Owsiane kwadraciki, czyli chorobowe antidotum

Kiedy choruję, mam, jak pewnie większość ludzi, mocnego doła. Jasne, że drażni mnie klasyczny zestaw czynników, czyli katar, kaszel, ból gardła i takie tam, jednak do tego dochodzi czynnik, na który nie ma niestety magicznej tabletki. Nie gotuję. Nie mam na to siły, a jednocześnie brak gotowania jeszcze bardziej mnie osłabia. A jako że choruję już całkiem długo, musiałam szybko znaleźć coś, co mnie uratuje. Owsiane batoniko-kwadraciki.

Bardzo zdrowe, więc mogę potraktować wyprawę do kuchni prawie jak spacer po leki. Bardzo proste, więc nie pogłębiają stanu przeziębienowego wykończenia. Bardzo smaczne, więc cudownie pocieszające. Po prostu niezawodne.

Składniki

(na blachę kwadratową o boku ok.21cm):
1 puszka mleka skondensowanego
300g płatków owsianych górskich
75g wiórków kokosowych
100g suszonej żurawiny
20g rodzynek
70g migdałów w płatkach
2 łyżki Golden Syrup (do kupienia w sklepach specjalistycznych, możesz zastąpić miodem)
50g białej czekolady
laska wanilii
łyżka likieru Amaretto

1. Nagrzej piekarnik do 130 stopni. W garnku podgrzej skondensowane mleko, dodaj do niego nasionka z laski wanilii.

2. W głębokiej misce wymieszaj wszystkie suche składniki: płatki, żurawinę, wiórki kokosowe, migdały, rodzynki. Według uznania możesz urozmaicić przepis orzechami, nasionami słonecznika lub dyni.

3. Podgrzane mleko przelej do miski, dodaj Golden Syrup lub miód. Golden Syrup to słodki płyn o konsystencji i kolorze miodu, jednak o bardziej delikatnym smaku. Bardzo dokładnie wymieszaj i wylej masę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wstaw do piekarnika na godzinę.

4. Po wyjęciu ciasta z piekarnika, odstaw je do ostygnięcia i w tym czasie stop czekoladę. Dodaj do niej likier Amaretto i rozsmaruj polewę pędzelkiem po całym cieście. Kiedy ostygnie, pokrój na kwadraciki o najwygodniejszej dla Ciebie wielkości.

Smacznego!

Czekoladowo – pomarańczowe mufiny, czyli czysty hedonizm

Moją filozofię dotyczącą Mufinów opowiedziałam przy poprzednim wpisie, więc teraz ograniczę się tylko do jednej rady: zjedzcie choć jednego Mufina czekoladowego chwilę po wyjęciu z piekarnika, a nic już nie będzie takie samo. Płynna, gorzka czekolada w połączeniu ze słodyczą i aromatem pomarańczy to jest coś tak nieprzyzwoicie pysznego, że czasami trudno mi uwierzyć, że taki smak uzyskuje się używając dwóch misek i składników dostępnych w sklepie za rogiem.

Składniki na 12 mufinów:

250g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżki stołowe kakao
175g cukru pudru
150g pokruszonej czekolady
50g kandyzowanej skórki pomarańczowej

250ml mleka
90ml oleju słonecznikowego
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

1. Nagrzej piekarnik do 200 stopni. W głębokiej misce połącz sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, kakao, cukier, czekoladę, skórkę pomarańczową. Wymieszaj.

2. W drugiej misce połącz płynne składniki: mleko, olej, jajko oraz ekstrakt waniliowy. Wymieszaj.

3. Powoli przelewaj płynną miksturę do miski z sypkimi składnikami. Delikatnie mieszaj i pamiętaj – im krócej będziesz mieszać ciasto na Mufiny, tym lepiej.

4. Rozlej ciasto do 12 foremek i wstaw do piekarnika na 20 minut.

Smacznego!

Ciasteczka z żurawiną, migdałami i białą czekoladą, czyli antydepresanty

Kruche, okrągłe ciasteczka kojarzyły mi się zawsze z amerykańskimi filmami i wielkimi słoikami z napisem COOKIES. Teraz mam nawet taki gigantyczny słoik, ale nigdy ciasteczka nie wytrzymały tyle, żeby móc je do niego wrzucić. Będę nieskromna, ale one są po prostu za dobre, żeby je zamykać w słoiku.

