobaczy. Tym sposobem zaczęłam robić tartę na razowym cieście czosnkowym..
Jasne, że miliony osób robiło tego typu danie i gdybym poszukała, znalazłabym niejeden podobny lub o wiele bardziej skuteczny/ambitny przepis, jednak mam jakąś dziką satysfakcję w tym, że podeszłam do tego zupełnie spontanicznie, nie martwiąc się zbytnio proporcjami czy opiniami innych osób. Wiem, że tak naprawdę o to w gotowaniu chodzi, o znajdywanie czystej, niezmąconej niczym przyjemności w samym procesie tworzenia.. No i pieczenie tej tarty polegało właśnie na tym, na przyjemności.
A, no i wyszło świetnie, serio serio.

Składniki na tartę w formie o średnicy ok 23cm:
Ciasto czosnkowo-bazyliowe:
300g mąki razowej
150g zimnego masła
1 jajko
ok. 2 łyżek mleka
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki suszonej bazylii
Nadzienie:
3 jajka
180ml mleka
1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej
1 łyżeczka tymianku
1 średnia cebula
125g mozarelli (1 kulka)
20g parmezanu (wg uznania, wykorzystuję go tylko do posypania tarty, ale możesz dodać więcej także do farszu)
280g suszonych pomidorów (taką pojemność miał akurat mój słoik, więc dokładność nie jest tu najważniejsza)
garść liści świeżej bazylii
sól, pieprz
1. Przygotuj ciasto, dokładnie mieszając wszystkie składniki. Użyłam do tego blendera, jednak oczywiście możesz to bez problemu zrobić ręcznie w misce – technika na pewno ma tu znaczenie, jak się dowiem jakie, dam znać. Na razie po prostu powiem, że składniki muszą dobrze się połączyć 🙂
2. Wstaw ciasto na co najmniej 30 minut do lodówki. Po upływie czasu rozwałkuj ciasto i włóż je do formy lekko posmarowanej masłem. Moje ciasto dość kleiło się do wałka (za krótko trzymałam je w lodówce), jednak poradziłam sobie kładąc większy placek na środku formy i “rozsuwając” go na boki do momentu, aż uzyskało odpowiedni kształt i grubość.
3. Nakłuj spód ciasta widelcem i wstaw je do piekarnika na 10 minut, piecz je w temperaturze 200 stopni.
4. W czasie, kiedy ciasto jest w lodówce, możesz przygotować farsz. Wymieszaj mleko i jajka z ziołami, solą i pieprzem.
5. Pokrój na kawałki mozarellę, a cebulę posiekaj i podsmaż na patelni.
6. Kiedy ciasto będzie podpieczone, wyłóż jego spód cebulką, następnie dorzuć mozarellę, suszone pomidory i świeże liście bazylii. Następnie wlej jajeczną masę i posyp wszystko parmezanem.
7. Piecz tartę w temperaturze 200 stopni przez około 30-40 minut. Ja piekłam swoją przez 30 minut pod przykryciem z folii aluminiowej, żeby uniknąć przypalenia, a ostatnie 5 minut piekłam bez folii, żeby zarumienić wierzch tarty.
8. Po wyjęciu z piekarnika, pamiętaj, żeby odczekać co najmniej 15 minut przed krojeniem i podaniem – wcześniej farsz będzie jeszcze płynny.
Smacznego!

Sałatka z selerem, mozarellą i migdałami, czyli Mamo, tym razem Cię posłucham ;)

Nie ma to jak stracić nadzieję na to, że będę mogła pozbyć się płaszcza z misiem i lamerskich zimowych butów. Wiem, że pisanie i rozmawianie o pogodzie to taka klasyczna deska ratunku, kiedy nic ciekawszego nie pozostaje do powiedzenia, no ale naprawdę.. Kupiłam żonkile, wyglądają jak zielonkawe wodorosty. Założyłam lżejsze rękawiczki, odmroziłam sobie palce. Ratuję się więc jedzeniem.
Ta sałatka jest magiczna, ponieważ dopóki jej nie spróbowałam po raz pierwszy byłam pewna, że nie znoszę selera. Kiedy już zdałam sobie sprawę, jakie warzywo jem, zdążyłam się w niej zakochać ze względu na mozarellę, migdały i zielony groszek. Jest cudownie lekka i zielona.. I trzymajmy się opinii, że jest bardzo wiosenna 🙂
Update: Przepis jest autorstwa siostry Karoli, Kasi. Byłam ofiarą oszustwa i przywłaszczenia sobie praw autorskich przez cwaną blondynkę.

