Kremowy sos pomidorowy Karoli, czyli duma Bydgoszczy

Prawda jest taka, że mój sos pomidorowy powstał w odpowiedzi na dzieło sztuki, jakim jest karolciowy sos pomidorowy z Bydgoszczy. To jest przepis, którego ja sama nie robię, pozwalając sobie patrzeć i krążyć po kuchni przez 10 minut, które zajmuje przygotowanie tego obiadu. Powód mojej bierności jest prosty i dotyczy tak samo sushi czy soli w beszamelu mojej babci: w niektórych daniach oprawa i autor są tak ważnym elementem potrawy, że ich brak to jak pominięcie najważniejszego składnika.
Ten sos dla mnie zawsze będzie sosem bydgoskim, przy którym będę krążyć, mruczeć i czekać, aż pojawi się na moim talerzu. Podaję go Wam, żebyście mogli stworzyć dla niego własną historię. Naprawdę warto.

Składniki na 2 porcje:

1 łyżka masła
2 łyżki mąki
150ml wody
1 kostka bulionowa (oliwa z bazylią lub pomidorowa)
3-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 ząbek czosnku (lub jedna kostka Knorr)
1 łyżeczka bazylii
1 łyżka śmietany
1. Rozpuść masło i dodaj do niego mąkę. Wymieszaj.
2. Dolej wodę i dokładnie wymieszaj. To bardzo ważne, żeby woda nie była gorąca, bo wtedy w sosie pojawią się grudki.
3. Dodaj kostkę bulionową i mieszaj, aż się rozpuści.
4. Dodaj koncentrat i ponownie dokładnie wymieszaj.
5. Dodaj czosnek i bazylię.
6. Doprowadź sos do wrzenia.
7. Dodaj śmietanę i ostatni raz wymieszaj. Nie dodawaj śmietany, gdy sos się jeszcze gotuje – śmietana się zważy.
Jeśli sos jest zbyt gęsty, możesz dodać wody lub śmietany.
Smacznego!
Karola

Posted by Picasa

Owocowy crumble, czyli babski wieczór i wampiry

Nie zamierzałam oglądać Twilight ani New Moon. Potem nie zamierzałam oglądać ich ponownie. Potem obiecywałam sobie, że nie obejrzę tego już nigdy więcej. Ale prawda jest taka, że kiedy w grę wchodzi jedzenie, ploty i wino, mogę oglądać wampirzą sagę nieograniczoną ilość razy i do tego za każdym razem piszczeć w odpowiednich momentach.
Jedzenie na babski wieczór rządzi się własnymi prawami. Albo idziemy na całość i zapominamy, że chcemy być piękne i szczupłe, albo robimy wersje light wszystkiego co się da, udając przed sobą, że dzięki temu będziemy piękne i szczupłe. Zawsze wybieram pierwszą opcję i uważam, że jest to jedyna właściwa.
Dlatego do mojego owocowego cruble nie dodam nigdy słodzika i nie będę nikomu mówić, że to w końcu owoce, że to prawie jak same witaminy i że to właściwie deser odchudzający. Prawda jest taka: jest obłędnie, rozkosznie smaczny, cudownie słodki, ale jednocześnie tak delikatny i lekki, że można zjeść nie jedną porcję, a trzy. Pod rząd. I myślę, że to jest absolutna podstawa dobrego deseru, bo przecież tutaj nie chodzi o umiar, tylko o przyjemność.
W przepisie podaję proporcje na przygotowanie dużej ilości kruszonki. Podaję takie proporcje, bo możecie przygotować jej więcej za jednym razem i po prostu zamrozić kruszonkę w woreczkach po 100g – wtedy za każdym razem możecie wyjąć woreczek, zamrożone owoce i deser macie praktycznie gotowy.