Zaczęłam myśleć o przygotowaniu tych ciasteczek jakiś czas temu, kiedy kolejny raz podnieśli mi cenę moich ukochanych czekoladowych w Coffee Heaven. Później poznałam, co to znaczy prawdziwe Triple Chocolate, ale o tym opowiem przy przepisie na czekoladową wersję. W każdym razie, podobno udało mi się przebić ciastka z CF i od tego czasu regularnie przygotowuję porcje ciastek dla krewnych i znajomych królika.
W tej wersji żurawina i biała czekolada to obłędne, słodko-kwaśne połączenie, które lekko przypomina mi już o Świętach. Taki doraźny sposób na przypomnienie sobie, że listopad kiedyś się skończy i trzeba go przeżyć, żeby później móc bezkarnie śpiewać Last Christmas przygotowując kolejną blachę pierników.
Składniki na około 30 ciastek:
150g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
75g płatków owsianych (nie błyskawicznych)
125g miękkiego masła
70g ciemnego cukru trzcinowego
100g miałkiego cukru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
75g suszonej żurawiny
50g migdałów w słupkach
150g białej czekolady
1. Wsyp i wymieszaj w misce mąkę, proszek do pieczenia, sól i płatki owsiane. Dodaj żurawinę, migdały i posiekaną, białą czekoladę.
2. W drugiej misce utrzyj masło i oba rodzaje cukru na gładki krem. Następnie wbij do masy jajko i ekstrakt waniliowy (wymieszaj). Łatwiej dostępny jest aromat waniliowy, ale naprawdę warto jest upolować ekstrakt waniliowy i wydać na niego trochę więcej niż na zwykłą chemiczną alternatywę. Ekstrakt daja naprawdę inny, lepszy smak i aromat każdemu deserowi.
3. Sypkie składniki przesyp do miski z masłem i cukrem. Dokładnie wymieszaj.
4. Nagrzej piekarnik do 180 stopni. Wyłóż formę do pieczenia folią lub papierem do pieczenia. Na niej formuj kulki z porcji ciasta mieszczących się na łyżce. Następnie lekko uklep każdą z nich widelcem. Pamiętaj, żeby zostawić kilkucentymetrowy odstęp między każdą kulką, poniewać ciasteczka w piekarniku będą się rozpływać i zwiększać objętość.
5. Piecz przez 15 minut. Po wyjęciu odczekaj około 5 minut aż stwardnieją i przełóż je na talerz.
Smacznego!

Tarta śmietankowo-kawowa, czyli faworyt imieninowy Mamusi

 
Z okazji imienin mamy przygotowałyśmy trzydaniowy deser, a jedną z pozycji była właśnie ta torciko-tarta. Jedynym kompromisem, na który trzeba pójść przygotowując ją jest konieczność pozostawienia jej w lodówce na minimum 3 godziny przed podaniem. Cała reszta polega na mieszaniu i kruszeniu, więc jej przygotowanie ma, jak dla mnie, właściwości terapeutyczne. 
 
Przepis jest moją lekką modyfikacją dzieła z kwestiasmaku.com. 
 


 

 

Składniki:

 

Spód:
 

 

140 g herbatników digestive z ciemną czekoladą


2 łyżki drobnego cukru
70 g roztopionego masła

 

 

Masa:

 

3 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej espresso


3 łyżki gorącej wody
300 ml dobrze schłodzonej Rama Cremefine do deserów (lub wysokoprocentowej kremówki)


200 g białej czekolady

 


Do dekoracji: 
kakao

 

 

1. Dobrze pokrusz herbatniki – mikserem lub wałkiem, zależy, czy potrzebujesz akurat na czymś się wyżyć. Następnie zmieszaj je z wystudzonym rozpuszczonym masłem i cukrem. Taką masą wyłóż formę do tarty o średnicy około 20cm. Wystarczy na zrobienie cienkiej warstwy, ważne, żeby nie pozostawiać wolnych przestrzeni i dobrze masę docisnąć. Wstaw formę do lodówki i zajmij się nadzieniem tarty.