Składniki na 3-4 porcje:

4 pędy selera naciowego
200g groszku konserwowego (1 mała puszka)
80g migdałów
150g sera mozarella w kostce
4 ogórki kwaszone
Sos:
2 łyżki majonezu
3 łyżki jogurtu naturalnego
sól, pieprz
1. Pokrój seler i ogórki w kostkę. Możesz równiesz pokroić tak mozarellę, wtedy sałatka wygląda bardziej efektownie, jednak z lenistwa proponuję po prostu ją utrzeć.
2. Wymieszaj warzywa i ser z odcedzonym groszkiem i migdałami. Do zrobienia sosu wystarczy wymieszać jogurt z majonezem i dodać sól i pieprz według uzania.
3. Wymieszaj dokładnie wszystkie składniki z sosem i już 🙂 Sałatka jest równie dobra nawet na drugi dzień po podaniu, wystarczy, że przechowasz ją w lodówce.
Smacznego!

Zapiekanka makaronowa, czyli co ty wiesz o węglowodanach

Kontakt z klasycznym pasta cheese miałam do tej pory tylko raz, w Anglii. W sklepach musiałam dosłownie odwracać wzrok od działu z przeróżnymi wersjami tego dania (mówię o mrożonkach w tekturowych opakowaniach, niezdrowo, uzależniająco pyszne; kto widział, ten zrozumie). Wiedziałam bowiem, ile kalorii ma coś takiego i jednocześnie byłam świadoma, że za bardzo kocham ser i makaron, żeby mieć do tego dania jakiś racjonalny i normalny stosunek. 
No ale tym razem makaron z serem sam przyszedł do mnie, w postaci obiadu z przepisu Nigelli przygotowanego przez Karolę, w którym ja pełniłam tylko rolę asystenta. Jest to coś tak cudownego i grzesznego, że przeskoczyłam ze stanu moralnego węglowodanowego kaca prosto w stan czystej, błogiej, serowej radości. Mogę i mieć marzenia o zdrowym żywieniu i mogę je nawet po części realizować, jednak nic nie jest warte życie bez sera. 

Składniki (dla 3-4 osób)

250g makaronu penne z pełnego ziarna
250g sera żółtego (w oryginale pojawia się cheddar lub red Leicester, Karola użyła ementalera)
250g niesłodzonego mleka skondensowanego
2 jajka
1 łyżeczka gałki muszkatałowej
sól i pieprz

1. Ugotuj makaron. Zetrzyj ser, a następnie dobrze wymieszaj go z mlekiem i jajkami.
2. Połącz ugotowany i odcedzony makaron z masą serową, a następnie dodaj przyprawy do smaku.
3. Przelej masę do żaroodpornego naczynia i piecz w temperaturze 220 stopni przez 10-15 minut.
Wskazówka: Myślę, że ten przepis może być świetną podstawą do innego rodzaju zapiekanek makaronowych – potraktuj wtedy sos serowy jako bazę i dodaj to, co lubisz najbardziej. Szynka lub pieczony kurczak, kukurydza z puszki, oliwki, ogórek konserwowy – to wszystko będzie świetnie się komponować z łagodnym sosem 🙂
Smacznego!

Zielone naleśniki, czyli o bliskiej przyjaźni między pesto a tuńczykiem

Moje nastawienie do klasycznych naleśników jest dość konkretne: moja babcia robi najlepsze naleśniki na świecie i nigdy nie będę nawet próbować jej dorównać. Jednak  to nie zmienia faktu, że moja babcia nie mieszka w Warszawie a zapotrzebowanie na naleśniki jest ogromne.

Dlatego też Nigella znowu przyszła z pomocą, dając przepis na cudowne, nienormalnie proste, zielone naleśniki. Oryginalna wersja jest z szynką, jednak uważam, że warto poświęcić minutę więcej na przygotowanie pasty z tuńczyka. Podaję ją w dwóch wersjach, obie są równie proste i wybór zależy jedynie od zasobów lodówki. Ale naprawdę, jest to jedynie sugestia podania i jestem w stanie też uznać, że naleśniki z pesto są genialne bez żadnego konkretnego dodatku.