Składniki na kruszonkę:

200g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100g zimnego masła pokrojonego w drobną kostkę
6 łyżek brązowego cukru (demeara lub light muscovado)
1. Wsyp do miski mąkę, proszek do pieczenia i cukier. Zagnieć wszystko palcami, a następnie dodaj cukier. Zagnieć mieszaninę aż będzie miała konsystencję żwirku.
2. Przesyp kruszonkę do woreczków. Do przygotowania 4 małych deserów potrzebujesz 75-100g porcji kruszonki, więc najwygodniej, jeśli taką masę odmierzysz.
Składniki na owocowy crumble (4 małe porcje):
75-100g kruszonki (może być prosto z zamrażarki)
300g mrożonych owoców leśnych
3 łyżeczki mąki kukurydzianej
4-6 łyżeczek cukru waniliowego
1. W misce wymieszaj owoce z cukrem i mąką. Dobrze, jeśli wyjmiesz je z zamrażarki około 2 godziny przed pieczeniem, jednak nie jest to konieczne – jeśli nie zdąrzysz, przedłuż czas pieczenia o jakieś 5 minut.
2. Przełóż owoce do 4 małych miseczek i posyp kruszonką. Piecz je w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 15 minut.
Smacznego!
Posted by Picasa

Krem z groszku, marchewki i pesto, czyli roboczy ratunek

Jeżeli istnieje jedno wegetariańskie, zdrowe danie, przy którym zapominam, że jest wegetariańskie i zdrowe, to jest to krem z groszku i pesto. Niestety często zdrowe jedzenie wydaje mi się smutnym kompromisem między tym, co naprawdę smaczne, a tym, co rozsądne. W przypadku tego kremu, po prostu cieszę się za każdym razem, kiedy mam przed sobą coś tak pysznego.
Jest to chyba jedno z najczęściej przygotowywanych przeze mnie dań ostatnio. Robię krem dzień wcześniej lub rano przed pracą, a następnie wlewam go do pojemnika. Odgrzany jest równie pyszny jak świeży, a do tego jego przygotowanie zajmuje dosłownie 10 minut.
Pierwszy krem tego typu przygotowałam z przepisu Nigelli – zawierał on jedynie mrożony groszek (bez marchewki) oraz dymkę. Za którymś razem postanowiłam ominąć dymkę, zamieniając ją na kostkę warzywną. Wiem, że w tym miejscu puryści żywieniowi się krzywią, jednak w przypadku dań ekspresowych wszystko mi wolno, z użyciem kostki włącznie. Marchewkę dodałam kiedyś jakby przez przypadek – po sylwestrze wymiotło groszek z Carrefoura, został groszek z marchewką i w desperacji z niego skorzystałam. Wydaje mi się, że jest to wersja smaczniejsza, ale oceńcie sami.

Składniki na ok. 4 porcje do pracy (lub dwie duże):
400g mrożonego groszku z marchewką (lub samego groszku)
90g pesto
1 kostka warzywna do smaku
1. Zagotuj 750ml wody, a następnie dodaj kostkę warzywną i poczekaj, aż się rozpuści.
2. Wrzuć rozmrożony groszek z marchewką i gotuj na średnim ogniu przez 7-8 minut.
3. Zdejmij garnek z ognia i poczekaj chwilę, aż groszek i marchewka trochę przestygną.
4. Przelej zawartość do blendera i dodaj pesto. Możesz też najpierw przelać warzywa i zostawić w garnku trochę wody, żeby móc kontrolować gęstość kremu. Jeżeli po zmiksowaniu warzyw uznasz, że krem jest za gęsty, dolewaj do niego wywar wedle uznania.
Smacznego!
Posted by Picasa