2. Zalej trzy łyżeczki kawy rozpuszczalnej trzema łyżkami gorącej wody i odstaw do ostudzenia.

3. Rozpuść czekoladę w kąpieli wodnej – włóż kawałki czekolady do garnka ustawionego nad garnkiem z lekko gotującą się wodą. Pamiętaj: woda nie może wrzeć i nie może dotykać dna garnka z czekoladą. Gdy czekolada się rozpuści, odstaw garnek do ostudzenia.

4. Ubij śmietankę, a następnie dodaj do niej kawę i rozpuszczoną czekoladę – delikatnie wymieszaj miksturę łyżką.

5. Wyjmij naczynie ze spodem tarty z lodówki i przełóż masę do formy. Wstaw ciasto na minimum trzy godziny do lodówki, równie dobrze (o ile nie lepiej) będzie smakować, jeśli zostawisz je w lodówce na całą noc.

6. Przed podaniem posyp tartę grubą warstwą kakao.

Smacznego!
 

Mufiny z pomarańczą, czyli jak odnaleźć szczęście w życiu

Nie ma takiej rzeczy na świecie, której nie potrafiłby naprawić dobry mufin. Nie ma. Jest to na pewno kontrowersyjna teza, jeśli wejdziemy na tematykę pokoju na świecie i takich tam, ale uważam, że życie może stać się przyjemniejsze jeśli tylko opanujecie sztukę pieczenia tego przysmaku.

Samo poszukiwanie własnego, ulubionego przepisu jest czymś cudownym. Możliwości jest tak wiele, że można cieszyć się z poszukiwań praktycznie w nieskończoność – to dla niezdecydowanych. Dla ambitnych – można uczepić się jednego przepisu i doskonalić go do tego stopnia, że ostateczny Mufin znajdzie się na liście patentowej. Dla leniwych – można trzymać się jednego przepisu, poświęcać mu standardowe 20min na przygotowanie i być równie szczęśliwym. Ja jestem gdzieś pośrodku, bo wykazuję cechy sentymentalne – mój ukochany przepis to ten pierwszy, którego użyłam do Pierwszego Mufina, ale jednocześnie natrafiając na ciekawe udoskonalenia jestem gotowa dokonać przeróżnych mutacji.

Poza tym, poszukiwanie przepisu to dla mnie tylko kwestia znalezienia pomysłu na ciasto. Prawdziwa zabawa zaczyna się przy dobieraniu nadzienia. I tutaj nie zrozumiem nigdy postawy osoby, która postanowi zatrzymać się na jednej, nawet ukochanej opcji. Jest to obraza samej istoty pieczenia Mufina i nie wolno sobie pozwolić na takie zaniedbanie.

Dzisiaj podaję opcję podstawową. Właśnie tą sentymentalną, na której nauczyłam się piec mufiny – z pomarańczą, pomysłu Nigelli. Cudowny i niezawodny, za każdym razem.

Składniki na 12 mufinów:

250g mąki
75g cukru
25g płatków migdałowych
skórka z jednej pomarańczy (lub skórka kandyzowana)
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

75g masła
100ml świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
100ml mleka (minimum 2%)
1 jajko

1. Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Rozpuść i ostudź masło.

2. W głębokiej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, cukier, płatki, skórkę pomarańczową, sodę i proszek do pieczenia.

3. W drugiej misce wymieszaj płynne składniki: sok, mleko, jajko, ostudzone masło – w tej kolejności.

4. Dodawaj płynne składniki do sypkich, delikatnie mieszając widelcem. Ciasto będzie miało grudki, tak ma pozostać – mieszaj jak najkrócej, tylko tak, żeby składniki się ze sobą połączyły.

5. Przekładaj ciasto łyżką do foremek na mufiny. Najlepiej, jeśli masz teflonową formę i do niej włożysz pojedyncze papierowe lub silikonowe foremki. Wtedy możesz podawać każdego mufina oddzielnie i nie musisz używać niczego do natłuszczania formy. Wstaw do piekarnika i piecz przez 20 minut.

6. Po wyjęciu pozostaw do ostygnięcia, ale najlepsze są lekko ciepłe, przekrojone na pół i podawane z masłem i konfiturą.