Składniki na ok.6 niewielkich, grubszych naleśników:

90g zielonego pesto
90g mąki pszennej lub w zdrowszej wersji, razowej
250ml mleka
1 jajko

Składniki na tuńczykową pastę z serkiem:

pół puszki tuńczyka w sosie własnym
1/2 łyżeczki soku z cytryny
2-3 łyżki serka kanapkowego z ogórkiem (np Almette, Hochland)
sól, pieprz

Składniki na tuńczykową pastę z majonezem:

pół puszki tuńczyka w sosie własnym
1/2 łyżeczki soku z cytryny
2 łyżki majonezu
łyżeczka posiekanych kaparów
sól, pieprz

1. Wymieszaj trzepaczką wszystkie składniki na naleśniki. Ja lubię, kiedy moje są bardziej gęste i grubsze, mimo że przez to tracą na wielkości. Jeśli wolisz, żeby były cieńsze i łatwiej rozlewały się na patelni, wystarczy, że dolejesz więcej mleka.
Wskazówka: jeśli nie masz dokładnie 90g pesto, wybierz dowolną gramaturę i dodaj równą ilość mąki. Sprawdziłam i działa. Jeżeli zamierzasz przekroczyć masę 100g pesto, dodaj jeszcze jedno jajko i dolej więcej mleka “na czuja”.
2. Rozlewaj ciasto na naleśniki na rozgrzanej patelni. Żeby uniknąć wylewania zbyt dużej ilości tłuszczu, rozsmarowuję oliwę wcześniej papierowym ręcznikiem. Na jednego naleśnika używam zwykle miarki 100ml.
3. Pasty tuńczykowe przygotujesz po prostu mieszając wszystkie składniki. Kwestia przypraw zależy od Ciebie, ja lubię kiedy pasta jest łagodna, bo nie ingeruje wtedy zbytnio w smak naleśnika. Jednak to jest tylko Twoja decyzja 🙂
Smacznego!

 

Posted by Picasa

Kurczak w migdałach, czyli szpanerskie jedzenie z plastikowego pudełka

Chciałabym szczerze ogłosić, że tym wpisem zaczynam cykl Jemy Zdrowo w Pracy, jednak życie nie jest takie proste. Będzie dobrze, jeśli dwa razy w tygodniu będę miała co wsadzić do tych lanserskich pudełek, w jakie ostatnio się wyposażyłyśmy, ale warto mieć nadzieję.
Do tego przepisu mam prawie religijny stosunek, bo jest jednym z pierwszych, jakie zrealizowałam w ramach nauki porządnego gotowania. Oprócz sentymentu mam do niego też uwielbienie smakowe, bo do tej pory jeszcze żadna wersja kurczaka nie przebiła tego przepisu.
Podstawą do osiągnięcia kurczakowego mistrzostwa jest wyposażenie się w kilka składników, które będą Wam służyć przez długi czas: mąka kukurydziana, sos sojowy, brązowy cukier, olej. To na marynatę. Do tego kupcie większą paczkę migdałów, zamroźcie parę filetów i jesteście ustawieni na każdy obiadowy kryzys. I to w jakim stylu…

Składniki dla 2 osób:

2 filety z piersi kurczaka
1 łyżka cukru brązowego
2 łyżki sosu sojowego
2-3 łyżki oleju słonecznikowego
1/2 łyżki mąki kukurydzianej
40g płatków migdałowych (najlepiej po prostu sypać aż do momentu, kiedy uznasz, że migdałów jest prawie tyle samo, co kurczaka. Ale to tylko moja sugestia, a ja bardzo lubię migdały)
paczka ryżu pełnoziarnistego
do smaku: pieprz, sól, ew. suszona słodka papryka w płatkach lub przyprawa do mięs FitUp! Kamisa
1. Wymieszaj mąkę, sos sojowy, olej i cukier w misce. Pokrój kurczaka na kawałki i następnie dokładnie je wymieszaj w marynacie. Będzie super, jeśli uda Ci się potrzymać w niej kurczaka przez około 30 minut przed przełożeniem na patelnię, jednak nie jest to konieczne.
2. Ugotuj ryż zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jeżeli gotujesz ryż pełnoziarnisty pamiętaj, że potrzebuje on więcej czasu niż zwykły do uzyskania jadalnej miękkości.
3. Wrzuć kurczaka na rozgrzaną patelnię. Nie musisz jej dodatkowo smarować tłuszczem. Posyp mięso solą i pieprzem do smaku. Jeżeli mam pod ręką Fit Up do mięs, to całkowicie wystarcza i dodatkowo podkreśla smak, więc polecam.
4. Kiedy kurczak będzie już lekko podsmażony, dorzuć na patelnię migdały.
5. Po usmażeniu możesz kurczaka podawać oddzielnie lub wymieszać go jeszcze na patelni z ryżem. Sam kurczak idealnie też sprawdza się na zimno w sałatce 🙂
Smacznego!
Posted by Picasa