Trufle cytrynowe, czyli urodzinowe cytrusy

Posted by Picasa

W ramach przygotowań do obchodów urodzin Mamy, przez chwilę rozważałam opcję tort. Już zaczęłam wizualizować krem, ozdoby, nadzienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to i mama i ja, i praktycznie reszta zainteresowanych jest na diecie. Zdaję sobie sprawę z paradoksu, jakim jest pisanie kulinarnego bloga w trakcie odchudzania, ale o tym kiedy indziej. Po prostu tort, który kojarzy mi się z obfitością słodyczy, z lukrem, grzesznym kremem i kopiastymi porcjami na talerzach, nagle wydał mi się deserem zbyt rozpustnym. Dlatego postanowiłam stworzyć coś w wersji mini, coś, czym można się delektować, w moim rozumieniu, bez poczucia jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Nie żyję złudzeniami, trufla to trufla i nie można jej w żaden sposób nazwać dietetyczną. Ale jedna czekoladowa kuleczka wygląda tak niewinnie, że nie można jej uznać za zakazaną ani szkodliwą. Dwóch raczej też nie. Może problem zaczyna się po pięciu, ale to już jest kwestia indywidualna.

Składniki na około 50 trufli:
300g czekolady deserowej
100g czekolady mlecznej
3/4 szklanki śmietany kremówki (ja użyłam Rama Cremefine do Ubijania)
3 łyżki skórki pomarańczowej
2 łyżeczki ekstraktu cytrynowego
1 łyżka golden syrup (lub miodu)
2 łyżki Triple Sec
kakao do posypania
1. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, a w tym samym czasie podgrzewaj śmietanę na patelni.

2. Dodaj do czekolady łyżkę masła i poczekaj aż się rozpuści. Dobrze wymieszaj. Pilnuj temperatury – jeśli woda będzie za gorąca, czekolada zacznie się zbijać w grudki.

3. Dodaj do śmietany posiekaną skórkę pomarańczową, ekstrakt cytrynowy i golden syrup.

4. Kiedy czekolada się rozpuści, zdejmij patelnię ze śmietaną z ognia i przelej do niej czekoladę. Dokładnie mieszając, dolej Triple Sec.

5. Przelej masę do płaskiego naczynia i odstaw na minimum 2 godziny do zamrażarki (ja wykorzystałam balkon i wsadziłam miskę do śniegu – działa świetnie).

6. Kiedy masa będzie twarda, wyjmij ją i formuj małe kuleczki. Możesz do odmierzania użyć łyżeczki, kulki najlepiej formować ręcznie. Jeśli uznasz, że coraz trudniej formować Ci kulki, bo masa zaczyna się zbytnio ogrzewać i rozpuszczać, lepiej wstawić ją na chwilę z powrotem do zimna, żeby ponownie zastygła i potem wrócić do formowania.

7. Ułóż kulki na folii aluminiowej i wstaw z powrotem do zamrażarki. Tym razem trzymaj je w zimnie jak najdłużej, minimum 2 godziny. Wszystko po to, żeby nie topiły się później w kontakcie z gorącą czekoladą, kiedy będziesz je nią oblewać.

8. Roztop mleczną czekoladę i kiedy będzie całkiem płynna, wyjmij połowę trufli i obtaczaj je w czekoladzie. Drugą partię przygotowuję w łatwiejszy sposób – obtaczam je po prostu w kakao przesypanym wcześniej przez sitko. Do maczania trufli w gorącej czekoladzie używam szczypców do spaghetti. Z doświadczenia polecam, chociaż wiem, że często poleca się nadziewanie trufli na widelec.

9. Po obtoczeniu trufli w mlecznej czekoladzie musisz odczekać jeszcze kilkadziesiąt minut, aż zastygnie. Trufle w kakao możesz podawać od razu 🙂 Możesz je przechowywać przez kilka dni, nawet do tygodnia – pamiętaj tylko, żeby pozostawiać je w lodówce.

Smacznego!