Smacznego!

Łosoś teriyaki z czerwonymi warzywami, czyli siła gotowca

Dobrą stroną bycia amatorem w kuchni jest to, że ma się pełne prawo do stosowania wszelkich chwytów, które mogą ułatwić gotowanie. Nie zamierzam z tego prawa nigdy rezygnować, nawet jeśli kiedyś nauczę się przygotowywać malinowe macarons. Po prostu uważam, że zmęczenie/Wielki Głód/lenistwo są czynnikami łagodzącymi i po prostu warto wiedzieć, co zrobić, żeby było smacznie, zdrowo i szybko.

Ten przepis jest jednym z tych, które wymagają jedynie odpowiedniego zapasu składników i jakiś 20 minut czasu. Łososia warto kupić więcej, pokroić w 200g plastry i po prostu wyjąć do rozmrożenia. Co do warzyw, wyrzuciłam je z torebki na patelnię. Jasne, że lepiej jest kupić i pokroić świeże warzywa, ale to jest inna historia. Dla ambitnych polecam następującą mieszankę: marchewka, czerwona papryka, zielone i czarne oliwki, mini cebulki w occie. Dla normalnych: mieszanka mrożonych czerwonych warzyw na patelnię Frosty. W sklepach wybór takich produktów jest ogromny, jednak ja uwielbiam połączenie oliwek i łososia, dlatego wybieram właśnie ten zestaw.

Sos teriyaki to cudowne odkrycie, które jest doskonałą odpowiedzią na wszelkie dylematy dotyczące marynat, sosów czy szpanerskich dodatków. Dla ułatwienia proponuję kupić teriyaki o gęstej, lekko skarmelizowanej konsystencji.

 Składniki dla 2 osób:

dwa filety z łososia (po 200g każdy)
opakowanie Czerwonych Warzyw na Patelnię (Frosta)
ok. 10 łyżek sosu teriyaki
oliwa z oliwek (na patelnię)

Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Natrzyj patelnię oliwą, używając papierowego ręcznika. Dzięki temu ograniczysz ilość tłuszczu, a jednocześnie rownomiernie rozprowadzisz płyn. Nagrzej patelnię na średnim ogniu i wrzuć warzywa.

Połóż łososia w żaroodpornym naczyniu i polej go z obu stron sosem. Ilość zależy od gustu, najważniejsze jednak jest to, żeby cała jego powierzchnia po obu stronach była pokryta sosem. Kiedy piekarnik będzie nagrzany, piecz łososia przez 20 minut.

Kiedy warzywa będą już całkowicie rozmrożone na patelni i zaczną mięknąć, dodaj 3 łyżki sosu teriyaki i dobrze wymieszaj. Po 10 minutach warzywa powinny być idealnie gotowe. Wyjmij łososia z piekarnika i podając, polej go sosem, który został w żaroodpornym naczyniu. Nie ma nic lepszego niż skarmelizowane teriyaki.

Smacznego!

Tortille i sałatka z z kurczakiem, czyli rozpusta umiarkowana

Kiedy mam ochotę na coś niezwykle pysznego, ale jednocześnie pozostawiającego wrażenie równie zdrowego, wybieram właśnie to danie. Jego podstawą są warzywa, których obecność skutecznie tłumi ewentualne wyrzuty sumienia związane z majonezem i parmezanem w sosie.

Czuję się trochę dziwnie, że przygotowałam dzisiaj tortille na Dzień Uczty, ponieważ czas, jaki im poświęciłam jest tak absurdalnie krótki, że zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinnam dłużej mieszkać w kuchni, tak dla zasady. Jednak w tym wypadku potwierdza się moja Zasada Nr 1, że proste rozwiązania są najlepsze. Kilka składników, kilka minut i mnóstwo radości.