Łosoś w ziołach z kiełkami stir-fry, czyli o życiu po diecie

Sytuacja wygląda tak: oficjalnie skończyłyśmy dietę Protal. Teraz teoretycznie powinnyśmy wieść szczęśliwe, szczupłe życie, w pełnej żywieniowej świadomości i ogólnym oświeceniu. Rzeczywiście, Protal działa i sprawił, że poczułam się o wiele lepiej. Ale co dalej? Zaczynam cierpieć na syndrom odstawienia i bez konkretnych ograniczeń i wskazówek nie jest wcale łatwiej żyć w świecie, gdzie krem krówkowy kusi swoją krówkowatością i z Bydgoszczy przyjeżdza znienacka pomarańczowy Lindt.
Nie jestem w stanie uznać, że od teraz moje życie będzie rozsądnie pozbawione węglowodanów i Złych Tłuszczów. I nikomu nie będę nawet próbowała wmawiać, że mój mniejszy rozmiar jest wystarczającym motywatorem do wrogości wobec Nachosów, Makaronu czy, nie daj Boże, Mufinów. Żyję po to, aby jeść i nigdy nie będzie odwrotnie.
Ale ale, to nie znaczy, że zamierzam sobie odpuścić. W poszukiwaniu balansu między tym, co grzeszne a tym, co zdrowe, staram się odnaleźć smaki, które będą równie urozmaicone i ciekawe, jak te, które kiedyś przyprawiły mnie o porządne kompleksy. Jednym z nowszych odkryć jest łosoś w różnych postaciach. Traktuję tą rybę ostatnio trochę po macoszemu, wykorzystując ją do przepisów ekspresowych, jednak to tylko pokazuje, jak wiele można z niej uzyskać tak małym nakładem wysiłku. 
To, co opiszę w przepisie właściwie przepisem nie jest, to bardziej wariant podawania. Łosoś z kiełkami to nie jest zdrowy kompromis, to jest po prostu pyszne danie, które przypadkiem okazuje się nienormalnie zdrowe.

Składniki na 1 porcję:
stek z łososia (z mrożonych polecam filety Frosty – wyjątkowo smaczne)
2 łyżki pesto (klasycznego lub czerwonego)
1 łyżeczka przyprawy do dań z ryb
mieszanka kiełków (wszystkie, jakie lubisz, czasami można dostać gotowe mieszanki na patelnię)
1. Nagrzej piekarnik do 220 stopni. W żaroodpornym naczyniu posmaruj łososia pesto i posyp ziołami z obu stron.
2. Wstaw łososia (przykrytego pokrywką) na około 25 minut do piekarnika. W tym czasie nagrzej patelnię i na odrobinie oliwy, smaż kiełki przez około 5 minut.
3. Upieczonego łososia podawaj z kiełkami i już 🙂
Smacznego!
Posted by Picasa

Mufiny ciasteczkowe, czyli ekspres wśród ekspresów

Autorką tego przepisu jest Karolcia, do tej pory specjalista ds. Minumufinów (czekam do tej pory na prawa autorskie do publikacji jej przepisu), obecnie przekwalifikowana na specjalistę ds. Klasycznych Mufinów z Dodatkiem Ciastek.
Cudowne jest w nich to, że ciastka wykonują całą kreatywną robotę, kiedy w domu nie ma bardziej bajeranckich składników. Karola wybrała czekoladowo-kokosowe Pieguski, jednak jestem pewna, że każde kruche ciastko będzie pasować. Osobiście uwielbiam dobierać składniki od podstaw, jednak dla takich mufinów mogę zrobić wyjątek, ponieważ ciastka dają też cudowną chrupkość, którą możnaby uzyskać jedynie piekąc oddzielnie kruche ciasto czekoladowe. Aż taką fanatyczną purystką nie jestem, serio.