Quiche Lorraine, czyli tarta weekendowa z pancettą i oliwkami

Dość długo szukałam idealnego przepisu na słone półkruche ciasto, które pozwoliłoby mi tworzyć tarty na każdą okazję, z dowolnym nadzieniem, o każdej porze dnia i nocy. Niechęć do pisania magisterki jest tak wielka, że zainspirowała mnie do poświęcenia się całodziennej analizie wszystkich możliwych przepisów na tarty. I o ile rozsądnie byłoby po prostu wykorzystać jeden z nich, dzielnie postanowiłam potraktować to jako misję, i oto jest. Autorska wersja Quiche Lorraine – czyli tarty z jajeczno-serowym nadzieniem, pancettą i oliwkami.
Składniki na ciasto:

300g mąki
150g zimnego masła
1 jajko
ok. 2 łyżek ciepłego mleka
szczypta soli

Składniki na nadzienie:

300g pancetty (lub klasycznego wędzonego boczku)
200ml śmietanki kremówki
250ml mleka
100g tartego parmezanu
100g oliwek
1 czerwona cebula
125g mozarelli
5 jajek
2 łyżki mąki
1 łyżeczka mielonej gałki muszkatałowej
1/2 łyżeczki pieprzu

1. Przygotuj ciasto łącząc mąkę, masło i jajko. Użyłam w tym celu blendera, jednak każda forma wyrabiania ciasta jest dobra, jeśli uzyskasz kleiste duże grudki. Następnie dolej mleko, które powinno Ci ułatwić połączenie ciasta i uformowanie kuli. Ja użyłam 2 łyżek, jednak wszystko zależy od tego, jak wcześniej wyrobisz ciasto – im słabiej tym więcej mleka będziesz potrzebować.

2. Uformuj z ciasta kulę, owiń folią i wstaw do lodówki na minimum 30 minut. W tym czasie możesz zająć się szykowaniem nadzienia.

3. Pokrój pancettę na drobne kostki (ok 0,5cm) i usmaż je na gorącej patelni z odrobiną oliwy. Po usmażeniu, odstaw do ostygnięcia.

4. Do dużej miski wbij jajka, dodaj mąkę, gałkę muszkatałową, pieprz i 30g parmezanu. Dokładnie mieszaj, stopniowo dodając śmietankę i mleko. Dopilnuj, żeby wszystkie składniki dobrze się połączyły i odstaw miskę.

5. Pokrój cebulę i oliwki, a następnie wrzuć je do miski z wcześniej przygotowanym płynnym nadzieniem.

6. Po 30 minutach od wstawienia, wyjmij ciasto i rozwałkuj. Z podanych proporcji uzyskałam ciasto na wypełnienie całej okrągłej formy (21cm) grubą warstwą ciasta – zrobiłam to z miłości do chrupiących boków tarty. Gdybym chciała uzyskać cieniutkie ciasto, wykorzystałabym jego połowę, a drugą zamroziłabym na kolejną okazję. Rozmrożone ciasto piecze się tak samo dobrze jak świeże.

7. Po wyłożeniu formy ciastem, ponakłuwaj je widelcem na całej powierzchni. Następnie położ na nim kawałek folii aluminiowej i nasyp na wierzch ryż lub fasolę. W takiej formie wstaw ciasto do piekarnika na 20 minut i piecz w temperaturze 180 stopni. To sprawi, że ciasto lekko się podpiecze, a waga ryżu zabezpieczy je przed zbytnim wyrośnięciem.

8. Po wyjęciu ciasta wyjmij folię z ryżem. Na dnie ciasta rozsyp pancettę, a następnie wylej jajeczną masę. Ostrożnie ułóż plastry mozarelli na wierzch, a całość posyp pozostałymi 70g parmezanu. Mozarella nie jest klasycznym dodatkiem do quiche, jednak nie mogę się oprzeć dodaniu ciągnącego, delikatnego sera do nadzienia.. Dlatego wychodzę z założenia, że to mój quiche i zrobię z nim co chcę i polecam takie samo podejście 🙂

9. Przygotowany quiche przykryj folią aluminiową i ostrożnie wstaw do piekarnika i piecz w temperaturze 180 stopni przez około 30 minut. Następnie zdejmij folię i piecz jeszcze przez 10 minut w tej samej temperaturze. Dzięki temu uzyskasz lekko zarumieniony wierzch, ale unikniesz zbytniego przypalenia.

