Tarta pomarańczowo-morelowa, czyli o trudnych związkach

Z ciastem na tartę tworzę trudny związek, ponieważ ewidentnie ja je kocham bardziej niż ono mnie. Może mnie denerwować, frustrować, dołować, ale zawsze do niego wracam, bo wierzę, że nic innego tak bardzo mnie nie uszczęśliwi.
Ale nasze relacje stopniowo się polepszają. Tym razem postanowiłam wziąć je na przeczekanie, czyli zostawiłam w lodówce na jakieś 5 godzin zamiast przepisowych 20 minut. Wyszło ewidentnie oszołomione moją determinacją, ponieważ zechciało łaskawie współpracować na stolnicy i nie dostałam przez nie ataku furii. Ja poznaję jego zwyczaje, a ono moje. Nie znoszę, kiedy ciasto przykleja się do wałka pomimo hurtowej ilości wysypanej mąki. I nie znoszę, kiedy postanawia być tak kruche, że łamie się jeszcze przed wyłożeniem do formy. Przy tym przepisie udało nam się tych rzeczy uniknąć. Będzie coraz lepiej.
Ten przepis tworzy kruche słodkie ciasto, pomarańczowy custard (coś pomiędzy budyniem a sosem) i konfitura morelowa. Ciasto możecie wykorzystać jako bazę pod jakąkolwiek słodką tartę, choćby ze świeżymi owocami lub rozpuszczoną czekoladą. A co do konfitury – wybór należy do Was, ja akurat wybrałam słoiczek moreli w kwaskowym sosie i wydaje mi się, że cokolwiek o ostrzejszym, owocowym smaku będzie świetnie pasować.

 Składniki na ciasto (do okrągłej formy na tartę o średnicy 21-24 cm)
120g mąki pszennej
30g cukru pudru
1 żółtko
1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego
Składniki na pomarańczowy custard:
2 jajka
1 żółtko
50g cukru pudru
35g cukru muscovado
skórka i sok z 2 pomarańczy
125g masła

 

1. Przesiej mąkę i cukier puder do miski i dodaj pokrojone w male kostki masło. Wstaw miskę do zamrażarki na 10 minut.
2. Ubij żółtko z ekstraktem migdałowym, łyżeczką zimnej wody i szczyptą soli. Wstaw miksturę do lodówki.
3. Wyjmij mąkę z masłem i cukrem z zamrażarki i zmiksuj wszystko. Następnie powoli dodawaj wyjęte z lodówki ubite jajko. Jeżeli uznasz, że ciasto jest zbyt kruche, możesz dodać odrobinę zimnej wody.
4. Uformuj kulkę z ciasta, owiń folią aluminiową i wstaw do lodówki. Przepis Nigelli mówi o 20 minutach. Ja proponuję jak najdłużej…
5. Po wyjęciu ciasta z lodówki ułóż je na stolnicy posypanej mąką. Rozwałkuj ciasto i wyłóż je w formie na tartę. Ponakłuwaj spód tarty widelcem, wyłóż folią aluminiową i wysyp na nią obciążnik, czyli ryż, fasolę lub profesjonalne ceramiczne obciążniki. Pamiętaj, że ciasto może się skurczyć podczas pieczenia, więc proponuję ulepić boki trochę wyższe niż krawędź tarty.
6. Piecz ciasto przez 15 minut w temperaturze 200 stopni, a następnie zdejmij obciążnik i piecz dodatkowe 10 minut w temperaturze 180 stopni. Czasy mogą się niestety różnić zależnie od piekarnika, najlepiej po prostu obserwować, czy boki się nie przypalają.
7. Kiedy ciasto już jest w piekarniku, możesz zabrać się za przygotowanie masy pomarańczowej. Zetrzyj skórkę i wyciśnij sok z pomarańczy. W głębokim rondlu z grubym dnem ubij jajka z cukrem.
8. Do rondla dodaj sok i skórkę z pomarańczy oraz pokrojone w kostki masło. Podgrzewaj miksturę na średnim ogniu, cały czas mieszając.
9. Mieszanie wymaga trochę cierpliwości – najpierw masa zgęstnieje, a następnie pojawią się bąbelki na powierzchni. Custard może się wówczas gotować nie dłużej niż minutę, nie zapominaj, żeby cały czas mieszać. Następnie zdejmij rondel z ognia i poczekaj, aż trochę przestygnie.
10. Przelej custard do upieczonej tarty, odstaw na ok 15 minut, aż masa się zestali. Nakładaj konfiturę przy podawaniu pokrojonego ciasta.
Smacznego!
Posted by Picasa