Składniki na 12 mufinów:

75g masła
250g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
75g cukru
200ml mleka
1 jajko
pół opakowania czekoladowo-kokosowych Piegusków (lub innych kruchych ciastek)
1. Rozpuść i ostudź masło.
2. W dużej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, sodę, proszek do pieczenia, cukier. Wymieszaj.
3. Po ostudzeniu masła, przelej je do drugiej miski, łącząc z płynnymi składnikami, czyli jajkiem i mlekiem. Wymieszaj.
4. Przelewaj powoli płynne składniki do sypkich, mieszając wszystko widelcem. Pamiętaj, wymieszaj je tylko na tyle, żeby nie pozostawić śladów mąki czy cukru. 
5. Na koniec pokrusz ciastka na 0,5-1cm kawałki i przesyp do miski wraz z okruszkami. Wymieszaj i przelej miksturę do 12 foremek na mufiny.
6. Wstaw je do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut.
Smacznego!
Posted by Picasa

Kurczak z pesto, czyli podstawa żywienia szczęśliwego człowieka

Nie ma nic oryginalnego w stwierdzeniu, że pesto rządzi i że z kurczakiem stanowi połączenie niemal doskonałe. Jednak myślę, że w przypadku tego przepisu nie trzeba się wysilać na oryginalność i wystarczy cieszyć się tym, że Włosi wymyślili coś tak cudownie prostego i uniwersalnego.
Myślę, że włoskie pesto ze słoika jest naprawdę dobre i zazwyczaj sprawdza się zarówno na kanapce, jak i w formie sosu do makaronu. Jednak jest coś niezwykle przyjemnego w przygotowaniu takiego własnego, domowego. Dom wypełnia się zapachem świeżej bazylii i jest w nim jakby więcej słońca. Brzmi patetycznie, ale trudno.
No i domowe pesto nigdy nie wychodzi tak samo dwa razy. Przynajmniej nie moje. Może to oznaka braku dokładności w proporcjach, a może wynik różnicy smaku między gatunkami parmezanu czy oliwy. Jednak mi to pasuje, bo za każdym razem mogę tworzyć to samo danie jakby od nowa, nie do końca znając efekt końcowy, a jednocześnie wiedząc, że będzie on zawsze niezwykle smaczny. Taka bezpieczna niespodzianka.
Z czasem można samemu rozpoznać, jak zmiany proporcji wpływają na efekt końcowy. Do tego przepisu na przykład użyłam więcej orzechów piniowych, co nadało pesto ostrzejszy smak. Nie zrobiłabym tego przygotowując pesto na kanapkę z pomidorami, ale mocniejsza, orzechowa wersja cudownie pasuje do słodyczy kurczaka. Dlatego proporcje w przepisie to bardziej sugestie, niż wytyczne, bez których nie można się obejść. I naprawdę ryzyko błędu jest minimalne, więc odwagi 🙂

Składniki na 2 duże porcje:
1 filet z piersi kurczaka
makaron pełnoziarnisty do spaghetti (ilość wg uznania)
sól
Pesto:
1/4 szklanki parmezanu
1/3 (ok. 50g) szklanki orzeszków piniowych
1 szklanka listków bazylii
2 ząbki czosnku
60ml oliwy z oliwek
sól, pieprz do smaku
1. Przygotuj makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Kurczaka pokrój na kawałki i smaż go na oliwie na średnim ogniu.
2. Wszystkie składniki na pesto poszatkuj i dobrze wymieszaj – możesz do tego użyć blendera, lub robić to ręcznie. Od Ciebie zależy, jaką konsystencję będzie miało pesto – powinno być dość dobrze rozdrobnione i wymieszane, jednak możesz na przykład zostawić większe kawałki orzechów.
3. Kiedy kurczak będzie już usmażony, zmniejsz ogień i dodaj pesto na patelnię. Dobrze wymieszaj i smaż przez około 2 minuty, żeby smaki się połączyły. W tym momencie dodaj pieprz i sól według uznania.
4. Na sam koniec zdejmij patelnię z ognia i połącz z makaronem. Dokładnie wszystko wymieszaj – możesz podawać na ciepło lub na zimno.
Smacznego!
Posted by Picasa