10. Po wyjęciu quiche będzie jeszcze lekko płynny, dlatego jeśli chcesz z łatwością go pokroić, lepiej poczekać jakieś 15 minut. Ja nie poczekałam i byłam przeszczęśliwa, nawet kiedy mój pierwszy kawałek był w wersji półpłynnej, więc nie będę nikogo namawiać na cierpliowość.

Smacznego!

Brownie cytrusowe, czyli poświąteczna akcja ratunkowa

Lekiem na świąteczne obżarstwo jest poświąteczne obżarstwo, podczas którego pozbywamy się wszelkich nadwyżek jedzenia tak szybko, jak to możliwe. Absolutnie nie należy się dołować, ponieważ piekąc/gotując/smażąc robimy sobie przysługę, przyspieszając powrót do punktu 0, w którym możemy z czystym kontem oddać się powracaniu do żywieniowej normalności.

Skoro już wytłumaczyłam mój system działania, pora na złożenie hołdu Brownie. Brownie, jako klasyk klasyków, jest absolutną czekoladową podstawą, jednak w ramach akcji poświątecznej wykorzystałam do niego nieklasyczne składniki. Inaczej mówiąc, resztki. Ale nazwa Brownie z Resztek absolutnie nie pasuje do efektu, jaki osiągnęłyśmy z moją siostrą wczoraj w nocy, kiedy to postanowiłyśmy zamienić planowane mufiny na coś bardziej czekoladowego i grzesznego.
Dodałam ekstrakt cytrynowy z braku ekstraktu waniliowego i w taki sposób uzyskałam zupełnie nowy, obłędny aromat. Czekolada zachowała swoją słodycz, jednak jej smak jest lżejszy. Skórka pomarańczowa dodała też kontrast dla białej czekolady, przez co brownie cytrusowe nie ma w sobie śladu ciężkości, jakiej możnaby się spodziewać po nieznośnej wręcz ilości wykorzystanej czekolady.

Składniki (dla kwadratowej blachy o średnicy ok 21cm):

115g miękkiego masła
300g drobnego cukru
5 jajek
70g mąki pszennej
70g kakao
1 łyżka ekstraktu cytrynowego
4 łyżki (wg uznania) kandyzowanej skórki pomarańczowej
250g ciemnej czekolady (wykorzystałam czekoladę z rodzynkami)
50g białej czekolady

1. Wrzuć 200g czekolady do garnka postawionego na garnku z gorącą wodą. Podrzewaj wodę, ale nie doprowadzaj jej do wrzenia. Pamiętaj, żeby woda nie dotykała dna garnka, w którym jest czekolada – wtedy w czekoladzie pojawią się grudki.

2. Dokładnie wymieszaj cukier z masłem (możesz użyć miksera).

3. W oddzielnej misce ubij jajka i wymieszaj je z ekstraktem cytrynowym.

4. Powoli przelewaj jajka do miski z masłem i cukrem, cały czas mieszając. Dodaj rozpuszczoną czekoladę, mąkę i kakao. Wszystko dokładnie wymieszaj i wrzuć posiekaną ciemną czekoladę (pozostałe 50g), białą czekoladę i skórkę pomarańczową. Czekolady nie musisz siekać dokładnie, kawałki mogą mieć około 0.5cm średnicy.

5. Nagrzej piekarnik do 170 stopni. Przelej masę na brownie do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez 20 minut.

6. Po wyjęciu z piekarnika ciasto będzie płynne – jest przepyszne, jednak warto poczekać aż zastygnie. Moja siostra uważa, że jeszcze lepsze jest z lodówki, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie 🙂

Smacznego!