Składniki dla 2 osób:
4 tortille
filet z piersi kurczaka
240g mieszanki sałat (najłatwiej wyrzucić z torebki. Jeszcze lepiej, kiedy macie dodatkową torebkę z posiekaną kapustą, możecie dodać do smaku)
40g majonezu (Kielecki. Oczywiście)
30g tartego parmezanu
1/4 łyżeczki sosu Worcestershire (jest to jedyny bardziej odjechany składnik w tym przepisie i możecie się zastanawiać, po co go kupować dla 1/4 łyżeczki, jednak spokojnie: długo się nie zepsuje i Nigella Lawson trzyma jego zapas w spiżarni na wszelkie okazje)
2 ząbki czosnku
garść pestek słonecznika
garść pestek dyni
sól, pieprz
Filet możesz przygotować na dwa sposoby: gotując lub smażąc. Zazwyczaj przygotowywałam kurczaka wrzucając go na 10 minut do wrzącej i osolonej wody, jednak tym razem przygotowałam go na patelni grillowej. Uważam, że obie wersje są doskonałe. Jedyna różnica jest taka: gotując kurczaka, starty czosnek dodaj bezpośrednio do sałaty, smażąc: dodaj go na patelnię. Gotowe mięso podziel widelcem na nierówne kawałki i odstaw do ostygnięcia.
W głębokim naczyniu wymieszaj majonez i parmezan. Dodaj 1/4 łyżeczki sosu Worcestershire, a następnie sól i pieprz do smaku. Na koniec dodaj sałatę i pestki, bardzo dokładnie wymieszaj. Podgrzej tortille w piekarniku nagrzanym do 150 stopni. Wystarczy, że pozostawisz je tam na 2 minuty, wyłączysz piekarnik i będziesz wyjmować kolejne tortille wg potrzeby (żeby każda kolejna była nadal ciepła). Tuż przed podaniem wymieszaj pokrojonego kurczaka z sałatą.
Smacznego!

Sos pomidorowy, czyli Absolutna Podstawa

Własny przepis na sos pomidorowy można by traktować jako pewnego rodzaju wizytówkę. Jasne, każdy sos wywodzi się od Pomidora, więc możliwości są teoretycznie ograniczone, a jednak.. Nigdy nie jadłam dwa razy takiego samego sosu pomidorowego. I uwierzcie, można znaleźć powiązania między charakterem kucharza a tym, jak przygotowuje swój sos.
Dlatego też prace nad moją własną adaptacją sosu pomidorowego uznaję za pewnego rodzaju misję. Myślę, że bazę już mam i właśnie ta baza to mój przepis na dzisiaj. Jest bajecznie prosty, a jednocześnie pozostawia duże pole do popisu.
Zanim przejdę do przepisu, podam Wam moje hasło-klucz: Aceto Balsamico di Modena. Jestem kucharskim lanserem, ale nie uwierzę, że tylko mnie kręci fakt, że wlewam na patelnię ten absolutnie cudowny i wyszukany składnik. Być może ja mam już z tym problem, bo ewidentnie polepsza mi się humor, kiedy wyjmuję korek od butelki octu, ale dla osoby pragmatycznej jedno uzasadnienie powinno wystarczyć zakup: ocet balsamiczny ma tak intensywny smak, że potrafi, jeśli jest złej jakości, zepsuć Wam potrawę. Po prostu.

Podstawowe składniki na sos pomidorowy:

puszka pomidorów z puszki (całych, nie ma nic przyjemniejszego niż robienie z nich autorskiej papki na patelni)
połówka czerwonej cebuli
3 ząbki czosnku

1 łyżeczka dobrego octu balsamicznego
łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz
Zioła: tym razem miałam nastrój na zioła prowansalskie i majeranek, ale naprawdę wszystko zależy od gustu
1. Zacznij od podgrzania oliwy na patelni i wrzuć posiekaną cebulę. Poczekaj, aż trochę się zeszkli i dodaj posiekany czosnek.
2. Wylej na patelnię pomidory wraz z sosem. Pobaw się w rozbijanie ich na kawałki – niech będą nieregularne, większe lub mniejsze, jak wolisz.
3. Dodaj łyżeczkę octu balsamicznego i sól, dobrze wymieszaj
4. Na koniec dodaj wybrane zioła i pozostaw na średnim ogniu jeszcze przez 5-10 minut.
Tym razem podałam sos z ravioli z grzybami, jednak jest to sos absolutnie do wszystkiego..
Smacznego!