Ciasto marchewkowe, czyli co dobrego z Anglii

Z ciastem marchewkowym sprawa wygląda tak jak z wieloma grzesznymi deserami mojego wykonania: po dodaniu jednego bardzo zdrowego składnika uważam je za dania dietetyczne. I kolejny raz proszę nie wyprowadzać mnie z błędu.
Od dłuższego czasu przymierzałam się do upieczenia ciasta marchewkowego i zebrałam parę naprawdę rewelacyjnych przepisów, więc możecie spodziewać się pewnie wersji drugiej, trzeciej, dziesiątej w najbliższej przyszłości. Ale moje pierwsze ciasto marchewkowe postanowiłam zrobić zgodnie z przepisem z Pret a Manger, mojej ukochanej knajpy, którą poznałam podczas pobytu w Anglii. Traktowałam do miejsce jako ratunek przed mrożonkami, które ze względu na cenę i smak były kuszące, ale za to ich skład doprowadził mnie do alarmowego rozmiaru tyłka a mojego afrykańskiego przyjaciela do “syndromu żyrafy”, jak sam to nazwał. Ani jedno ani drugie nie było przyjemne.
Pret to miejsce, które słynie ze zdrowego podejścia do jedzenia. Żadnych konserwantów, większość potraw przygotowywana na miejscu, a ryba w kanapkach to nikt inny jak “Dolphin Friendly Tuna”. Pół roku nabijałam się z tego określenia, ale kupili mnie. Nie jestem wojującym ekologiem, jednak w kontraście z tym, co oferowały standardowe spożywczaki, kanapki oklejone napisami “organic” stały się moim ulubionym pożywieniem.
A wracając do ciasta. Uwielbiam je. Ze względu na cenę kupowałam sobie jedynie w nagrodę za jakieśtam osiągnięcia i dlatego mogę szczerze przyznać, że ciasto marchewkowe przyczyniło się do całkiem wysokiej średniej na studiach w tym okresie. Nie ma lepszej motywacji niż jedzenie. I do niewielu rzeczy mam większy sentyment niż do tego ciasta.

Składniki (na ciasto do kwadratowej formy o boku ok 20cm):

Ciasto:
2 jajka
200g brązowego cukru
200g mąki
150ml oleju słonecznikowego
200g startej marchewki
50g orzechów laskowych lub włoskich
75g ananasa w kawałkach
25g wiórek kokosowych
25g rodzynek
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli

Polewa:
300g cukru pudru (w przepisie jest 400g, ale bez przesady…)
100g serka naturalnego (np. Philadelphia)
50g masła (użyłam 25g i też było dobrze)

1. Najpierw przygotuj polewę dokładnie mieszając masło i serek, a następnie dodając cukier. Wstaw masę do lodówki.

2. Dokładnie ubij jajka, dodaj do nich cukier i wymieszaj, a następnie powoli dolewaj olej.

3. Ósemkami wmieszaj marchewkę, orzechy, ananasa, rodzynki i kokos. Wszystkie te składniki możesz dodawać w proporcjach, jakie najbardziej Ci odpowiadają. Ja do mojej wersji zmniejszyłam ilość wiórek, a dodałam rodzynki, Ty możesz wybrać zupełnie inne dodatki i na pewno będzie pyszne.

4. Do masy wsyp mąkę, cynamon, sodę i sól. Wymieszaj wszystko dokładnie i przelej do formy lekko wysmarowanej masłem.

5. Piecz przez jedną godzinę w piekarniku nagrzanym do 150 stopni.

6. Po wyjęciu ciasta poczekaj, aż ostygnie i wyjmij polewę z lodówki. W oryginalnym przepisie należy przepiąć całe ciasto na pół i wyłożyć jego środek połową masy. Ja jednak wolałam nie ryzykować i postanowiłam położyć więcej polewy na wierzchu ciasta, nie przejmując się zbytnio tym, żeby było równiutkie i eleganckie. Tak czy inaczej, wychodzi pyszne.

Smacznego!