Babeczki z mincemeat, czyli brytyjski hicior

Babeczki z mincemeat to drugi tegoroczny przepis, który ma w sobie moje ukochane smaki i aromaty Świąt. Poczułam się mało patriotycznie na myśl o tym, że zarówno panforte jak i babeczki mincemeat nie są klasycznymi polskimi deserami, jednak z drugiej strony, nie istnieje chyba bardziej uniwersalne święto niż Boże Narodzenie. Jeżeli mówimy o potrawach, a zwłaszcza deserach, ich esencja pozostaje ta sama – jest słodko, korzennie, odświętnie i baaardzo grzesznie pod względem kaloryczności. Wszystkie te cechy zachowałam w realizowanych przepisach i to jest moje pole obrony w wypadku zarzutów o brak narodowych odnośników.

Mincemeat to brytyjskie nadzienie z suszonych owoców, brandy i łoju. Ominęłam łój i zamieniłam brandy na rum. Wykorzystałam je do babeczek, jednak już mogę sobie wyobrazić mincemeatowe croissanty, mincemeat w słoiku w roli konfitury, mincmeat wewnątrz trufli czekoladowych… Możnaby stworzyć quiz w rodzaju Pokaż, co robisz ze swoim mincemeat a powiem Ci, kim jesteś.

Proponuję zacząć od przygotowania ciasta, a w czasie, kiedy będzie w lodówce, przygotuj mincemeat.

Do pieczenia użyłam formy na minumufiny. Jeśli takiej nie posiadasz, możesz zrobić duże babeczki w formie na zwykłe mufiny. Uzyskasz ich wtedy o połowę mniej, ale z pewnością będą równie pyszne.

Składniki na ciasto (na około 70 babeczek. Brzmi strasznie, ale znikają szybko, serio):

480g mąki pszennej
120g margaryny
120g zimnego masła
sok z 2 pomarańczy
2 łyżeczki aromatu migdałowego

Składniki na mincemeat:

60ml czerwonego wina
75g brązowego cukru
340g żurawiny (tyle akurat miałam w opakowaniu, lekkie odchylenia są jak najbardziej dopuszczalne. Nadzienie będzie mniej lub bardziej kwaskowate zależnie od ilości żurawiny)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
2 łyżeczki przyprawy piernikowej
150g rodzynek (mogą być różne gatunki)
30g suszonej żurawiny
otarta skórka i sok z 1 mandarynki
25ml rumu
1 łyżeczka aromatu migdałowego
1 łyżeczka aromatu waniliowego
2 łyżki miodu

1. Wsyp mąkę do dużego naczynia i wrzuć do niej pokrojone na drobne kawałki masło i margarynę. Dokładnie wymieszaj i wstaw naczynie do lodówki na 30 minut (w tym czasie możecie zająć się mincemeat, jeśli macie na tyle miejsca w kuchni, żeby pomieścić natłok łyżek i garnków).

2. Wyciśnij sok z pomarańczy i wstaw go do lodówki.

3. Po wyjęciu naczynia z mąką i masłem, użyj miksera, by uzyskać grudkowatą konsystencję ciasta przypominającą kruszonkę. Dodaj zimny sok z pomarańczy i aromat i jeszcze raz wymieszaj mikserem ciasto do momentu, aż grudki się pozlepiają.

4. Przełóż masę na stolnicę i dobrze je wyrób. Uformuj 6 kulek i włóż je do lodówki na ok. 30 minut.

5. Pora na mincemeat. Rozpuść cukier w winie w głębokim garnku. Następnie dodaj świeżą żurawinę oraz sypkie przyprawy, rodzynki, suszoną żurawinę, otartą skórkę i sok z mandarynki.

6. Gotuj miksturę na małym ogniu przez 20 minut. Po tym czasie, rozbij nierogotowaną żurawinę tak, aby utworzyła się niejednolita masa.