Trufle, czyli kieszonkowe tiramisu

Żaden znany mi deser nie jest dla mnie tak wielkim wrogiem, jak trufla i żadnego jednocześnie nie kocham bardziej. Jeżeli chcecie przygotować trufle, przygotujcie się na emocjonalną huśtawkę. Niektórych to kręci, niektórych może odstraszyć, ale trzeba być na to gotowym. Tylko ta potrawa sprawia, że w ciągu jednego dnia w kuchni mogę czuć ekstatyczną radość, żeby po pół godzinie dostawać ataku histerii. Jednak ten wysiłek jest jak inwestycja. Zawsze trufla w wersji ostatecznej, nieważne jak brzydka i nieforemna, to powód do dumy i źródło największych przyjemności.

Te trufle dedykuję Paulince – naszej sąsiadce, która obchodzi dzisiaj urodziny. Wszystkiego naj naj naj!

Przepis zaadaptowałam w cudownej strony kwestiasmaku.pl. Jest to dla mnie takie kulinarne Eldorado, i za każdym razem jak odwiedzam tą stronę, to się zastanawiam, po co ja w ogóle robię to wszystko, skoro moje miejsce jest w kuchni.

Składniki na około 20 sztuk:

3 łyżki mocnej kawy rozpuszczalnej
3 łyżki likieru amaretto
10 podłużnych biszkoptów do tiramisu
100 ml serka naturalnego (kanapkowy, najzwyklejszy)
7 łyżek cukru pudru
2 żółtka
250g serka mascarpone
3 tabliczki ciemnej czekolady
kakao

1. Przygotuj w głębokim naczyniu mieszankę espresso i amaretto: zaparz kawę z 1 czubatej łyżki rozpuszczalnej kawy i 3 łyżek wody. Dolej 3 łyżki amaretto i poczekaj, aż wystygnie. Następnie wrzuć biszkopty i potraktuj je widelcem tak, aby powstały z nich dość duże okruszki. Zostaw je w naczyniu, żeby mogły nasiąknąć miksturą.

2. Wymieszaj blenderem serek naturalny z 1 łyżką cukru pudru. W przepisie orginalnym serek zastąpiony jest śmietanką 30% (w tym wypadku ubij ją z cukrem na sztywną pianę), jednak ja wolę stwarzać iluzję mniejszej ilości kalorii.

3. W drugim naczyniu ubij żółtka z pozostałymi 6 łyżkami cukru pudru. Następnie dodaj mascarpone i delikatnie wymieszaj.

4. Połącz miksturę z mascarpone z serkiem, wymieszaj, a następnie dodaj biszopty. Delikatnie połącz wszystkie składniki i taką masę wstaw do zamrażarki na ok 2,5h.

5. Łyżeczką do melona lub czymkolwiek, co pozwoli Ci stworzyć w miarę niewielkie kulki, uformuj trufle. Poukładaj je na papierze do pieczenia i odstaw znowu do zamrażarki na minimum 1,5h.

6. Tuż przed wyjęciem trufli z zamrażarki zajmij się czekoladą: stop 3 tabliczki w kąpieli wodnej, wkładając je do garnka ustawionego nad gotującą się wodą. Uwaga: woda nie może wrzeć, a garnek z czekoladą nie może dnem dotykać wody!

7. Wyjmij trufle i bardzo szybko maczaj je w stopionej czekoladzie. To jest ten moment, kiedy popadam w histerię, ale wiem, że z czasem dojdę do wprawy. Łap trufle szczypcami do spagetii lub widelcem i pilnuj, żeby czekolada niezbyt szybko zaczęła zamieniać się w grudki w garnku. Ale nie przejmuj się, jeśli to wszystko zacznie wyglądać niechlujnie i ogarnie Cię chaos. Po to jest kakao, żeby zamaskować niedoskonałości.

8. Kiedy skończysz obtaczać trufle w czekoladzie, wsadź je jeszcze na ok. 20 minut do zamrażarki. Po wyjęciu obtocz każdą z nich w kakao, przesypanym wcześniej przez sitko. Gotowe! Te trufle, które nie zostaną zjedzone od razu możesz przechowywać w zamrażarce i wyjmować je na ok 20 min. przed następnym podaniem.

Smacznego!