Mufiny czekoladowo-pomarańczowe dla Ewy, czyli pakiet dziękczynny

Prawda jest taka, że ja i Karolcia jesteśmy dość zaradne. Uratowałyśmy już mieszkanie przed powodzią, przetrwałyśmy nienormalne lizbońskie upały, jednej z nas udało się nie zostać ugryzioną przez Yorkshire Terriera, a druga potrafi tak opiekować się bazylią, że nie zdechnie po dwóch dniach od przyniesienia ze sklepu. Jednak są pewne ograniczenia dla całej tej naszej zaradności, jak na przykład MS Office Word.
Ale mamy tyle szczęścia, że w chwilach zwątpienia w sprawiedliwość świata, na horyzoncie pojawia się wybawienie. Karoli objawiło się ostatnio w postaci Ewy, która odratowała jej licencjat z poważnego komputerowego kryzysu. I w takich sytuacjach uruchamiamy nasz pakiet dziękczynny, który obejmuje pełen zakres potraw, które można przygotować z wykorzystaniem max dwóch palników i małego piekarnika (czyli raczej indyk nie wejdzie – taka informacja dla potencjalnych wybawców).
Dlatego też prezentuję dziś przepis na czekoladowo – pomarańczowe mufiny, przygotowane na życzenie Ewy. Wersja ze zdjęcia zawiera ciemne kakao, ostatnim razem przygotowałyśmy je ze słodkim kakao do picia – bardzo, bardzo ciekawe rozwiązanie. Ponadto, jest to zmodyfikowany przepis w stosunku do poprzednich mufinów czekoladowo-pomarańczowych. Myślę, że ta wersja jest lżejsza i naprawdę polecam porównanie obu przepisów wszystkim mufinowym eksperymentatorom.
PS. Siostro, po twojej deklaracji w komentarzu do brownie uznaję, że już się pakujesz, żeby przyjechać wreszcie na ciasto.

Składniki na 12-14 mufinów:
260g mąki pszennej
25g kakao
165g cukru pudru
50g roztopionego masła
160ml mleka
120g śmietany 22%
2 jajka
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 tabliczki czekolady (użyłam mlecznej i białej)
50g kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
1. Roztop masło i pozostaw w garnku do ostygnięcia.
2. Wymieszaj wszystkie składniki. Z lenistwa możesz zrobić to w jednej głębokiej misce, jednak dokładniej wymieszasz wszystko dzieląc składniki na dwie miski. Do jednej wlej mleko, śmietanę, dwa jajka, ekstrakt i roztopione masło. Wymieszaj. W drugiej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, kakao, cukier, sodę, proszek do pieczenia, pokruszoną czekoladę, skórkę pomarańczową. Na samym końcu połącz składniki sypkie i płynne. Pamiętaj, żeby mieszać je tak krótko, aby tylko dokładnie je wymieszać, wykonaj przy tym jak najmniej ruchów.
3. Rozlej ciasto do foremek i piecz przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.
Smacznego!
Posted by Picasa

Brownie nr2, czyli były sobie 4 tabliczki czekolady

Wiem, że wrzucałam już pomysł na brownie, ale w miarę czekoladowego rozwoju zaczynam się orientować, że z brownie jest jak z portugalskim bacalhau. Istnieje na niego z tysiąc przepisów i ciężko stwierdzić, czy one zasadniczo mogą się różnić między sobą na poziomie przepisu nr 556, jednak taka ilość rozwiązań daje cudowną nadzieję, że następne brownie będzie lepsze od poprzedniego, że może własna zmiana w proporcjach doprowadzi nas do czekoladowego ideału i że może przez to stworzymy wart zanotowania przepis nr 1001..
Z tą lekką manią wielkości na punkcie czekolady przedstawiam więc Brownie nr 2, wersję o lekko twardszej konsystencji, o mocniejszym smaku. Idealne z lodami, ale to chyba nikogo nie zaskakuje..