7. Kiedy mincemeat lekko ostygnie, dodaj rum, aromaty oraz miód. Twoje nadzienie jest gotowe 🙂

8. Wyciągaj po kolei kulki ciasta z lodówki i wykrawaj z niego kółka o średnicy ok 5.5 cm. Jeśli nie masz falowanej okrągłej foremki, spokojnie możesz użyć szklanki.

9. Nakładaj po odrobinie nadzienia wewnątrz babeczek. Z resztek ciasta możesz powykrawać małe serduszka/gwiazki/cokolwiek, lub zrobić po prostu więcej babeczek.

10. Piecz babeczki w temperaturze 220 stopni przez 10 minut. Możesz po pieczeniu ozbobić babeczki cukrem pudrem, mi udało się upolować czerwony cukier dekoracyjny.

Smacznego!

Panforte, czyli z ziemi włoskiej do Polski

Kiedy myślę o Świętach, w pierwszej kolejności na myśl przychodzi mi Jedzenie. To jest akurat oczywiste. Ale jakie konkretnie? Tutaj sprawa się komplikuje… Bo nawet jeśli obracam się w zakresie Słodyczy, to do wyboru pozostaje tyle rozmaitych smaków, tekstur i kolorów, że ciężko mi wybrać chociażby swoje prywatne słodyczowo-świąteczne Top 5.

Dlatego w tym roku podjęłam próbę skondensowania wszystkich moich faworytów w dosłownie dwóch przepisach. Panforte to pierwszy z nich…

Praktycznie rzecz biorąc, są to bakalie w cieście, a nie ciasto z bakaliami. W tym prostym włoskim przepisie można dokonać dowolnych modyfikacji, wrzucając do miski to, co najbardziej lubimy lub (jak w moim przypadku) to, co najepiej przypomina o Świętach. Zmodyfikowałam więc już zmodyfikowany przepis od Nigelli i uzyskałam skondensowany, chrupiący smak Świąt…

Składniki (dla okrągłej formy o średnicy ok 20cm):

100g orzechów laskowych
135g migdałów w płatkach
100g suszonych fig
100g suszonych śliwek
100g suszonych moreli
2 garście suszonych żurawin
100g mieszanki keksowej (kandyzowane owoce, które można zastąpić jedynie kandyzowaną skórką pomarańczową i cytrynową)
1 garść rodzynek królewskich

1 łyżeczka mielonych goździków
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej
1 czubata łyżka kakao
50g mąki

150g cukru light muscovado (można zastąpić drobnym białym cukrem)
180g miodu
30g masła

cukier puder do opruszenia

1. W żaroodpornej, dużej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, kakao i przyprawy.

2. W rondelku rozpuść cukier, miód oraz masło.

3. Posiekaj śliwki, morele i figi na około centymetrowe kawałki. Wrzuć je do miski z sypkimi składnikami i dodaj pozostałe bakalie. Dobrze wymieszaj.

4. Rozpuszczony płyn wlej do miski i powoli wymieszaj całą zawartość.

5. Przełóż masę do formy wyłożonej papierem do pierczenia. Dokładnie uklep ciasto tak, żeby było zwarte a jego powierzchnia możliwie jak najgładsza.

6. Piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez 40 minut.

7. Po wyjęciu ciasta pozostaw je do całkowitego ostudzenia, oprusz cukrem pudrem przez sitko i pokrój na malutkie kawałki.

Smacznego!

Ciasto czekoladowa chmurka, czyli Paulinka rulez

W tym roku dostałam najsmaczniejszy urodzinowy deser świata. Już z samego wyglądu można ocenić, że jest w tym cieście coś obłędnie grzesznego, jednak dopiero po spróbowaniu zobaczycie, że to ciasto to o wiele więcej niż krem i czekoladowy spód. Możecie uznać, że czekoladowych ciast próbowaliście mnóstwo i że niewiele może Was już w tej kwestii zaskoczyć, jednak popełniacie błąd mówiąc to przed spróbowaniem czekoladowej chmurki.