Składniki (do formy o boku 20cm):

150g masła
200g gorzkiej czekolady (do tego przepisu użyłam jednej deserowej i jednej o 90% zawartości kakao)
175g cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego
3 jajka
75g mąki
100g białej czekolady
100g mlecznej czekolady
1. W garnku roztop czekoladę gorzką i masło, a następnie lekko je ostudź.
2. Ubij jajka z cukrem i ekstraktem. Następnie dodaj mąkę i wymieszaj.
3. Do mikstury dodaj masę czekoladową oraz pokruszone kawałki czekolady.
4. Piecz 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni.
Smacznego!
Posted by Picasa

Pomarańczowe ciasto z kaszą manną, czyli słodycze light

Kiedy teoretycznie nie powinno się jeść słodyczy, a jednocześnie nie można opanować marzeń o czymś grzesznym i słodkim, trzeba się jakoś ratować. Zazwyczaj po prostu ulegam bez walki, ale dobrze działa też terapia zastępcza. Polega na przygotowywaniu słodyczy, które spełniają w większej części moje oczekiwania, ale jednocześnie są w jakiś sposób zdrowsze/lżejsze niż moje typowe wybory.
Proszę nie wyprowadzać mnie z błędu, jeśli niesłusznie uznaję, że ciasto pozbawione mąki na rzecz kaszy mannej jest zdrowsze. Szukałam długo czegoś na wzór moich ukochanych financiers z Vincenta i znalazłam. Ciasto jest rozkosznie słodkie, mocno pomarańczowe z dodatkiem chrupiących migdałów, czyli spełnia wszystkie grzeszne wymogi. A do tego mogę uznać, że mimo wszystko nadal jest to ciasto, które mnie nie pogrąży.
Przepis pochodzi z bloga Anoushki – bardzo dziękuję za inspirację 🙂

Składniki (na ciasto pieczone w kwadratowej formie o boku ok. 23cm):

Ciasto:
200g kaszy manny
150g cukru
ok. 200ml mleka
100g migdałów w płatkach
4 jajka
3 łyżki masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
otarta skórka z dwóch pomarańczy
szczypta soli
Syrop:
150g cukru pudru
wyciśnięty sok z 2 pomarańczy
wyciśnięty sok z 1 cytryny
pół łyżeczki kardamonu

1. Zagotuj mleko i zalej nim kaszę. Odstaw do ostygnięcia. Miałam trudności z nasączeniem całej kaszy, jednak wtedy poradziłam sobie dolewając odrobinę mleka – myślę, że to absolutnie nie pogorszyło smaku ciasta.
2. Zetrzyj skórkę z dwóch pomarańczy i wyciśnij z nich sok.
3. Wymieszaj żółtka z cukrem, a następnie dodaj kaszę, masło, migdały, proszek do pieczenia i skórkę pomarańczową.
4. Białka z jajek ubij na sztywną pianę, a potem delikatnie wymieszaj ją z masą.
5. Przelej ciasto do wysmarowanej lekko masłem formy i piecz przez około 40 minut w temperaturze 170 stopni.
6. Zacznij szykować syrop około 15 minut przed końcem pieczenia, gotując cukier z sokiem z pomarańczy i cytryny. Doprowadź go do wrzenia, a następnie podgrzewaj, aż osiągniesz lepką konsystencję.
7. Po wyjęciu ciasta z piekarnika, ponakłuwaj je wykałaczką i rozlej na nim gorący syrop.
Smacznego!

Tiramisu, czyli rodzinna podstawa żywieniowa

Mimo, że tiramisu można już dostać praktycznie wszędzie, wliczając półkę z jogurtami w kerfurze, mam do tego deseru ogromne uwielbienie. Ale tylko do wersji domowej. Przez dłuższy czas konsekwentnie porównywaliśmy różne tiramisu, trwało to praktycznie parę lat aż do momentu, kiedy pewnego dnia z Tatą ustaliliśmy, że to koniec poszukiwań i oficjalnie nasze kieleckie tiramisu rządzi. To nieskromne bardzo, ale serio, byliśmy uczciwi przy ocenie.
To nie jest oryginalna włoska wersja, bo jak się dowiedziałam, Włosi nie tolerują alkoholu w tiramisu i do tego do kremu wykorzystują białko, żeby był lżejszy i bardziej puszysty. A ja za to uwielbiam, kiedy krem jest gęsty i cięższy, dlatego trzymam się konsekwentnie wersji rodzinnej. Podstawowa wskazówka – dobre składniki. Dobra kawa, dobre amaretto i gęste mascarpone – to wszystko, czego potrzeba, by zafundować sobie jeden z najbardziej grzesznych deserów świata.