Paulinka, która upiekła to ciasto, przekazała mi przepis i pozwoliła go opublikować. Jeszcze raz – dzięki! :*

składniki masy:
* 250g ciemnej czekolady (min. 70% kakao)
* 125g miękkiego masła
* 6 jajek: 2 całe, 4 rozdzielone na białko i żółtko
* 175g cukru
* 2 łyżki likieru Cointreau (niekoniecznie)
* starta skórka pomarańczy (niekoniecznie)
tortownica (o 23cm)

składniki śmietanki:
500ml śmietanki kremówki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub 2 łyżeczki cukru wanilinowego
1 łyżka likieru Cointreau (niekoniecznie)
1/2 łyżeczki gorzkiego kakao

przyrządzenie ciasta:
1. rozgrzać piekarnik do 180C, dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia
2. rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, dodać do niej masło, poczekać aż się rozpuści, całość zostawić do przestygnięcia
3. ubić 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru, potem delikatnie dodać czekoladę z masłem, likier i skórkę pomarańczy
4. w innej misce ubić 4 białka na pianę, a następnie stopniowo dodawać 100g cukru, aż do uzyskania błyszczącej, nie za bardzo sztywnej piany
5. dodać kilka łyżek piany z białek do masy czekoladowej i wymieszać
6. całą masę czekoladową dodać do pozostałej piany z białek i wymieszać
7. wyłożyć masę do tortownicy i piec ok. 35-45 min
8. upieczone ciasto ostudzić, w miarę stygnięcia środek ciasta powinien się zapadać, a brzegi powinny być kruche i nierówne, ciasto należy wyjąć z tortownicy na paterę
9. ubić śmietanę, dodać ekstrakt waniliowy/cukier wanilinowy i likier, śmietana powinna być stojąca ale nie całkiem sztywna
10. wypełnić zagłębienie ciasta śmietaną
11. delikatnie oprószyć wierzch ciasta kakao

Krem z dyni, czyli bajerancka łatwizna

Nigdy bym nie pomyślała, że mogę klaskać w ręce robiąc zupę. Jednak kiedy macie do dyspozycji nową zabawkę w kuchni i za dużo dyni, takie zachowania mają wówczas uzasadnienie.

Krem z dyni to coś tak absurdalnie prostego, że dość długo zastanawiałam się, czy w ogóle przystoi mi umieszczać na niego przepis. Z drugiej strony, tyle osób zdążyło go już pochwalić, że zasada Proste Rozwiązania Są Najlepsze potwierdziła się kolejny raz i nie należy mieć kompleksów z powodu wykorzystania jedynie wody i dyni na obiad.

Składniki dla dwóch osób:

450g pokrojonej w kostki dyni
1 drobiowa lub warzywna kostka bulionowa
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatałowej
sól, pieprz
rozdrobnione chipsy ryżowe (opcjonalnie)

1. Zagotuj litr wody i wrzuć kostkę bulionową. Kiedy się rozpuści, wylej z garnka 250ml wody i wrzuć kostki dyni. Dynię pokroiłam na kawałki i zamroziłam niecały miesiąc temu – rozmrożona dynia sprawdza się w kremie równie dobrze, jak świeża.

2. Gotuj dynię na dużym ogniu przez 15 minut. Jeśli nie do końca rozmrozisz dynię, jedynie wydłuż czas gotowania o około 5 minut.

3. Zdejmij garnek z ognia i wrzuć dynię do blendera. Dodaj przyprawy. Jeśli chcesz uzyskać bardziej wodnistą konsystencję, dodaj więcej wywaru – to zależy tylko i wyłącznie od gustu. Użyj blendera, żeby zmiksować wszystkie składniki i gotowe. Teraz tylko wystarczy posypać krem kawałkami chipsów ryżowych lub grzankami do smaku.

Smacznego!