Składniki na ok. 8 porcji:

2 serki mascarpone
2 żółtka
125ml śmietanki (co najmniej 22%)
125g cukru pudru
1,5 paczki biszkoptów
kakao do posypania
4 czubate łyżki kawy
likier amaretto

1. Przygotuj kawę do namoczenia biszkoptów w dwóch filiżankach. W każdej rozpuść 2 czubate łyżki kawy w 2/3 filiżanki wody i 1/3 filiżanki amaretto.
2. Rozłóż biszkopty na płaskim talerzu i nasącz je kawą z obu stron.
3. Ubij żółtka z cukrem, a następnie dodaj do masy mascarpone i śmietankę. Można oczywiście wymieszać masę mikserem, ale żeby nie ryzykować, że stanie się zbyt płynna, mieszam ją ręcznie.
4. Układaj wartwowo biszkopty i krem w naczyniu, zaczynając od biszkoptów. Proporcje pozwalają na uzyskanie dwóch wartw kremu i dwóch warstw biszkoptów. 
5. Wstaw tiramisu do lodówki na co najmniej 3 godziny. Przed podaniem posyp wierzch kakao.
Smacznego!

Mufiny ciasteczkowe, czyli ekspres wśród ekspresów

Autorką tego przepisu jest Karolcia, do tej pory specjalista ds. Minumufinów (czekam do tej pory na prawa autorskie do publikacji jej przepisu), obecnie przekwalifikowana na specjalistę ds. Klasycznych Mufinów z Dodatkiem Ciastek.
Cudowne jest w nich to, że ciastka wykonują całą kreatywną robotę, kiedy w domu nie ma bardziej bajeranckich składników. Karola wybrała czekoladowo-kokosowe Pieguski, jednak jestem pewna, że każde kruche ciastko będzie pasować. Osobiście uwielbiam dobierać składniki od podstaw, jednak dla takich mufinów mogę zrobić wyjątek, ponieważ ciastka dają też cudowną chrupkość, którą możnaby uzyskać jedynie piekąc oddzielnie kruche ciasto czekoladowe. Aż taką fanatyczną purystką nie jestem, serio.

Składniki na 12 mufinów:

75g masła
250g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
75g cukru
200ml mleka
1 jajko
pół opakowania czekoladowo-kokosowych Piegusków (lub innych kruchych ciastek)
1. Rozpuść i ostudź masło.
2. W dużej misce wymieszaj sypkie składniki: mąkę, sodę, proszek do pieczenia, cukier. Wymieszaj.
3. Po ostudzeniu masła, przelej je do drugiej miski, łącząc z płynnymi składnikami, czyli jajkiem i mlekiem. Wymieszaj.
4. Przelewaj powoli płynne składniki do sypkich, mieszając wszystko widelcem. Pamiętaj, wymieszaj je tylko na tyle, żeby nie pozostawić śladów mąki czy cukru. 
5. Na koniec pokrusz ciastka na 0,5-1cm kawałki i przesyp do miski wraz z okruszkami. Wymieszaj i przelej miksturę do 12 foremek na mufiny.
6. Wstaw je do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut.
Smacznego!
Posted by Picasa

Owocowy crumble, czyli babski wieczór i wampiry

Nie zamierzałam oglądać Twilight ani New Moon. Potem nie zamierzałam oglądać ich ponownie. Potem obiecywałam sobie, że nie obejrzę tego już nigdy więcej. Ale prawda jest taka, że kiedy w grę wchodzi jedzenie, ploty i wino, mogę oglądać wampirzą sagę nieograniczoną ilość razy i do tego za każdym razem piszczeć w odpowiednich momentach.
Jedzenie na babski wieczór rządzi się własnymi prawami. Albo idziemy na całość i zapominamy, że chcemy być piękne i szczupłe, albo robimy wersje light wszystkiego co się da, udając przed sobą, że dzięki temu będziemy piękne i szczupłe. Zawsze wybieram pierwszą opcję i uważam, że jest to jedyna właściwa.
Dlatego do mojego owocowego cruble nie dodam nigdy słodzika i nie będę nikomu mówić, że to w końcu owoce, że to prawie jak same witaminy i że to właściwie deser odchudzający. Prawda jest taka: jest obłędnie, rozkosznie smaczny, cudownie słodki, ale jednocześnie tak delikatny i lekki, że można zjeść nie jedną porcję, a trzy. Pod rząd. I myślę, że to jest absolutna podstawa dobrego deseru, bo przecież tutaj nie chodzi o umiar, tylko o przyjemność.
W przepisie podaję proporcje na przygotowanie dużej ilości kruszonki. Podaję takie proporcje, bo możecie przygotować jej więcej za jednym razem i po prostu zamrozić kruszonkę w woreczkach po 100g – wtedy za każdym razem możecie wyjąć woreczek, zamrożone owoce i deser macie praktycznie gotowy.

Składniki na kruszonkę:

200g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100g zimnego masła pokrojonego w drobną kostkę
6 łyżek brązowego cukru (demeara lub light muscovado)
1. Wsyp do miski mąkę, proszek do pieczenia i cukier. Zagnieć wszystko palcami, a następnie dodaj cukier. Zagnieć mieszaninę aż będzie miała konsystencję żwirku.
2. Przesyp kruszonkę do woreczków. Do przygotowania 4 małych deserów potrzebujesz 75-100g porcji kruszonki, więc najwygodniej, jeśli taką masę odmierzysz.
Składniki na owocowy crumble (4 małe porcje):
75-100g kruszonki (może być prosto z zamrażarki)
300g mrożonych owoców leśnych
3 łyżeczki mąki kukurydzianej
4-6 łyżeczek cukru waniliowego
1. W misce wymieszaj owoce z cukrem i mąką. Dobrze, jeśli wyjmiesz je z zamrażarki około 2 godziny przed pieczeniem, jednak nie jest to konieczne – jeśli nie zdąrzysz, przedłuż czas pieczenia o jakieś 5 minut.
2. Przełóż owoce do 4 małych miseczek i posyp kruszonką. Piecz je w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 15 minut.
Smacznego!
Posted by Picasa

Trufle cytrynowe, czyli urodzinowe cytrusy

Posted by Picasa

W ramach przygotowań do obchodów urodzin Mamy, przez chwilę rozważałam opcję tort. Już zaczęłam wizualizować krem, ozdoby, nadzienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to i mama i ja, i praktycznie reszta zainteresowanych jest na diecie. Zdaję sobie sprawę z paradoksu, jakim jest pisanie kulinarnego bloga w trakcie odchudzania, ale o tym kiedy indziej. Po prostu tort, który kojarzy mi się z obfitością słodyczy, z lukrem, grzesznym kremem i kopiastymi porcjami na talerzach, nagle wydał mi się deserem zbyt rozpustnym. Dlatego postanowiłam stworzyć coś w wersji mini, coś, czym można się delektować, w moim rozumieniu, bez poczucia jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Nie żyję złudzeniami, trufla to trufla i nie można jej w żaden sposób nazwać dietetyczną. Ale jedna czekoladowa kuleczka wygląda tak niewinnie, że nie można jej uznać za zakazaną ani szkodliwą. Dwóch raczej też nie. Może problem zaczyna się po pięciu, ale to już jest kwestia indywidualna.

Składniki na około 50 trufli:
300g czekolady deserowej
100g czekolady mlecznej
3/4 szklanki śmietany kremówki (ja użyłam Rama Cremefine do Ubijania)
3 łyżki skórki pomarańczowej
2 łyżeczki ekstraktu cytrynowego
1 łyżka golden syrup (lub miodu)
2 łyżki Triple Sec
kakao do posypania
1. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, a w tym samym czasie podgrzewaj śmietanę na patelni.

2. Dodaj do czekolady łyżkę masła i poczekaj aż się rozpuści. Dobrze wymieszaj. Pilnuj temperatury – jeśli woda będzie za gorąca, czekolada zacznie się zbijać w grudki.

3. Dodaj do śmietany posiekaną skórkę pomarańczową, ekstrakt cytrynowy i golden syrup.

4. Kiedy czekolada się rozpuści, zdejmij patelnię ze śmietaną z ognia i przelej do niej czekoladę. Dokładnie mieszając, dolej Triple Sec.

5. Przelej masę do płaskiego naczynia i odstaw na minimum 2 godziny do zamrażarki (ja wykorzystałam balkon i wsadziłam miskę do śniegu – działa świetnie).

6. Kiedy masa będzie twarda, wyjmij ją i formuj małe kuleczki. Możesz do odmierzania użyć łyżeczki, kulki najlepiej formować ręcznie. Jeśli uznasz, że coraz trudniej formować Ci kulki, bo masa zaczyna się zbytnio ogrzewać i rozpuszczać, lepiej wstawić ją na chwilę z powrotem do zimna, żeby ponownie zastygła i potem wrócić do formowania.

7. Ułóż kulki na folii aluminiowej i wstaw z powrotem do zamrażarki. Tym razem trzymaj je w zimnie jak najdłużej, minimum 2 godziny. Wszystko po to, żeby nie topiły się później w kontakcie z gorącą czekoladą, kiedy będziesz je nią oblewać.

8. Roztop mleczną czekoladę i kiedy będzie całkiem płynna, wyjmij połowę trufli i obtaczaj je w czekoladzie. Drugą partię przygotowuję w łatwiejszy sposób – obtaczam je po prostu w kakao przesypanym wcześniej przez sitko. Do maczania trufli w gorącej czekoladzie używam szczypców do spaghetti. Z doświadczenia polecam, chociaż wiem, że często poleca się nadziewanie trufli na widelec.

9. Po obtoczeniu trufli w mlecznej czekoladzie musisz odczekać jeszcze kilkadziesiąt minut, aż zastygnie. Trufle w kakao możesz podawać od razu 🙂 Możesz je przechowywać przez kilka dni, nawet do tygodnia – pamiętaj tylko, żeby pozostawiać je w lodówce.

Smacznego!

Brownie cytrusowe, czyli poświąteczna akcja ratunkowa

Lekiem na świąteczne obżarstwo jest poświąteczne obżarstwo, podczas którego pozbywamy się wszelkich nadwyżek jedzenia tak szybko, jak to możliwe. Absolutnie nie należy się dołować, ponieważ piekąc/gotując/smażąc robimy sobie przysługę, przyspieszając powrót do punktu 0, w którym możemy z czystym kontem oddać się powracaniu do żywieniowej normalności.

Skoro już wytłumaczyłam mój system działania, pora na złożenie hołdu Brownie. Brownie, jako klasyk klasyków, jest absolutną czekoladową podstawą, jednak w ramach akcji poświątecznej wykorzystałam do niego nieklasyczne składniki. Inaczej mówiąc, resztki. Ale nazwa Brownie z Resztek absolutnie nie pasuje do efektu, jaki osiągnęłyśmy z moją siostrą wczoraj w nocy, kiedy to postanowiłyśmy zamienić planowane mufiny na coś bardziej czekoladowego i grzesznego.
Dodałam ekstrakt cytrynowy z braku ekstraktu waniliowego i w taki sposób uzyskałam zupełnie nowy, obłędny aromat. Czekolada zachowała swoją słodycz, jednak jej smak jest lżejszy. Skórka pomarańczowa dodała też kontrast dla białej czekolady, przez co brownie cytrusowe nie ma w sobie śladu ciężkości, jakiej możnaby się spodziewać po nieznośnej wręcz ilości wykorzystanej czekolady.

Składniki (dla kwadratowej blachy o średnicy ok 21cm):

115g miękkiego masła
300g drobnego cukru
5 jajek
70g mąki pszennej
70g kakao
1 łyżka ekstraktu cytrynowego
4 łyżki (wg uznania) kandyzowanej skórki pomarańczowej
250g ciemnej czekolady (wykorzystałam czekoladę z rodzynkami)
50g białej czekolady

1. Wrzuć 200g czekolady do garnka postawionego na garnku z gorącą wodą. Podrzewaj wodę, ale nie doprowadzaj jej do wrzenia. Pamiętaj, żeby woda nie dotykała dna garnka, w którym jest czekolada – wtedy w czekoladzie pojawią się grudki.

2. Dokładnie wymieszaj cukier z masłem (możesz użyć miksera).

3. W oddzielnej misce ubij jajka i wymieszaj je z ekstraktem cytrynowym.

4. Powoli przelewaj jajka do miski z masłem i cukrem, cały czas mieszając. Dodaj rozpuszczoną czekoladę, mąkę i kakao. Wszystko dokładnie wymieszaj i wrzuć posiekaną ciemną czekoladę (pozostałe 50g), białą czekoladę i skórkę pomarańczową. Czekolady nie musisz siekać dokładnie, kawałki mogą mieć około 0.5cm średnicy.

5. Nagrzej piekarnik do 170 stopni. Przelej masę na brownie do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez 20 minut.

6. Po wyjęciu z piekarnika ciasto będzie płynne – jest przepyszne, jednak warto poczekać aż zastygnie. Moja siostra uważa, że jeszcze lepsze jest z lodówki, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie 🙂

Smacznego!